Wpisy otagowane ‘Naukowe podstawy profesjonalnego NLP’

Białe kłamstwa…

Poniedziałek, kwiecień 19th, 2010

Zakończyła się oficjalna żałoba narodowa. W tym szczególnym w życiu społecznym naszego kraju momencie w Polskim Instytucie NLP
gościliśmy uczestników Projektu “Dying & Death in Europe”. Jest to projekt międzynarodowy, którego celem jest przyjrzenie się
tematyce umierania, śmierci, żałoby we współczesnej Europie, a zarazem uczestnicy, którzy na co dzień pracują w jako
psychoterapeuci w podejściu neurolingwistycznym, stawiają sobie za cel zebranie, opracowanie i udostępnienie narzędzi NLPowskich,
które umożliwią jeszcze pełniejsze wsparcie osób przeżywających żałobę oraz pozwolą na takie towarzyszenie osobom umierającym,
które pozwoli im odejść z tego świata w spokoju i pogodzeniu ze sobą i najbliższymi.

W czasie zakończonego wczoraj spotkania wraz z naszymi koleżankami i kolegami z Katalonii, Francji, Niemiec i Polski
przyglądaliśmy się oczywiście temu, jak żałoba, żal i strata jest przeżywana w przestrzeni społecznej i indywidualnej. Dla naszych
zagranicznych przyjaciół było to niezwykłe przeżycie.

Oprócz warsztatu nt. pracy ze stratą i żałobą z użyciem Panoramy Społecznej (opracowanej przez Lucasa Derksa) i pracy
koncepcyjnej, m.in. nad tworzeniem narzędzi do badania efektywności wsparcia w trakcie przezywania żałoby, mieliśmy przyjemność
odbyć za pomocą skype’a telekonferencję z ks. Piotrem Krakowiakiem, twórcą i dyrektorem Hospicjum w Gdańsku. Interesowało nas, jak ks.Krakowiak wraz ze współpracownikami dba o pewną szczególna atmosferę w hospicjum, co pozwala mu wierzyć w hasło “Hospicjum to też życie”. Można powiedzieć po enelpowsku, że staraliśmy się “modelować” podejście hospicyjne reprezentowane  przez naszego rozmówcę i jego współpracowników na poziomie jednostkowym i organizacyjnym.

W czasie naszej rozmowy pojawił się dość szybko temat otwartej komunikacji z osobą umierającą. Jak się okazuje wsparcie rodziny
terminalnie chorego pacjenta i jego samego w ustanowieniu otwartej, szczerej komunikacji jest jednym z głównych narzędzi
psychologicznych wykorzystywanych przez psychologów w hospicjum kierowanym przez naszego rozmówcę.

No właśnie… Zanim pójdę dalej, chcę zadać Ci pytanie: myślisz, że choremu lepiej mówić prawdę o jego zdrowiu czy lepiej z
różnych względów o niej nie wspominać? Sprawdź, co Ci przychodzi do głowy jako pierwsze… A gdybyś zastanowił się nad tym jeszcze
przez chwilę… Jakie są Twoje przekonania związane z odpowiedzą na to pytanie? Jakie wartości? Jakich doświadczasz emocji? Być
może doświadczasz różnych odczuć w ciele…? Może pojawiają Ci się jakieś obrazy…? Daj sobie chwilę, żeby zebrać to wszystko
zanim zaczniesz czytać dalej…

Chciałbym teraz zaprosić cię do wysłuchania opowieści, którą usłyszałem od ks.Krakowiaka. Jej bohaterami są pewna starsza kobieta,
która całe życie pracowała na roli i dwójka jej dzieci, którzy byli lekarzami (onkolog i lekarz pierwszego kontaktu). Otóż, okazało się, że matka ma się źle, po badaniach zdiagnozowano u niej nowotwór. Dzieci uznały, że lepiej jej nie mówić. W szpitalu powiatowym cały personel został wciągnięty w tę konspirację… Podobnie w szpitalu wojewódzkim… W końcu stan pacjentki pogorszył się na tyle, że trzeba ją było przewieźć do szpitala klinicznego. W ambulansie zapytała ona sanitariusza, osobę ze szpitala klinicznego, która nie była jeszcze w owej “konspiracji” czy może jej powiedzieć, na co tak naprawdę jest chora, bo właściwie to nie wie… Gdyby więc mógł zajrzeć do dokumentacji… Biały fartuch sanitariusza dla tej prostej kobiety był oznaką, że ma do czynienia z profesjonalistą, który może jej odpowiedzieć na nurtujące ją pytania. Cóż, sanitariusz zajrzał do dokumentacji i prosto z mostu powiedział, że na tyle na ile on się orientuje, po historii choroby, wypisie i skierowaniu do kliniki to ma ona nowotwór.

