Wpisy otagowane ‘profesjonalne NLP’

Czy warto szukać sensu życia…?

Wtorek, maj 4th, 2010

Czy “sens życia” jest czymś co istnieje? Czy da się odnaleźć? Gdzie go szukać? Skąd brać siłę do szukania? Co zrobić gdy sensu nie znajduję? Co zrobić gdy zamiast “sensu” napotykamy różne “sęsy”…?

To pytania, które zdarza  mi się słyszeć od klientów na psychoterapii. I to klientów w różnym wieku, nie tylko  tych nastoletnich.

A gdyby tak odwrócić perspektywę. Skoro doświadczamy  rzeczywistości dzięki naszym zmysłom, skoro owe zmysły same w sobie są filtrem, który powoduje, że uzyskany obraz rzeczywistości jest uporządkowany i przez to okrojony z części swej złożoności, skoro dodatkowo nasz obraz rzeczywistości niczym światło na pryzmacie podlega rozszczepieniu i zniekształceniu przechodząc przez filtr naszych przekonań, doświadczeń, wartości, skoro nasz nastrój, poziom hormonów, stan skupienia uwagi wpływa na percepcję rzeczywistości, to czy szukanie sensu ma sens? Albo mówiąc językiem nlpowskim co nam to daje? Jakie są pozytywy a jakie ograniczenia szukania sensu?

Odwracając perspektywę  chciałbym odwołać się do przeformułowań i do szczególnego rodzaju przeformułowania jakim jest zamiana porażki w informację zwrotną. Przyglądając się “szukaniu sensu życia”  z perspektywy konstruktywistycznej możemy przyjąć założenie, że skoro nie mamy bezpośredniego dostępu do rzeczywistości, a jedynie konstruujemy jej obraz w naszym umyśle, za pośrednictwem zmysłów, procesów fizjologicznych i czynności psychicznych (co nie zaprzecza istnieniu owej rzeczywistości obiektywnej, acz niepoznawalnej bezpośrednio, tzn. w inny niż za pomocą zmysłów sposób) to i sensu życia nie “znajdujemy” a raczej konstruujemy go w naszym umyśle. Zatem z perspektywy konstruktywizmu jedyne co nam pozostaje to nadawać sens. Szukamy zatem nie tyle sensu samego w sobie ile raczej szukamy wspierających dla nas możliwości nadawania sensu temu czego doświadczyliśmy.

“Uważaj co do siebie mówisz, bo przypadkiem możesz się słuchać.” Może zatem warto czasem zastanowić się zanim powiemy: “to bez sensu”… A co by się zmieniło gdyby powiedzieć sobie coś w tylu: “Nie widzę w tym żadnego sensu i tym bardziej potrzebuję czasu, żeby zastanowić się, co to dla mnie może znaczyć.”

Zachęcam czytelników do poszukania jakie nowe możliwości daje nam to abstrakcyjne na pierwszy rzut oka przeformułowanie: zamiast szukać sensu, spróbuj nadać sens?

Co się dzieje pomiędzy “klik” a “wrrr”?

Poniedziałek, marzec 29th, 2010

W swojej słynnej książce “Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka” Robert B. Cialdini (Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne) juz w pierwszym rozdziale opisał zjawisko automatycznego reagowania na niektóre bodźce. Powiązania typu tytuł naukowy - nieomylność, wysoka cena - wysoka jakość, atrakcyjny wygląd -  inteligencja lub mądrość, ładne ubranie - wiarygodność, ludzie patrzą na ciebie - musisz być perfekcyjny. Cialdini pokazuje ten mechanizm najpierw na przykładzie indyczki, która gdy widzi tchórza, atakuje. Gdy podstawiano jej wypchanego drapieżnika, nadal rzucała się na niego z furią. Gdy jednak umieszczono w jego wnętrzu magnetofon, który wydawał odgłos pisklęcia (Cialdini opisuje go jako “czip-czip”) indyczka nie tylko nie atakuje obiektu, ale jeszcze przygarnia go i przykrywa skrzydłem. Myślimy z politowaniem o “głupim ptaku” zgaduje Cialdini. Nie byłby sobą, gdyby nie gotował czytelnikowi gorzkiej pigułki. Oddajmy zatem głos klasykowi:

