"Bratnie dusze - tajemnica dobrych związków" - Thomas Moore
Autor: Thomas Moore Tytuł polski: "Bratnie dusze - tajemnica dobrych związków" Seria wydawnicza: Podróże w głąb siebie Tytuł oryginału: "Soul Mates: Honoring the Mysteries of Love and Relationship" Wydawnictwo: Jacek Santorski & Co. Publishing House, Warszawa 1995 ISBN: Danuta Golec Liczba stron: 272 Wymiary: 148 x 210 mm Okładka: miekka - broszurowa Tłumaczenie polskie: Danuta Golec Kilka słów od Nas: więcej w recenzji poniżej. Opis Wydawcy: Tajemnica dobrych związków. Miłość, przyjaźn i szacunek, do których tak tęsknimy, są coraz trudniej osiągalne, a nasze związki zbyt często zamieniają się w piekło. Jak temu przeciwdziałać? UWAGI: Inne pozycje tego autora "W trosce o dusze" - opis na stronach ksiegarni PSYCHE.
[okładka]
{div}Recenzja książki{div}
Ostatnie lata obfitowały w pojawiające się na naszym rynku coraz to nowe publikacje na temat rozwoju osobistego, psychologii sukcesu, rozwiązywania problemów, doskonalenia rozmaitych umiejętności psychologicznych itp. Wśród nich jest również wiele książek z dziedziny NLP. Większość z nich prezentuje autorskie programy samodoskonalenia, jak np. „Programowanie Neurolingwistyczne – nowa technologia zmiany” (praca zbiorowa), „NLP w 21 dni” (Harry Alder), „Nasza moc bez granic” i „Obudź w sobie olbrzyma” (Anthony Robbins), „Trening NLP” (Ian McDermot i Wendy Yago) oraz wiele innych. Teksty tego rodzaju dostarczają wielu pomocnych informacji na temat funkcjonowania psychiki, a także praktyczne metody wyznaczania i realizacji celów, pokonywania trudności, odnajdowania i spożytkowania swojego wewnętrznego potencjału itp., itd. Tym samym nie tylko budzą otuchę i wiarę we własne siły, czego tak bardzo potrzeba współczesnemu człowiekowi, ale też dostarczają użytecznych w tym zakresie narzędzi. To właśnie pragmatyzm, rzeczowa, przystępna i praktyczna wiedza czynią NLP tak wartościowym systemem pomagania sobie i innym. Równocześnie jednak ten sam pragmatyzm może łatwo przesłaniać humanistyczny i egzystencjalny aspekt spotkania, relacji, przemiany wewnętrznej, rozwoju. Paradoksalnie, wielu autorów tych publikacji używa pojęcia ”duchowości” i odwołuje się nawet do wartości religijnych. Jednakże już sam jezyk NLP czy podobnych systemów może wywoływać określone skojarzenia, o raczej technicznym charakterze. Czytelnicy oraz uczestnicy treningów NLP mogą ulec złudzeniu, że ów humanistyczny, egzystencjalny i duchowy aspekt ludzkiego życia i funkcjonowania da się wyczerpująco zdefiniować właśnie w kategoriach technicznych NLP, że można go „rozpisać” na „systemy reprezentacji”, „procesy kotwiczenia”, „strategie neurologiczne”, „submodalności zmysłowe”, „zjawiska hipnotyczne” i im podobne. Relacje międzyludzkie natomiast łatwo mogłyby zostać zredukowane do mechanizmów „dostrojenia” i „prowadzenia”, „dopasowania” czy zakłócen „meta-modelu” językowego, albo podobieństw i różnic w zakresie tzw. „meta-programów” umysłu. Kategorie te są wielce przydatne w rozumieniu procesów zmiany i komunikacji międzyludzkiej, i warto je w tym względzie docenić. Co więcej, mogą być pomocne w wyjaśnianiu niektórych aspektów duchowego życia człowieka. Chodzi jednak o to, że nie da się w nich zawrzeć tego, co odnosi się do najgłębszej ludzkiej tożsamości, czy do tak zwanych „pytań ostatecznych”. A próby dokonania tego, prowadziłyby do efektu, który w logice nazywany jest „błędem kategorii”1 . Książki Thomasa Moora reprezentują całkowicie inny styl, wolny od technicznego żargonu. Skupiają się one przede wszystkim na człowieku (na osobach, a nie „sposobach”) oraz doceniają te aspekty wywierania wpływu, relacji międzyludzkich i pomagania (sobie i innym), które bardziej odnoszą się do bycia, obecności, spotkania Ja – Ty, a także odkrywania głębi swojej tożsamości. Dlatego warto je polecić jako literaturę wzbogacającą horyzonty każdego, kto interesuje się powyższymi tematami, szczególnie zaś adeptom NLP – jako uzupełnienie wiedzy „technicznej”.