To był ogromny cios dla kobiety. Jakby całe jej życie się rozsypało… Jak myślisz, jaki mógł być powód…? Co się działo w tym momencie z tą kobietą? Daj sobie chwilę i pomyśl o tym…

Gdy sanitariusz dowiózł kobietę do kliniki, ta nie chciała wyjść z ambulansu. Dopiero psycholog (był nim ks.Krakowiak) zachęcił ją do tego, żeby przeszła na oddział. Kolejne kilka cennych dni minęło, zanim owa kobieta pozwoliła sobie podać leki. Przez pewien czas bowiem odmawiała w ogóle podjęcia jakichkolwiek czynności medycznych. Nie chciała też widzieć swoich dzieci…

Była na nie ogromnie zagniewana, zła, rozgoryczona i oburzona. Za to, że nie powiedziały jej prawdy. Mówiła nawet, że ona, prosta kobieta ze wsi, która z trudem znajdowała czas na czytanie czegokolwiek i rzadko pisała cokolwiek, była tak bardzo dumna, że dwójka jej dzieci wykształciła się, jest lekarzami służy ludziom. A teraz okazuje się, że jej dzieci kłamią!? Bo jeśli okłamują ją, to okłamują też innych ludzi.

Był to ogromny dramat dla niej i oczywiście dla dzieci, które działały powodowane pozytywnymi intencjami. Stopniowo dzięki interwencji psychologicznej kobieta zgodziła się podjąć leczenie. Nieco więcej czasu zajęło jej przebaczenie, przyjęcie dzieci i pozwolenie na to, żeby się z nią zobaczyły. I powiedziała, że przebaczy, jeśli jej obiecają, że nigdy nie będą okłamywać pacjentów.

Sprawdź teraz przez chwilę jakie myśli, emocje, wartości poruszyła w Tobie ta opowieść…? Jak myślisz, jakie były istotne dla tej kobiety wartości? A co było ważne dla jej dzieci?

Posłuchaj teraz innej opowieści. Moja znajoma, której ojciec zachorował na nowotwór, opowiadała mi, że gdy tylko lekarz zaczynał mówić coś o stanie jego zdrowia, ojciec wychodził z gabinetu zostawiając ją i jej matkę. Nie chciał wiedzieć szczegółów. Nie chciał wiedzieć, czy jest lepiej czy gorzej… Tyle, że wiedział iż cierpi na nowotwór, ale nic ponad to… Co ciekawe, gdy rokowania lekarzy były bardzo złe (praktycznie zrezygnowano z leczenia, a on o tym nie wiedział) pojawiła się spontaniczna remisja i stan zdrowia się poprawił. Nadal jest w procesie leczenia…

Jak myślisz co było dla niego istotne? Co mogło powodować, że wolał nie wiedzieć?

Otwarte i wykraczające poza ramy tego wpisu pozostaje pytanie o to JAK mówić i ILE mówić, żeby pacjenta i jego rodzinę wspierać a nie ponad siły obciążać…

Na koniec podsyłam link opisujący bardzo intymny aspekt życia rodziny zmarłego prezydenta i jego rodziny.  W skrócie można powiedzieć: matka wciąż nie wie… W cytowanym artykule jest sugestia, że lekarze zasugerowali takie rozwiązanie.

Nie chciałbym oceniać członków rodziny… myślę o nich z różnych pozycji percepcji (ja, ty, obserwator, systemowo)… Mam jednak nieodparte skojarzenie z filmem “Goodbye Lenin”… I myślę sobie ile energii zabiera takie białe kłamstwo…

A otwarte pozostaje pytanie czy osoba, której dotyczy ta “zmowa milczenia” nie domyśla się, że COŚ jest nie tak… Pamiętajmy, że Milton Erickson swoich największych dotyczących “wskaźników niewerbalnych” odkryć dokonał, gdy leżał sparaliżowany i gdy jego siostry różne rzeczy przed nim ukrywały…

Pozostając w nieco refleksyjnym nastroju, pozdrawiam wszystkich czytelników bloga i zapraszam do dzielenia się swoimi odczuciami i doświadczeniami na powyższe tematy…

Co się dzieje pomiędzy “klik” a “wrrr”?