Zjawisko to zgrabnie ilustruje eksperyment wykonany przez psycholog Ellen Langer. W myśl powszechnie znanej reguły, rządzącej ludzkim zachowaniem, prosząc kogoś o oddanie nam przysługi, zwiększymy szansę spełnienia naszej prośby, jeżeli dostarczymy temu komuś jakiegoś jej uzasadnienia. Po prostu ludzie lubią mieć jakieś powody, dla których coś robią. Langer wykazała ten niezbyt zaskakujący fakt, prosząc o drobną przysługę ludzi oczekujących w bibliotece na swoją kolejkę do kserokopiarki. “Przepraszam, mam tu pięć stron. Czy mogłabym skorzystać z kopiarki, bo bardzo się spieszę?” Skuteczność takiej prośby zaopatrzonej w uzasadnienie okazała się bardzo wysoka - 94% poproszonych ludzi zezwoliło proszącej osobie na skorzystanie z kopiarki poza kolejką. Gdy natomiast prośba brzmiała: “Przepraszam, mam tu pięć stron. Czy mogłabym skorzystać z kopiarki?”, a więc była pozbawiona uzasadnienia, tylko 60% proszonych na nią przystało. Na pierwszy rzut oka istotna różnica między tymi dwoma prośbami zdaje się tkwić w słowach “bo bardzo się spieszę”. Ale trzeci typ prośby użyty przez Langer w tym eksperymencie pokazał, że to nie tyle cały ten ciąg słów, ile jedynie pierwsze z nich - króciutkie słówko “bo” automatycznie wyzwalało zgodę na spełnienie prośby. Trzeci wariant prośby brzmiał bowiem: “Przepraszam, mam tu pięć stron. Czy mogłabym skorzystać z kopiarki, bo chciałabym je skopiować?”, a więc nie zawierał żadnego rzeczywistego uzasadnienia prośby. Stwierdzał jedynie oczywisty fakt, że kopiarek używa się do kopiowania, a jednak aż 93% poproszonych zgodziło się wpuścić proszącą osobę poza kolejką. Krótkie słówko “bo” zadziałało zupełnie tak samo, jak piskliwe “czip-czip” wywołujące macierzyńskie zachowania indyczki nawet wtedy, kiedy wydobywa się z tchórza. Słowem - klik, wrrr…. Większość naszego życia upływa na takich właśnie zachowaniach. Robert B. Cialdini Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka

