Wpisy otagowane ‘wyobraźnia’

Wizualizacja, asocjacja, start!

Wtorek, marzec 2nd, 2010

Już po niej. Zaczęła się tragicznie, skończyła dziką radością. To jej wina, że mam sińce pod oczami i chodzę niewyspana. Toż to czyste szaleństwo, żeby po całym dniu pracy siedzieć do rana przed telewizorem.

Na początku pretekstem były jak zwykle skoki narciarskie i jazda figurowa na łyżwach, a dalej wszystko potoczyło się w myśl powiedzenia: w miarę jedzenia apetyt rośnie. Przypomniałam sobie, że przecież jestem fanką (no proszę to już poziom TOŻSAMOŚCI) narciarstwa alpejskiego, fascynuje mnie saneczkarstwo, slalom gigant, bobsleje. Ale do rzeczy…

Olimpiada Zimowa

Odkładam na bok moje osobiste zachwyty i biegnę podzielić się kilkoma spostrzeżeniami dokonanymi zimnym (hehe;)) okiem profesjonalistki:

Po pierwsze: Narciarze alpejscy na chwilę przed zjazdem. Na ekranie telewizora widać skupioną, rozkołysaną sylwetkę sportowca, alpejki, która z zamkniętymi oczami przemierza w wyobraźni trasę zjazdu. Co robi? Wizualizuje. Zaprasza swoje ciało, żeby zechciało współpracować w idealnej harmonii. Wizualizuje na oczach tysiąca gapiów. Nic nie szkodzi. Dziewczyna jest w tak silnej asocjacji, jak po starcie:  widzi, słyszy i czuje jedynie własne myśli, ciało i trasę.

Obserwuję narciarzy zjazdowych. Na podium stają ci, których sylwetka jest w trakcie jazdy sprężysta, aerodynamiczna, tak jakby tworzyli jedność z otaczającą ich trasą. Tak jakby ciało wiedziało na co się przygotować, jakby ufało sobie i swoim możliwościom. Jakby przewidywało co się za chwilę stanie i godziło się na to. Ostry skręt, długi zjazd, skok…

A potem saneczkarka zapytana jak przygotowuje się do zjazdu odpowiada, że wiele czasu zajmuje jej chodzenie wzdłuż toru i modelowanie w wyobraźni trasy przejazdu i niezbędnego ułożenia ciała, odpowiednie „wchodzenie” w zakręty.

I jeszcze snowboardziści. Kiedy w half-pipe (rynnie?) trwają zawody akrobacji na desce podziwiam ile znajomości własnego ciała trzeba, żeby zechciało tak współpracować. Ale tym razem moja uwaga skupia się jeszcze na czym innym. Na niezwykłej radości, która aż promienieje z zawodników. Przez chwilę zastanawiam się co mi tu nie pasuje (acha, metaprogram na różnice). I już wiem. Patrzę na snowboardzistów i widzę ludzi, którzy przede wszystkim cieszą się po wariacku z tego co robią, a dopiero potem konkurują. Przyglądam się kolejnemu przegrywającemu i widzę jego radość. Ciekawe.

Lubię pracować ze sportowcami, tak jak lubię pracować z muzykami. I jedni i drudzy  dążą do doskonałej harmonii z własnym ciałem. Używają do tego wyobraźni. Nie pytają czy coś się da zrobić, tylko jak to osiągnąć.

Magda Mastalerz