Poniedziałek, marzec 29th, 2010

W swojej słynnej książce “Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka” Robert B. Cialdini (Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne) juz w pierwszym rozdziale opisał zjawisko automatycznego reagowania na niektóre bodźce. Powiązania typu tytuł naukowy - nieomylność, wysoka cena - wysoka jakość, atrakcyjny wygląd -  inteligencja lub mądrość, ładne ubranie - wiarygodność, ludzie patrzą na ciebie - musisz być perfekcyjny. Cialdini pokazuje ten mechanizm najpierw na przykładzie indyczki, która gdy widzi tchórza, atakuje. Gdy podstawiano jej wypchanego drapieżnika, nadal rzucała się na niego z furią. Gdy jednak umieszczono w jego wnętrzu magnetofon, który wydawał odgłos pisklęcia (Cialdini opisuje go jako “czip-czip”) indyczka nie tylko nie atakuje obiektu, ale jeszcze przygarnia go i przykrywa skrzydłem. Myślimy z politowaniem o “głupim ptaku” zgaduje Cialdini. Nie byłby sobą, gdyby nie gotował czytelnikowi gorzkiej pigułki. Oddajmy zatem głos klasykowi:

Zjawisko to zgrabnie ilustruje eksperyment wykonany przez psycholog Ellen Langer. W myśl powszechnie znanej reguły, rządzącej ludzkim zachowaniem, prosząc kogoś o oddanie nam przysługi, zwiększymy szansę spełnienia naszej prośby, jeżeli dostarczymy temu komuś jakiegoś jej uzasadnienia. Po prostu ludzie lubią mieć jakieś powody, dla których coś robią. Langer wykazała ten niezbyt zaskakujący fakt, prosząc o drobną przysługę ludzi oczekujących w bibliotece na swoją kolejkę do kserokopiarki. “Przepraszam, mam tu pięć stron. Czy mogłabym skorzystać z kopiarki, bo bardzo się spieszę?” Skuteczność takiej prośby zaopatrzonej w uzasadnienie okazała się bardzo wysoka - 94% poproszonych ludzi zezwoliło proszącej osobie na skorzystanie z kopiarki poza kolejką. Gdy natomiast prośba brzmiała: “Przepraszam, mam tu pięć stron. Czy mogłabym skorzystać z kopiarki?”, a więc była pozbawiona uzasadnienia, tylko 60% proszonych na nią przystało. Na pierwszy rzut oka istotna różnica między tymi dwoma prośbami zdaje się tkwić w słowach “bo bardzo się spieszę”. Ale trzeci typ prośby użyty przez Langer w tym eksperymencie pokazał, że to nie tyle cały ten ciąg słów, ile jedynie pierwsze z nich - króciutkie słówko “bo” automatycznie wyzwalało zgodę na spełnienie prośby. Trzeci wariant prośby brzmiał bowiem: “Przepraszam, mam tu pięć stron. Czy mogłabym skorzystać z kopiarki, bo chciałabym je skopiować?”, a więc nie zawierał żadnego rzeczywistego uzasadnienia prośby. Stwierdzał jedynie oczywisty fakt, że kopiarek używa się do kopiowania, a jednak aż 93% poproszonych zgodziło się wpuścić proszącą osobę poza kolejką. Krótkie słówko “bo” zadziałało zupełnie tak samo, jak piskliwe “czip-czip” wywołujące macierzyńskie zachowania indyczki nawet wtedy, kiedy wydobywa się z tchórza. Słowem - klik, wrrr…. Większość naszego życia upływa na takich właśnie zachowaniach. Robert B. Cialdini Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka

Konkluzja nader smutna: “większość życia upływa nam na takich właśnie zachowaniach”… Zapewne ciągła świadomość wszystkiego i nieustanne analizowanie ogromu informacji, które do nas docierają byłoby bardzo energochłonne. Zatem Matka Natura za pomocą mechanizmów ewolucyjnych wyposażyła nas w różnego rodzaju automatyzmy i heurystyki, które pozwalają nie zajmować się dużą częścią bodźców docierających do naszego umysłu. W zamian mamy więcej wolnych mocy przerobowych by np.: układać wiersze, komponować muzykę, malować słoneczniki, myśleć jakby tu podwoić a może i potroić nasze środki i takie tam…. Cialdini dość szybko w swojej książce wprowadza pojęcie manipulacji i opisuje różne pułapki czyhające na  posługujących się wyuczonymi schematami. Czyli na nas wszystkich. Powstaje zatem pytanie: Jak się obronić przed manipulacją? Gdy myślisz “manipulacja” być  może pojawiają się przed oczami obrzydliwi “manipulanci” wyposażeni w najnowsze “sztuczki” oraz prawie nieograniczone środki pieniężne, które pozwolą im za pomocą owych “kuglarskich sztuczek” zmanipulować nas i zarobić kolejne nieograniczone środki dla siebie lub swoich nieetycznych mocodawców. Z moich doświadczeń wynika, że gdy pada hasło “manipulacja” i “wykorzystywanie automatyzmów” zazwyczaj słuchacz prezentuje gotowość do obrony przed zewnętrznym “manipulantem”. Proponuję przeformułowanie zagadnienia. Skoro  cały “akt manipulacji” odbywa się w naszym umyśle przyjrzyjmy się temu co się tam dzieje i zacznijmy od sytuacji, w których to my sami zakładamy sobie “pętlę” i …. sami się poddajemy manipulacji. Przytoczę, teraz przykład, który pojawił się podczas prowadzonego przeze mnie kursu Praktyk NLP. Mężczyzna, którego na potzreby tej opowieści nazwiemy  Alfredem, podzielił się swoim problemem w relacjach z córką. Problem polegał na tym, że dla Alfreda “nie było takiej sprawy, której nie dałoby się załatwić”. Wspierające przekonanie, nieprawdaż? Cóż, jego córka, nadajmy jej imię Antonina, ceniąc wiedzę i doświadczenie ojca (a możne coś zupełnie innego, to się jeszcze okaże), zwracała się do niego w różnych trudnych dla siebie sytuacjach. Mam problem, kiedy córka przychodzi do mnie z pytaniem o poradę, albo z jakimś trudnym problemem - mówił Alfred - zaraz się nastawiam na to jej jęczenie i wiem, że będę musiał jej udowadniać, że to wcale nie jest problem, tylko że trzeba znaleźć rozwiązanie. No i każda taka sytuacja kończy się niepotrzebnym spięciem - choć oboje mamy dobre intencje - rzekłbym “pozytywne intencje” - zakończył. Jak to się dzieje? - zapytałem. Wiesz, ja rozpoznaję, kiedy ona ma problem. Jak tylko zobaczę, że wchodzi do mnie do pokoju i widzę ten jej wyraz twarzy, taki zbolały, to wiesz, mówię sobie, “no, żesz do diaska, znów to samo” i na domiar złego przed oczami stają mi te wszystkie sytuacje, gdy mi się nie udało jej przekonać, że życie nie jest takie straszne, tylko trzeba brać byka za rogi… Wiesz to się dzieje automatycznie - teraz zdałem sobie z tego sprawę - kontynuował -  widzę jej twarz i zaraz się robię spięty. Zauważmy, że Alfred sam postrzegał sytuację jako “klik - wrrr…” Powiedział przecież: widzę skrzywioną, zmartwioną twarz córki i zaraz robię się spięty”. No a z drugiej strony opisał co się dzieje w jego umyśle: widzę twarz córki…., mówię sobie…, przypominam sytuacje, gdy mi nie wyszło… Kto jest absolwentem Praktyka NLP, albo zaliczył już III moduł, zapewne się zorientuje, że mamy tu pięknie opisaną mikrostrategię… Wyzwalacz: “skrzywiona twarz córki”, następnie Dialog Wewnętrzny “znów ma problem / znów będę musiał udowadniać….”, Wzrokowe Przypomnienie “porażek” i jako efekt - negatywny stan, czyli złość, zniecierpliwienie, poirytowanie… Rzeczywistość okazuje się nieco bardziej złożona. A miało być tak prosto: “klik - wrrr…”. Widzę twarz i się wkurzam… Ona mnie wkurza, on… ono… Warto zatem przyjrzeć się takim sytuacjom, gdy wydaje nam się, że jakiś bodziec, czyjaś twarz, słowo, gest wywołują w nas złość, irytację, bezradność, poczucie winy. Może odkryjemy, że nie musimy funkcjonować według ustalonego schematu “klik - wrrr…” Najprościej, zastanowić się jak zmienić taką odkrytą u siebie strategię. Co mógłbyś, co mogłabyś do siebie powiedzieć, żeby było to bardziej wspierające? Jakie inne obrazy przywołać, aby doświadczyć większego spokoju, dystansu, cierpliwości? Jedną z najistotniejszych metod przeciwdziałania  manipulacji jest uświadomienie sobie, że jesteśmy jej poddawani. Jeśli odkryjemy u siebie automatyzm i staniemy się bardziej świadomi swojego sposobu działania, będziemy mieli więcej pod kontrolą… W myśl tego, że jeśli coś jest nieświadome może kontrolować nas, gdy jest uświadomione wtedy my mamy to pod większą kontrolą… Acha, jesteś pewnie ciekaw co się zmieniło u Alberta? No cóż, gdy zmienił pierwszy element swojej “strategii” i widząc smutną i skrzywioną twarz córki mówił sobie: “Ciekawe z czym przychodzi? Wysłucham jej…”, a potem przypominał sobie te wszystkie sytuacje gdy zwracała się do niego  z pytaniami, mimo, że potem i tak postępowała według własnego zdania, uświadomił sobie, że ona wcale nie potrzebuje porady. Jego rolą jest wysłuchać i towarzyszyć… A to bardzo zmieniło emocje jakich doświadczał w podobnych sytuacjach w przyszłości. Owocnego obserwowania “klik - wrrr….”. Wszak już Sokrates cytując napis wyryty nad wejściem do delfickiej wyroczni namawiał: “Poznaj samego siebie”.