Konkluzja nader smutna: “większość życia upływa nam na takich właśnie zachowaniach”… Zapewne ciągła świadomość wszystkiego i nieustanne analizowanie ogromu informacji, które do nas docierają byłoby bardzo energochłonne. Zatem Matka Natura za pomocą mechanizmów ewolucyjnych wyposażyła nas w różnego rodzaju automatyzmy i heurystyki, które pozwalają nie zajmować się dużą częścią bodźców docierających do naszego umysłu. W zamian mamy więcej wolnych mocy przerobowych by np.: układać wiersze, komponować muzykę, malować słoneczniki, myśleć jakby tu podwoić a może i potroić nasze środki i takie tam…. Cialdini dość szybko w swojej książce wprowadza pojęcie manipulacji i opisuje różne pułapki czyhające na  posługujących się wyuczonymi schematami. Czyli na nas wszystkich. Powstaje zatem pytanie: Jak się obronić przed manipulacją? Gdy myślisz “manipulacja” być  może pojawiają się przed oczami obrzydliwi “manipulanci” wyposażeni w najnowsze “sztuczki” oraz prawie nieograniczone środki pieniężne, które pozwolą im za pomocą owych “kuglarskich sztuczek” zmanipulować nas i zarobić kolejne nieograniczone środki dla siebie lub swoich nieetycznych mocodawców. Z moich doświadczeń wynika, że gdy pada hasło “manipulacja” i “wykorzystywanie automatyzmów” zazwyczaj słuchacz prezentuje gotowość do obrony przed zewnętrznym “manipulantem”. Proponuję przeformułowanie zagadnienia. Skoro  cały “akt manipulacji” odbywa się w naszym umyśle przyjrzyjmy się temu co się tam dzieje i zacznijmy od sytuacji, w których to my sami zakładamy sobie “pętlę” i …. sami się poddajemy manipulacji. Przytoczę, teraz przykład, który pojawił się podczas prowadzonego przeze mnie kursu Praktyk NLP. Mężczyzna, którego na potzreby tej opowieści nazwiemy  Alfredem, podzielił się swoim problemem w relacjach z córką. Problem polegał na tym, że dla Alfreda “nie było takiej sprawy, której nie dałoby się załatwić”. Wspierające przekonanie, nieprawdaż? Cóż, jego córka, nadajmy jej imię Antonina, ceniąc wiedzę i doświadczenie ojca (a możne coś zupełnie innego, to się jeszcze okaże), zwracała się do niego w różnych trudnych dla siebie sytuacjach. Mam problem, kiedy córka przychodzi do mnie z pytaniem o poradę, albo z jakimś trudnym problemem - mówił Alfred - zaraz się nastawiam na to jej jęczenie i wiem, że będę musiał jej udowadniać, że to wcale nie jest problem, tylko że trzeba znaleźć rozwiązanie. No i każda taka sytuacja kończy się niepotrzebnym spięciem - choć oboje mamy dobre intencje - rzekłbym “pozytywne intencje” - zakończył. Jak to się dzieje? - zapytałem. Wiesz, ja rozpoznaję, kiedy ona ma problem. Jak tylko zobaczę, że wchodzi do mnie do pokoju i widzę ten jej wyraz twarzy, taki zbolały, to wiesz, mówię sobie, “no, żesz do diaska, znów to samo” i na domiar złego przed oczami stają mi te wszystkie sytuacje, gdy mi się nie udało jej przekonać, że życie nie jest takie straszne, tylko trzeba brać byka za rogi… Wiesz to się dzieje automatycznie - teraz zdałem sobie z tego sprawę - kontynuował -  widzę jej twarz i zaraz się robię spięty. Zauważmy, że Alfred sam postrzegał sytuację jako “klik - wrrr…” Powiedział przecież: widzę skrzywioną, zmartwioną twarz córki i zaraz robię się spięty”. No a z drugiej strony opisał co się dzieje w jego umyśle: widzę twarz córki…., mówię sobie…, przypominam sytuacje, gdy mi nie wyszło… Kto jest absolwentem Praktyka NLP, albo zaliczył już III moduł, zapewne się zorientuje, że mamy tu pięknie opisaną mikrostrategię… Wyzwalacz: “skrzywiona twarz córki”, następnie Dialog Wewnętrzny “znów ma problem / znów będę musiał udowadniać….”, Wzrokowe Przypomnienie “porażek” i jako efekt - negatywny stan, czyli złość, zniecierpliwienie, poirytowanie… Rzeczywistość okazuje się nieco bardziej złożona. A miało być tak prosto: “klik - wrrr…”. Widzę twarz i się wkurzam… Ona mnie wkurza, on… ono… Warto zatem przyjrzeć się takim sytuacjom, gdy wydaje nam się, że jakiś bodziec, czyjaś twarz, słowo, gest wywołują w nas złość, irytację, bezradność, poczucie winy. Może odkryjemy, że nie musimy funkcjonować według ustalonego schematu “klik - wrrr…” Najprościej, zastanowić się jak zmienić taką odkrytą u siebie strategię. Co mógłbyś, co mogłabyś do siebie powiedzieć, żeby było to bardziej wspierające? Jakie inne obrazy przywołać, aby doświadczyć większego spokoju, dystansu, cierpliwości? Jedną z najistotniejszych metod przeciwdziałania  manipulacji jest uświadomienie sobie, że jesteśmy jej poddawani. Jeśli odkryjemy u siebie automatyzm i staniemy się bardziej świadomi swojego sposobu działania, będziemy mieli więcej pod kontrolą… W myśl tego, że jeśli coś jest nieświadome może kontrolować nas, gdy jest uświadomione wtedy my mamy to pod większą kontrolą… Acha, jesteś pewnie ciekaw co się zmieniło u Alberta? No cóż, gdy zmienił pierwszy element swojej “strategii” i widząc smutną i skrzywioną twarz córki mówił sobie: “Ciekawe z czym przychodzi? Wysłucham jej…”, a potem przypominał sobie te wszystkie sytuacje gdy zwracała się do niego  z pytaniami, mimo, że potem i tak postępowała według własnego zdania, uświadomił sobie, że ona wcale nie potrzebuje porady. Jego rolą jest wysłuchać i towarzyszyć… A to bardzo zmieniło emocje jakich doświadczał w podobnych sytuacjach w przyszłości. Owocnego obserwowania “klik - wrrr….”. Wszak już Sokrates cytując napis wyryty nad wejściem do delfickiej wyroczni namawiał: “Poznaj samego siebie”.

