Wpisy otagowane ‘kotwiczenie’

Kotwiczenie codziennych sukcesów (z pamiętnika ojca)

Wtorek, styczeń 19th, 2010

Było już o moim młodszym synu, czas na pierworodnego - pięciolatka. On też ma swój wkład w rozwój praktycznego NLP.

A było to tak:

dostaliśmy skierowanie na morfologię. Tzn. na pobranie krwi. To dobry moment żeby sobie przypomnieć własne doświadczenia z tego zakresu. A jak nie masz odpowiednio traumatycznych to może słyszałeś drogi czytelniku jakąś mrożącą krew_w_żyłach opowieść z cyklu “przychodzi pacjent na pobranie krwi a tam…”.

W każdym razie szliśmy tam (czyli do gabinetu zabiegowego) spokojnie aczkolwiek mój spokój był wg. mojego świadomego umysłu niczym nieuzasadniony (poza wrodzonym optymizmem co jest mało racjonalnym uzasadnieniem). Mimo tych logicznych podszeptów, że JEST się czego obawiać (a jak będzie się wyrywał, a jak pielęgniarka źle się “wkłuje”, a jak…) szliśmy tam jak na piknik naukowy Wiedzy i Życia.

Ja: Zobaczysz jak wygląda krew… pamiętasz jak oglądaliśmy atlas o ludzkim ciele i tam było narysowane….

Szymon: A tam są te pożeracze bakterii i wirusów? zobaczymy je?

Ja: One są mniejsze nie widać ich bez mikroskopu… itd itp.

Wchodzimy do gabinetu na luzie. Pielęgniarce nasz luz się nie udziela. Nerwowo przygryza usta i pyta czy “on” będzie siedział spokojnie. Odpowiadam z nonszalancją, że tak.

Siadam na fotelu, Szymon u mnie na kolanach. Pani pielęgniarka zakłada gumkę uciskową, nieco oszołomiona naszym (nie wiem czy bardziej Szymona czy moim) spokojem wkłuwa się. Szymon mówi: O jaka czerwona. Pani mało nie mdleje z wrażenia. Po czym chwali moją latorośl za dzielność i odwagę i w ogóle. Jeszcze tylko nalepka “dzielny pacjent” z logo międzynarodowego koncernu farmaceutycznego i wychodzimy.

Chwalę. Wyrażam uznanie. Mówię, że niektórzy ludzie nie lubią, a ty sobie wspaniale poradziłeś itp. itd. Jesteś naprawdę dzielny!

Jakiś czas później…

Szymon się przewrócił. Reakcja od “dzielności” odległa jak północ od południa…

Mówię: A pamiętasz jaki byłeś dzielny jak ci pani pobierała krew? Pamiętasz jaka była czerwona a ty byłeś taki dzielny? Widzę zmieniającą się reakcję fizjologiczną. Koniec “mazgajenia się”. Okazało się, że jednak nic się nie stało. Można samodzielnie się podnieść i wcale nie boli. I ogólnie to jest OK. I można wrócić do zabawy. Proponuję, że możemy zrobić taki przycisk, dzięki któremu będziesz dzielny jak tylko będziesz chciał. OK. No to gdzie? Może na uchu? Dobra, no to przypomnij sobie jaki byłeś dzielny wtedy gdy pani pobierała ci krew. Zmiana fizjologiczna na twarzy i na ciele. Dotykam ucha. Za jakiś czas doładowujemy naszą kotwicę dzielności.

Jakiś czas później. Szymonowi coś się nie udało i płacze i użala się nad sobą…

Ja: Włączmy przycisk dzielności.

Szymon: Uhmmm…

Dotykam ucha… Szymon sie uspokaja.

Szymon: Możesz mi pomóc? Spróbuję jeszcze raz…

PS.

Po kilku dniach… W czasie kąpieli moi synowie naciskali sobie nawzajem nos i mówili przy tym “biiip” i rechotali. Bardzo inteligentna rozrywka, nieprawdaż? Przy okazji zlali całą łazienkę.

Gdy wszedłem po chwili nieobecności, a moja mina nie zdradzała zachwytu Szymon stwierdził, że naciśnie MÓJ nos bo tam jest “przycisk dobrego humoru”…

PS2.

Przyciski działają. Zarówno starszy jak i młodszy syn sami korzystają z “przycisków” zwłaszcza dobrego humoru. Co prawda często uciekają się do obrzydliwego manipulanctwa i usiłują uruchomić przycisk dobrego humoru u swojego szanownego ojca lub matki w czysto partykularnych interesach…

PS3.
Czuję, że wystarczy tego pisania o dzieciach - w końcu ile można :-) ? Moj następny wpis będzie zatem na temat neurologicznych podstaw technik typu zmiana historii osobistej, reimprinting, praca z emocjami na linni czasu, itp.