Naukowe podstawy zmiany wspomnień

Poniedziałek, marzec 8th, 2010

Nawiązując tematycznie do wpisu Benka W sprawie naukowych podstaw NLP i wywiązując się z wcześniejszych moich zobowiązań (patrz PostScriptum#3 z postu  O pożytkach z systemów reprezentacji, odniosę się, podobnie jak Łukasz w swoim wpisie o przekonaniach, do artykułu z Rzeczpospolitej, tym razem zeszłorocznego ale wciąż aktualnego.
Tym razem w dziale “Nauka/Psychologia zachowania” Piotr Kościelniak w artykule, o wiele mówiącym tytule Zapomnieć o strachu (Rzeczpospolita 11.12.2009) przybliża badania prowadzone przez tak utytułowanych neuropsychologów, jak prof. Joseph LeDoux czy prof. Elizabeth Phelps nad możliwością zmieniania wspomnień. Dodajmy przykrych wspomnień. Na przykład strachu. A szczególnie strachu przed  niebieskimi kwadratami. Ale po kolei. Na początek krótki cytat z artykułu Piotra Kościelniaka:

– Z naszych badań wynika, że podczas tworzenia się wspomnień jest krótki okres, podczas którego można wybiórczo zmienić pamięć – mówi Daniela Schiller z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Nowego Jorku, gdzie prowadzono eksperymenty z udziałem ochotników. – To otwiera możliwości leczenia stresu pourazowego.
– Wcześniejsze próby wymazywania czy zmieniania nieprzyjemnych wspomnień bazowały na stosowaniu farmaceutyków. Takie inwazyjne techniki są naszym zdaniem niepotrzebne. Używając naturalnych metod i wykorzystując wiedzę o procesie zapamiętywania, możemy zapobiec pojawieniu się strachu – tłumaczy prof. Elizabeth Phelps kierująca zespołem.

Dodajmy gwoli wyjaśnienia, że autorkom wypowiedzi nie chodzi tu o zmianę treści wspomnień, ale o zmianę związanych ze wspomnieniem emocji… Jak zatem światowe autorytety neuropsychologiczne proponują pracować z przykrymi wspomnieniami.
LeDoux zaczynał od szczurów. Okazało się, że można zmieniać u nich nawet stare utrwalone wspomnienia ale… trzeba najpierw je odświeżyć. Wtedy pojawiało się coś co naukowcy nazwali “okienkiem czasowym, w trakcie którego można było modyfikować pamięć o konkretnym nieprzyjemnym bodźcu. U szczurów okres ten trwał od około 10 minut do 6 godzin. Prof. Phelps zaczęła więc eksperymentować z ludźmi. Dość neutralny bodziec - niebieski kwadrat - skojarzono z przykrym doznaniem - lekkim wstrząsem elektrycznym. Jak się można było spodziewać bardzo szybko pojawiła się reakcja lękowa na sam niebieski kwadrat (badano ją mierząc m.in. przewodnictwo skórne, co zapobiegało oszukiwaniu przez uczestników eksperymentu). Co dalej…

Następnego dnia ponownie pokazywano im „przerażający niebieski kwadrat“. Zgodnie z oczekiwaniami wszyscy czuli obawę przed elektrowstrząsami. Przypomnienie tej nieprzyjemności otworzyło jednak okienko czasowe – do ok. sześciu godzin – na manipulację wspomnieniami. W grupie, której pokazywano w tym czasie kwadrat, ale nie rażono prądem, strach ustąpił. W grupie, której nic nie pokazywano, strach pozostał.