Przedsiębiorczość i potęga komunikacji niewerbalnej

Poniedziałek, marzec 15th, 2010

Prowadziłem ostatnio szkolenie dla przedsiębiorców. Jak zwykle przy okazji tematu efektywnej komunikacji pojawiła się dyskusja na temat różnic między perswazją a manipulacją. Temat obszerny bo nawiązujący do odpowiedzialności i etyki postępowania. Jednak i perswazja i manipulacja opiera się, czy może korzysta, z tych samych narzędzi, umiejętności czy po prostu wiedzy na temat funkcjonowania ludzi. Funkcjonowania rozumianego bardziej jako znajomości zasad działania neurologii, percepcji oraz procesów myślowych niż obszaru zachowań społecznych.

Właściwie na każdym szkoleniu omawiając komunikację niewerbalną (tzw. mowę ciała) i jej wpływ na skuteczność prezentowania, sprzedawania, negocjowania, odnosimy się do badań przeprowadzonych przez Alberta Mehrabiana. Znane są one w chwili obecnej jako zasada 7% - 38% - 55%. Zasada ta głosi, że za efektywność komunikacji w:

7% - odpowiada treść

38 % - sposób mówienia (ton głosu, rytm, itd.)

55% - mowa ciała (mimika, postawa, itd.)

Warto pamiętać o tym, że były to badania robione w bardzo ścisłych warunkach o określonym kontekście sytuacyjnym. Stąd szczególnie należy mieć dystans do cyfr i procentowych proporcji. Z drugiej strony jednak proste ćwiczenie wykonywane w czasie szkolenia daje bezpośrednie doświadczenie każdemu uczestnikowi. Do tej pory w żadnej z grup nie pozostawiało ono żadnych wątpliwości co do słuszności zaobserwowanej i opisanej zależności. W dodatku stanowi to inspirację do własnego odkrywania jak się przedstawiają wspomniane proporcje.

Co w takim razie ma wspólnego przedsiębiorczość czy szeroko rozumiany biznes z efektywną komunikacją?

Otóż ma. I to bardzo wiele. Jeśli pomyślimy o tym ile czasu poświęcamy na uczenie się umiejętności zawodowych. Zdobywamy ‘twarde’ doświadczenie. Odnosimy sukcesy i porażki. Te ostatnie mobilizują nas do nauki. Zdobywania doświadczenia, praktyki zawodowej, itd. A czy w tym wszystkim zwróciliśmy uwagę na fakt, że liczy się nie tylko sama treść przekazu? Liczy się coś więcej niż poprawność naszego wyglądu na spotkaniu jakie organizujemy. Również ma znaczenie sposób w jaki mówimy. Postawa ciała jaką przyjmujemy podczas prezentowania naszej fachowej wiedzy. Warto się chwilę zastanowić o ile poprawiłaby się nasza efektywność pracy, gdybyśmy pogłębili nasze umiejętności również w tym obszarze. Przy okazji nasuwa się wniosek, że zdobywanie praktycznych umiejętności w tym zakresie staje się również kwestią swego rodzaju przewagi konkurencyjnej.

