Dalszy ciąg omówienia książek autorstwa Idriesa Shaha Opowieści derwiszów - Mądrość głupców - Zaczarowana świątynia w tłumaczeniu Ivonny Nowickiej Autor: Benedykt Krzysztof Peczko
Zanim przejdziemy do opisu psychologicznych i terapeutycznych aspektów sufizmu, warto wyjaśnić obecny stosunek nauki do duchowości w ogóle (a sufizm jest przecież zaliczany do jednej z jej tradycji). Fakt, że tematy takie jak mistycyzm, duchowość, doświadczenia religijne i im podobne, badane są przez współczesną psychologię, może wydać się zaskakujący. Owo zdziwienie wynika z kilku powodów.
Jednym z nich była fascynacja szybkim rozwojem i osiągnięciami nauk przyrodniczych, która spowodowała, że na długi czas psychologowie „wstydliwie” usuneli tego rodzaju tematy poza granice swoich zainteresowań. Zrozumiałe skądinąd i cenne dążenie do obiektywności w badaniach psychologicznych zaczęło jednak przybierać skrajny charakter. To, czego nie można było zarejestrować przy pomocy „naukowej” aparatury pomiarowej (EEG, elektryczna oporność skóry, poziom napięcia mięśniowego, biochemia mózgu itp.) było odrzucane jako niemierzalne. A ponieważ emocje, wyobraźnia, wartości czy w ogóle świadomość nie dają się bezpośrednio zmierzyć i zważyć, to klasyczny behawioryzm – niezależnie od tego, jakie imiona przyjmował zarówno w USA jak i byłym ZSRR – uważał je za puste pojęcia odnoszące się jedynie do pewnych obszarów subiektywnych przeżyć człowieka. Jako takie nie miały one dla behawiorystów żadnego znaczenia; „subiektywne” stało się synonimem takich pojęć jak „nieistotne”, „nierzeczywiste”, a nawet „nie istniejące”. Dlatego próbowano wyjaśniać psychikę przy pomocy pojęć, kategorii i narzędzi, jakimi posługiwała się na przykład fizyka, uchodząca za wzór obiektywności, który winien być naśladowany przez wszystkie inne dziedziny wiedzy. To materialistyczne i redukcjonistyczne podejście do świata i człowieka (redukujące również psychikę do takiego czy innego zestawu zjawisk i cech właściwych materii) stało się jednym z czołowych aspektów kultury Zachodu. Zdaniem amerykańskiego psychiatry i badacza świadomości, Arthura Deikmana, poglądy opierające na takim podejściu przybrały wręcz postać uprzedzeń kulturowych. Wedle tych uprzedzeń, pisze Deikman, „stany mistyczne są czymś nierealnym, patologicznym, ‘szalonym’ czy ‘regresywnym’; uprzedzenia te każą uznać całą te dziedzinę za ‘subiektywną’, a w związku z tym ‘nienaukową’. Padamy ofiarą indoktrynacji, gdyż wpojono nam, abyśmy nie wykorzystywali tych obszarów ani nie przyglądali się im z bliska. Korzystając z naszej niewiedzy, pod osłoną sztandaru metody naukowej ograniczono nasze myślenie”1.. Wydarzyła się więc rzecz paradoksalna, bo oto psychologowie zaczęli przypisywać sobie większy obiektywizm, niż fizycy w stosunku do siebie samych i dziedziny wiedzy, jaką reprezentują. Amerykański psycholog Rollo May w swojej książce „Psychologia i dylemat ludzki”2, opisuje odpowiedź, jakiej udzielił mu jeden z pionierów fizyki subatomowej, Werner Heisenberg na pytanie o istote najnowszych odkryć w tej dziedzinie. Jego odpowiedź można streścić w następujący sposób: Dawny radykalny podział na podmiot, który prowadzi badanie (naukowiec) i przedmiot „na zewnątrz”, będący obiektem tego badania (rzecz, zjawisko itp.) stracił racje bytu we współczesnej fizyce cząstek elementarnych. Eksperymentator, wraz ze swoimi założeniami wstepnymi, hipotezami, teoriami i wybieranymi na ich podstawie narzędziami oraz procedurami badawczymi, staje się integralną częścią eksperymentu i przez to wpływa na jego wynik, któremu następnie przypisuje „obiektywizm”3. Również emocje, nieświadome nastawienia, uprzedzenia, preferencje, obawy, oczekiwania, system przekonań i inne subiektywne aspekty psychiki badacza działają jak filtr percepcyjny i w znacznym stopniu z góry przesądzają o wyniku eksperymentu. To odkrycie Heisenberg i Niels Bohr nazwali „zasadą komplementarności”, według której badający i przedmiot badania; to, co obiektywne i to, co subiektywne składają się na większą całość, jak dwie strony tego samego medalu. „Oczywiście wy psycholodzy zawsze o tym wiedzieliście” – powiedział Heisenberg. Rollo May pominął milczeniem te uwagę, ponieważ było dla niego oczywiste, że owa nierozdzielność podmiotu i przedmiotu jest tematem wielce kłopotliwym, którego psychologia z reguły usilnie stara się unikać. I mimo wielu przemian, jakie od tamtej pory dokonały się w nauce, taka tendencja wydaje się dominować w „oficjalnej” psychologii do dzisiaj.
Od czasów rozmowy Maya z Heisenbergiem minęło jednak wiele czasu, a postęp jaki od tamtej pory dokonał się w fizyce jeszcze bardziej oddala ją od „grubego materializmu”, który nadal utrzymuje się w kulturze Zachodu. Dokładniejsze omówienie owych przemian wymagałoby pewnie osobnego tomu i pracy zespołu specjalistów z różnych dziedzin fizyki, dlatego przytoczę wypowiedzi tylko kilku z nich. „W istocie upowszechnia się tendencja, by – w ślad za Johnem Wheelerem z Princeton University – przyjmować, że świat fizyczny składa się przede wszystkim z informacji, a materia i energia mają charakter wtórny”4. To szokujące spostrzeżenie „stawia na głowie” powszechny pogląd, według którego rzeczywistość, w jakiej żyjemy to przede wszystkim materia, konkret – to, co ma określoną długość, szerokość i wagę. Tymczasem okazuje się, że rozwijana przez fizykę „teoria ostateczna” nie skupia się nawet na badaniach pól czy czasoprzestrzeni, lecz na wymianie informacji pomiędzy procesami fizycznymi. Poszukiwania te mogą doprowadzić do potwierdzenia hipotezy, że „materiałem, z którego zbudowany jest świat, jest informacja”5 .