Co najciekawsze, efekt neutralizacji nieprzyjemnego wspomnienia był trwały. Gdy tych samych ludzi zbadano po roku, część nadal bała się widoku niebieskich kwadratów, a na części nie robiły one najmniejszego wrażenia.

No dobrze. A co to ma do NLP i technik interwencyjnych? Otóż niektóre metody “enelpowskie” wykorzystują technikę wędrówki na tzw. linii czasu do “odświeżenia wspomnień” związanych z traumatycznym doznaniem. Gdy klient doświadczy znów wspomnienia tej trudnej sytuacji przechodzimy do etapu “zmiany wspomnienia” czyli tak naprawdę zmiany ładunku emocjonalnego z nim związanego. Absolwenci kursu Praktyk NLP i Mistrz Praktyk NLP zapewne przypomną sobie techniki takie jak neutralizacja fobii, zmiana historii osobistej, reimprinting i inne.
W konkluzji artykułu autor cytuje prof.Phelps:

Podczas tego krótkiego okresu, gdy można zamazać nieprzyjemne wspomnienia, następuje tzw. rekonsolidacja pamięci. W tym czasie wspomnienia są niestabilne i dość łatwo można je zmodyfikować – na przykład wymazać tę ich część, która jest związana z bólem czy nieprzyjemnym wrażeniem.

Nasza pamięć jest odbiciem tego, co się działo podczas ostatniego przypominania sobie konkretnych rzeczy, a nie tego pierwszego, oryginalnego wydarzenia – tłumaczy prof. Phelps. – Jak sądzimy(w przypadku eksperymentu z niebieskim kwadratem - komentarz PT), udało się zapisać to samo wspomnienie, ale tym razem jako bezpieczne.

Jakbym słyszał tłumaczenie tego jak działa choćby wspomniany przeze mnie powyżej reimprinting czy metoda neutralizowania fobii.

Wspaniale! Tu jest zatem moment, gdy znający podstawowe założenia NLP (np. na temat tworzenia dostępu do zasobów, “mapa-nie-jest-terytorium”, przeformułowania, itp.) mogą przejść od słów do czynów.
Dziwi tylko, że w ostatnim zdaniu prof.Phelps twierdzi:

Jednak do praktycznego zastosowania tej techniki u osób cierpiących np. na zespół stresu pourazuowego droga na razie daleka.

Może warto zaprosić na kurs Praktyka/Mistrza NLP? A tak na serio, jedna z najkrótszych odpowiedzi na pytanie “co to jest NLP?” jaką słyszałem, brzmi: “NLP to praktyczna psychologia”, tym bardziej warto prowadzić badania, które wytłumaczą naukowe podstawy tej “praktyczności”.