Ponieważ ‘blog’ też ma swoje ograniczenia, nie mam możliwości  zaproponować ćwiczenia do którego potrzebny jest partner w parze. Jednak możesz spróbować samodzielnie. Możesz  przekonać się jak zmienia się percepcja odbioru Ciebie, gdy zmienisz sposób mówienia oraz mowę ciała. Proponuję Ci przez ten tydzień (później również) odbierać telefon z tonem głosu pełnym energii i pogodnego uśmiechu. Podobnie możesz doświadczyć zmiany, gdy podczas każdego powitania się na spotkaniu podasz swojemu rozmówcy rękę energicznie oraz z uśmiechem patrząc mu w oczy. Zaobserwuj co się dzieje. Co się zmienia u rozmówcy? Może nic. Może nic co od razu zauważasz? Zwróć uwagę również co się zmienia u Ciebie? Zachęcam cię do zapisania sobie kilku spostrzeżeń z każdego dnia. Na sam koniec pozostaje tylko przypomnieć jedno z założeń NLP “nie ma błędów są tylko informacje zwrotne”. I właśnie w ten sposób podejdź do obserwacji tego co się będzie działo. Pamiętaj, najlepszym sposobem uczenia się jest praktyka.

Naukowe podstawy zmiany wspomnień

Poniedziałek, marzec 8th, 2010

Nawiązując tematycznie do wpisu Benka W sprawie naukowych podstaw NLP i wywiązując się z wcześniejszych moich zobowiązań (patrz PostScriptum#3 z postu  O pożytkach z systemów reprezentacji, odniosę się, podobnie jak Łukasz w swoim wpisie o przekonaniach, do artykułu z Rzeczpospolitej, tym razem zeszłorocznego ale wciąż aktualnego.
Tym razem w dziale “Nauka/Psychologia zachowania” Piotr Kościelniak w artykule, o wiele mówiącym tytule Zapomnieć o strachu (Rzeczpospolita 11.12.2009) przybliża badania prowadzone przez tak utytułowanych neuropsychologów, jak prof. Joseph LeDoux czy prof. Elizabeth Phelps nad możliwością zmieniania wspomnień. Dodajmy przykrych wspomnień. Na przykład strachu. A szczególnie strachu przed  niebieskimi kwadratami. Ale po kolei. Na początek krótki cytat z artykułu Piotra Kościelniaka:

– Z naszych badań wynika, że podczas tworzenia się wspomnień jest krótki okres, podczas którego można wybiórczo zmienić pamięć – mówi Daniela Schiller z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Nowego Jorku, gdzie prowadzono eksperymenty z udziałem ochotników. – To otwiera możliwości leczenia stresu pourazowego.
– Wcześniejsze próby wymazywania czy zmieniania nieprzyjemnych wspomnień bazowały na stosowaniu farmaceutyków. Takie inwazyjne techniki są naszym zdaniem niepotrzebne. Używając naturalnych metod i wykorzystując wiedzę o procesie zapamiętywania, możemy zapobiec pojawieniu się strachu – tłumaczy prof. Elizabeth Phelps kierująca zespołem.

Dodajmy gwoli wyjaśnienia, że autorkom wypowiedzi nie chodzi tu o zmianę treści wspomnień, ale o zmianę związanych ze wspomnieniem emocji… Jak zatem światowe autorytety neuropsychologiczne proponują pracować z przykrymi wspomnieniami.
LeDoux zaczynał od szczurów. Okazało się, że można zmieniać u nich nawet stare utrwalone wspomnienia ale… trzeba najpierw je odświeżyć. Wtedy pojawiało się coś co naukowcy nazwali “okienkiem czasowym, w trakcie którego można było modyfikować pamięć o konkretnym nieprzyjemnym bodźcu. U szczurów okres ten trwał od około 10 minut do 6 godzin. Prof. Phelps zaczęła więc eksperymentować z ludźmi. Dość neutralny bodziec - niebieski kwadrat - skojarzono z przykrym doznaniem - lekkim wstrząsem elektrycznym. Jak się można było spodziewać bardzo szybko pojawiła się reakcja lękowa na sam niebieski kwadrat (badano ją mierząc m.in. przewodnictwo skórne, co zapobiegało oszukiwaniu przez uczestników eksperymentu). Co dalej…

Następnego dnia ponownie pokazywano im „przerażający niebieski kwadrat“. Zgodnie z oczekiwaniami wszyscy czuli obawę przed elektrowstrząsami. Przypomnienie tej nieprzyjemności otworzyło jednak okienko czasowe – do ok. sześciu godzin – na manipulację wspomnieniami. W grupie, której pokazywano w tym czasie kwadrat, ale nie rażono prądem, strach ustąpił. W grupie, której nic nie pokazywano, strach pozostał.