Pierwszym wrażeniem wywołanym lekturą tekstów Thomasa Moora może być zaskoczenie, dezorientacja, a nawet zniechęcenie. Oto w czasach dominacji racjonalizmu i nieograniczonego - zdawałoby się - postępu technicznego autor wypowiada się na temat duszy tak, jakby jej istnienie było faktem najbardziej oczywistym pod słońcem. Słowo „dusza” nie jest popularne w naszych czasach i budzi skojarzenia z czymś staroświeckim, anachronicznym. Jednakże Thomas Moore nadaje mu nowe i szersze znaczenie, będące wynikiem syntezy wiedzy i doświadczeń różnych systemów duchowości, psychologii i psychoterapii - zarówno dawnych, jak i współczesnych. Znaczenie to jednak nie jest przedmiotem „naukowej” analizy autora. Wyłania się ono raczej z symbolicznego i metaforycznego przekazu, ukryte „między wierszami” tekstu. Tak więc początkowa dezorientacja przeradza się stopniowo w głebszą refleksję nad zapomnianymi lub stłumionymi aspektami naszej egzystencji i odsłania się ich zapierająca dech w piersiach głębia. Nasz rynek księgarski przepełniony jest pozycjami na temat „technik” samodoskonalenia, „technologii” sukcesu i „łatwych” przepisów na szcęście. Człowiek jest w nich traktowany podobnie do uszkodzonego mechanizmu, który wymaga prostej reperacji zgodnie z sugerowaną instrukcją obsługi. Nawet wartościowe poradniki tego rodzaju koncentrują się głównie na tym „co?” i „jak?”, czyli na technicznym aspekcie zmiany jakości życia. Tego typu podejście, choć wielekroć użyteczne, może łatwo wywołać iluzję, iż człowiek jest podobny do komputera, który wystarczy przeprogramować w odpowiedni sposób i wszystko bedzie cacy. Moore idzie w swoich poszukiwaniach znacznie dalej. Wprost, lub nie wprost szuka odpowiedzi na trudne i jakże ważne w dobie dzisiejszej pytania. „Po co?”, „dlaczego?”, „w imię czego?”, a także „kim jesteśmy?”, „skąd przybywamy i dokąd zmierzamy” - to pytania, które raz po raz pojawiają się w umyśle czytelnika jego książek. Są to również pytania o sens i znaczenie cierpienia, problemów emocjonalnych, konfliktów wewnętrznych, dramatycznych doświadczeń w rodzinie, związkach przyjaźni i innych. To, co zwykle uważa się za przeszkody w rozwoju wewnętrznym, dla Moora jest pokarmem dla duszy - głębokiej natury człowieka. Autor nie definiuje tego terminu w sposób jednoznaczny. Lecz mimo to lekturze jego książek towarzyszy poczucie zrozumienia, wrażenie, że stykamy się z czymś bliskim i istotnym, choć równocześnie tajemniczym, trudnym, a nawet niemożliwym do wyrażenia w słowach. Thomas Moore opierając się na duchowości oraz psychologii Wschodu i Zachodu pomaga również dokonać syntezy myślenia racjonalnego opierającego się na zasadach logiki z myśleniem metaforycznym i symbolicznym. Z jednej strony czerpie ze współczesnej wiedzy o „wnętrzu” człowieka, z drugiej zaś - z mądrości tysiącleci przekazywanej przez różne tradycje, mieędzy innymi za pośrednictwem mitów, baśni, legend i przypowieści. Łącząc doświadczenia związane zarówno z jego zakonną przeszłością jak i praktyką psychoterapeutyczną prezentuje ponad-wyznaniowy stosunek do spraw duchowych. Duchowość jest dla niego nieodłącznym elementem ludzkiego życia, niezależnie od deklarowanych przekonań. Nie przeciwstawia jej cielesności, czy w ogóle światu materialnemu, lecz proponuje holistyczne spojrzenie na człowieka. Zwraca również uwagę na patologiczne skutki tłumienia duchowości w życiu jednostek, w związkach z innymi, w mniejszych i większych społecznościach. Tym samym Moore dokonuje resakralizacji życia, natury, małżenstwa, seksu, rodziny i innych aspektów ludzkiej egzystencji - pomaga odnaleźć duszę w sobie, w relacjach z innymi i ze światem. Zarówno osoby profesjonalnie zajmujące się pomaganiem, jak też wszyscy, dla których ważna jest troska o „wnętrze” swoje i innych znajdą w książkach Thomasa Moora ów „brakujący element”, wymykający sie teoretycznym analizom i technologicznym procedurom.
Benedykt Krzysztof Peczko
Przypisy: 1. Dobrą ilustracją tego rodzaju błedu jest zdarzenie opisane przez Philipa Zimbardo i Floyda Rucha w książce „Psychologia i życie” (PWN 1988), choć dotyczy ono zupełnie innego kontekstu:
Niektóre plemiona Pigmejów żyją w dżunglach tropikalnych tak gęstych, że przez większość swojego życia mogą widzieć nie dalej, niż na kilka metrów w każdym kierunku. Z tego powodu tylko czasami muszą dokonywać analizy bodźców wzrokowych dotyczących odległości i różnicowania głębi. Antropolog Colin Turnbull podczas pobytu na tamtych terenach zaprowadził jednego z Pigmejów na równinę, gdzie w odległości kilku kilometrów pasło się stado około stu bawołów. Kiedy Kenge (tak nazywał się ów Pigmej) je zobaczył, zapytał co to za rodzaj owadów. Gdy usłyszał, że to bawoły, roześmiał się, jak z dobrego dowcipu, ale gdy antropolog obstawał przy swoim zdaniu, Pigmej zaczął porównywać widziane z daleka bawoły do znanych mu chrabąszczy i mrówek. Turnbull podwiózł Kenge samochodem do stada. W miarę zbliżania się do nich - kiedy zwierzęta jawiły się jako coraz większe - Pigmej zaczął myśleć, że są to jakieś czary. A gdy w końcu okazało się, że to jednak bawoły, Kenge nie mógł pojąć, dlaczego wcześniej były takie małe i nadal podejrzewał jednak Turnbulla o jakieś oszustwo.
Recenzja opublikowana za zgodą wydawnictwa przedstawia tekst charakteryzujący książki Thomasa Moora, napisany na zamówienie Agencji Wydawniczej Jacek Santorski & Co.