W sprawie naukowych podstaw NLP

Piątek, luty 12th, 2010

Skuteczność metod NLP spowodowała, że od początku jego istnienia zarówno twórcy, jak i kontynuatorzy rozwoju tego systemu, bardziej byli skupieni na praktycznych aplikacjach modeli i metod, niż na poddawaniu ich naukowej weryfikacji. To zupełnie zrozumiałe, bo potrzebujących było i jest wielu, a efekty zastosowania narzędzi NLP obserwowane w bezpośrednim kontakcie z jednostkami, grupami, zespołami, a nawet całymi organizacjami – często bardzo spektakularne – mówiły same za siebie. Po co weryfikować, gdy pacjenci, klienci, współpracownicy czy przyjaciele korzystający z naszego wsparcia są zadowoleni? Czyż to właśnie nie jest weryfikacja? Można na to pytanie odpowiedzieć całkowicie twierdząco. Jest to potwierdzenie dla osoby stosującej NLP, zwłaszcza gdy takie pozytywne efekty powtarzają się w wielu różnych przypadkach.
Nie jest to natomiast wystarczający dowód dla społeczności świata nauki, który kieruje się w tym względzie własnymi kryteriami i procedurami. Jednym z nich jest zaprezentowanie spójnego, logicznego systemu teoretycznego, którym kierujemy się w naszej pracy. Drugim – badania ilościowe (statystyczne) dotyczące najczęściej skuteczności stosowanych metod. I jakkolwiek zróżnicowane badania tego rodzaju, dotyczące NLP były już przeprowadzane od lat 80., to wiele z nich zostało zrealizowanych w sposób nie w pełni poprawny metodologicznie. Dlatego wiele jest w tym względzie do zrobienia.
Osobne badania dotyczą neuro-lingwistycznej psychoterapii (NLPt) i tu rygory badawcze są szczególnie wysokie. Bo przecież chodzi w tym przypadku nie tylko o pomoc w rozwiązywaniu problemów i realizacji celów, ale także o leczenie cierpiących na różnego rodzaju zaburzenia. Ich głównym inspiratorem, inicjatorem i promotorem jest European Association for NLPt.
9 i 10.05.2009 r. odbyło się w Wiedniu kolejne spotkanie robocze EA NLPt, które tym razem było poświęcone w całości naukowym podstawom NLPt (jakkolwiek temat ten przewijał się często podczas tego typu spotkań). Oprócz reprezentanta Polskiego Stowarzyszenia NLPt, w spotkaniu wzięli udział przedstawiciele analogicznych organizacji z Austrii, Niemiec, Francji, Finlandii, Rumunii i Bułgarii. Głównym tematem tego spotkania było pytanie, jak możemy rozwijać koncepcję NLPt? A także określenie następujących zagadnień:
- “Czym dysponujemy obecnie?”
- “Czego brakuje i jak możemy to uzupełnić?”
- “Gdzie i w jaki sposób możemy znaleźć to, czego potrzebujemy dla rozwoju NLPt?”
- “Nowe spojrzenie na teoretyczne, filozoficzne, empiryczne i praktyczne korzenie NLPt”
- “Wzajemne powiązania (w teorii i praktyce) między NLPt i innymi podejściami psychoterapii”
Sformułowanie powyższych pytań miało na celu zainicjowanie dalszych poszukiwań teoretycznych i stymulowanie dalszych badań empirycznych, realizowanych zarówno pod auspicjami EANLPt, jak również w ramach organizacji lokalnych (poszczególnych krajów).
W Polsce prace tego rodzaju znajdują swój wyraz między innymi w postaci przygotowywanego do druku tekstu autorstwa Mirosławy Huflejt - Łukasik i Benedykta Peczko, omawiającego NLPt. Będzie to rozdział opublikowany w VI tomie podręcznika psychoterapii pod red. prof. Lidii Grzesiuk i dra Huberta Suszka, pt. “Szkoły i metody” (Wyd. Eneteia).
W tomie IV tego podręcznika pt. “Integracja” (Wyd. Eneteia) z kolei ukaże się rozdział autorstwa Krzysztofa Krawczyka nt. NLP, przedstawiający ten system jako jedną z pierwszych (o ile nie pierwszą) “szkołę” integracyjnego podejścia do człowieka i integracyjnej metody zmiany, łączącej odkrycia różnych dziedzin.
Z inicjatywy Mirosławy Huflejt - Łukasik przygotowywany jest również przegląd dotychczasowych badań naukowych nad NLP i NLPt oraz ich merytoryczna ocena. Wynik tego opracowania może być m.in. przydatny w procesie projektowania kolejnych programów badawczych dotyczących tych dziedzin. Następnym etapem będzie więc tworzenie i realizacja takich programów.
Działania tego rodzaju są potrzebne nie tylko dla „naukowej satysfakcji” i jako argumenty pozwalające innym systemom wsparcia, wywierania wpływu i wprowadzania zmian docenić NLP i NLPt. Ich wyniki wzbogacą bowiem samych adeptów tych podejść i umożliwią głębsze zrozumienie tego co i jak działa, a co się nie sprawdza w procesie pomagania, komunikacji itp. Wiedza tego typu jest bezcenna, bo jak stwierdził twórca psychosyntezy, Roberto Assagioli – „wszystko, co sobie uświadamiamy, możemy kontrolować; wszystko, czego sobie nie uświadamiamy, kontroluje nas”.

Benedykt Krzysztof Peczko