Co najciekawsze, efekt neutralizacji nieprzyjemnego wspomnienia był trwały. Gdy tych samych ludzi zbadano po roku, część nadal bała się widoku niebieskich kwadratów, a na części nie robiły one najmniejszego wrażenia.

No dobrze. A co to ma do NLP i technik interwencyjnych? Otóż niektóre metody “enelpowskie” wykorzystują technikę wędrówki na tzw. linii czasu do “odświeżenia wspomnień” związanych z traumatycznym doznaniem. Gdy klient doświadczy znów wspomnienia tej trudnej sytuacji przechodzimy do etapu “zmiany wspomnienia” czyli tak naprawdę zmiany ładunku emocjonalnego z nim związanego. Absolwenci kursu Praktyk NLP i Mistrz Praktyk NLP zapewne przypomną sobie techniki takie jak neutralizacja fobii, zmiana historii osobistej, reimprinting i inne.
W konkluzji artykułu autor cytuje prof.Phelps:

Podczas tego krótkiego okresu, gdy można zamazać nieprzyjemne wspomnienia, następuje tzw. rekonsolidacja pamięci. W tym czasie wspomnienia są niestabilne i dość łatwo można je zmodyfikować – na przykład wymazać tę ich część, która jest związana z bólem czy nieprzyjemnym wrażeniem.

Nasza pamięć jest odbiciem tego, co się działo podczas ostatniego przypominania sobie konkretnych rzeczy, a nie tego pierwszego, oryginalnego wydarzenia – tłumaczy prof. Phelps. – Jak sądzimy(w przypadku eksperymentu z niebieskim kwadratem - komentarz PT), udało się zapisać to samo wspomnienie, ale tym razem jako bezpieczne.

Jakbym słyszał tłumaczenie tego jak działa choćby wspomniany przeze mnie powyżej reimprinting czy metoda neutralizowania fobii.

Wspaniale! Tu jest zatem moment, gdy znający podstawowe założenia NLP (np. na temat tworzenia dostępu do zasobów, “mapa-nie-jest-terytorium”, przeformułowania, itp.) mogą przejść od słów do czynów.
Dziwi tylko, że w ostatnim zdaniu prof.Phelps twierdzi:

Jednak do praktycznego zastosowania tej techniki u osób cierpiących np. na zespół stresu pourazuowego droga na razie daleka.

Może warto zaprosić na kurs Praktyka/Mistrza NLP? A tak na serio, jedna z najkrótszych odpowiedzi na pytanie “co to jest NLP?” jaką słyszałem, brzmi: “NLP to praktyczna psychologia”, tym bardziej warto prowadzić badania, które wytłumaczą naukowe podstawy tej “praktyczności”.

W sprawie naukowych podstaw NLP

Piątek, luty 12th, 2010

Skuteczność metod NLP spowodowała, że od początku jego istnienia zarówno twórcy, jak i kontynuatorzy rozwoju tego systemu, bardziej byli skupieni na praktycznych aplikacjach modeli i metod, niż na poddawaniu ich naukowej weryfikacji. To zupełnie zrozumiałe, bo potrzebujących było i jest wielu, a efekty zastosowania narzędzi NLP obserwowane w bezpośrednim kontakcie z jednostkami, grupami, zespołami, a nawet całymi organizacjami – często bardzo spektakularne – mówiły same za siebie. Po co weryfikować, gdy pacjenci, klienci, współpracownicy czy przyjaciele korzystający z naszego wsparcia są zadowoleni? Czyż to właśnie nie jest weryfikacja? Można na to pytanie odpowiedzieć całkowicie twierdząco. Jest to potwierdzenie dla osoby stosującej NLP, zwłaszcza gdy takie pozytywne efekty powtarzają się w wielu różnych przypadkach.
Nie jest to natomiast wystarczający dowód dla społeczności świata nauki, który kieruje się w tym względzie własnymi kryteriami i procedurami. Jednym z nich jest zaprezentowanie spójnego, logicznego systemu teoretycznego, którym kierujemy się w naszej pracy. Drugim – badania ilościowe (statystyczne) dotyczące najczęściej skuteczności stosowanych metod. I jakkolwiek zróżnicowane badania tego rodzaju, dotyczące NLP były już przeprowadzane od lat 80., to wiele z nich zostało zrealizowanych w sposób nie w pełni poprawny metodologicznie. Dlatego wiele jest w tym względzie do zrobienia.
Osobne badania dotyczą neuro-lingwistycznej psychoterapii (NLPt) i tu rygory badawcze są szczególnie wysokie. Bo przecież chodzi w tym przypadku nie tylko o pomoc w rozwiązywaniu problemów i realizacji celów, ale także o leczenie cierpiących na różnego rodzaju zaburzenia. Ich głównym inspiratorem, inicjatorem i promotorem jest European Association for NLPt.
9 i 10.05.2009 r. odbyło się w Wiedniu kolejne spotkanie robocze EA NLPt, które tym razem było poświęcone w całości naukowym podstawom NLPt (jakkolwiek temat ten przewijał się często podczas tego typu spotkań). Oprócz reprezentanta Polskiego Stowarzyszenia NLPt, w spotkaniu wzięli udział przedstawiciele analogicznych organizacji z Austrii, Niemiec, Francji, Finlandii, Rumunii i Bułgarii. Głównym tematem tego spotkania było pytanie, jak możemy rozwijać koncepcję NLPt? A także określenie następujących zagadnień:
- “Czym dysponujemy obecnie?”
- “Czego brakuje i jak możemy to uzupełnić?”
- “Gdzie i w jaki sposób możemy znaleźć to, czego potrzebujemy dla rozwoju NLPt?”
- “Nowe spojrzenie na teoretyczne, filozoficzne, empiryczne i praktyczne korzenie NLPt”
- “Wzajemne powiązania (w teorii i praktyce) między NLPt i innymi podejściami psychoterapii”
Sformułowanie powyższych pytań miało na celu zainicjowanie dalszych poszukiwań teoretycznych i stymulowanie dalszych badań empirycznych, realizowanych zarówno pod auspicjami EANLPt, jak również w ramach organizacji lokalnych (poszczególnych krajów).
W Polsce prace tego rodzaju znajdują swój wyraz między innymi w postaci przygotowywanego do druku tekstu autorstwa Mirosławy Huflejt - Łukasik i Benedykta Peczko, omawiającego NLPt. Będzie to rozdział opublikowany w VI tomie podręcznika psychoterapii pod red. prof. Lidii Grzesiuk i dra Huberta Suszka, pt. “Szkoły i metody” (Wyd. Eneteia).
W tomie IV tego podręcznika pt. “Integracja” (Wyd. Eneteia) z kolei ukaże się rozdział autorstwa Krzysztofa Krawczyka nt. NLP, przedstawiający ten system jako jedną z pierwszych (o ile nie pierwszą) “szkołę” integracyjnego podejścia do człowieka i integracyjnej metody zmiany, łączącej odkrycia różnych dziedzin.
Z inicjatywy Mirosławy Huflejt - Łukasik przygotowywany jest również przegląd dotychczasowych badań naukowych nad NLP i NLPt oraz ich merytoryczna ocena. Wynik tego opracowania może być m.in. przydatny w procesie projektowania kolejnych programów badawczych dotyczących tych dziedzin. Następnym etapem będzie więc tworzenie i realizacja takich programów.
Działania tego rodzaju są potrzebne nie tylko dla „naukowej satysfakcji” i jako argumenty pozwalające innym systemom wsparcia, wywierania wpływu i wprowadzania zmian docenić NLP i NLPt. Ich wyniki wzbogacą bowiem samych adeptów tych podejść i umożliwią głębsze zrozumienie tego co i jak działa, a co się nie sprawdza w procesie pomagania, komunikacji itp. Wiedza tego typu jest bezcenna, bo jak stwierdził twórca psychosyntezy, Roberto Assagioli – „wszystko, co sobie uświadamiamy, możemy kontrolować; wszystko, czego sobie nie uświadamiamy, kontroluje nas”.

Benedykt Krzysztof Peczko