Białe kłamstwa…
Poniedziałek, kwiecień 19th, 2010Zakończyła się oficjalna żałoba narodowa. W tym szczególnym w życiu społecznym naszego kraju momencie w Polskim Instytucie NLP
gościliśmy uczestników Projektu “Dying & Death in Europe”. Jest to projekt międzynarodowy, którego celem jest przyjrzenie się
tematyce umierania, śmierci, żałoby we współczesnej Europie, a zarazem uczestnicy, którzy na co dzień pracują w jako
psychoterapeuci w podejściu neurolingwistycznym, stawiają sobie za cel zebranie, opracowanie i udostępnienie narzędzi NLPowskich,
które umożliwią jeszcze pełniejsze wsparcie osób przeżywających żałobę oraz pozwolą na takie towarzyszenie osobom umierającym,
które pozwoli im odejść z tego świata w spokoju i pogodzeniu ze sobą i najbliższymi.
W czasie zakończonego wczoraj spotkania wraz z naszymi koleżankami i kolegami z Katalonii, Francji, Niemiec i Polski
przyglądaliśmy się oczywiście temu, jak żałoba, żal i strata jest przeżywana w przestrzeni społecznej i indywidualnej. Dla naszych
zagranicznych przyjaciół było to niezwykłe przeżycie.
Oprócz warsztatu nt. pracy ze stratą i żałobą z użyciem Panoramy Społecznej (opracowanej przez Lucasa Derksa) i pracy
koncepcyjnej, m.in. nad tworzeniem narzędzi do badania efektywności wsparcia w trakcie przezywania żałoby, mieliśmy przyjemność
odbyć za pomocą skype’a telekonferencję z ks. Piotrem Krakowiakiem, twórcą i dyrektorem Hospicjum w Gdańsku. Interesowało nas, jak ks.Krakowiak wraz ze współpracownikami dba o pewną szczególna atmosferę w hospicjum, co pozwala mu wierzyć w hasło “Hospicjum to też życie”. Można powiedzieć po enelpowsku, że staraliśmy się “modelować” podejście hospicyjne reprezentowane przez naszego rozmówcę i jego współpracowników na poziomie jednostkowym i organizacyjnym.
W czasie naszej rozmowy pojawił się dość szybko temat otwartej komunikacji z osobą umierającą. Jak się okazuje wsparcie rodziny
terminalnie chorego pacjenta i jego samego w ustanowieniu otwartej, szczerej komunikacji jest jednym z głównych narzędzi
psychologicznych wykorzystywanych przez psychologów w hospicjum kierowanym przez naszego rozmówcę.
No właśnie… Zanim pójdę dalej, chcę zadać Ci pytanie: myślisz, że choremu lepiej mówić prawdę o jego zdrowiu czy lepiej z
różnych względów o niej nie wspominać? Sprawdź, co Ci przychodzi do głowy jako pierwsze… A gdybyś zastanowił się nad tym jeszcze
przez chwilę… Jakie są Twoje przekonania związane z odpowiedzą na to pytanie? Jakie wartości? Jakich doświadczasz emocji? Być
może doświadczasz różnych odczuć w ciele…? Może pojawiają Ci się jakieś obrazy…? Daj sobie chwilę, żeby zebrać to wszystko
zanim zaczniesz czytać dalej…
Chciałbym teraz zaprosić cię do wysłuchania opowieści, którą usłyszałem od ks.Krakowiaka. Jej bohaterami są pewna starsza kobieta,
która całe życie pracowała na roli i dwójka jej dzieci, którzy byli lekarzami (onkolog i lekarz pierwszego kontaktu). Otóż, okazało się, że matka ma się źle, po badaniach zdiagnozowano u niej nowotwór. Dzieci uznały, że lepiej jej nie mówić. W szpitalu powiatowym cały personel został wciągnięty w tę konspirację… Podobnie w szpitalu wojewódzkim… W końcu stan pacjentki pogorszył się na tyle, że trzeba ją było przewieźć do szpitala klinicznego. W ambulansie zapytała ona sanitariusza, osobę ze szpitala klinicznego, która nie była jeszcze w owej “konspiracji” czy może jej powiedzieć, na co tak naprawdę jest chora, bo właściwie to nie wie… Gdyby więc mógł zajrzeć do dokumentacji… Biały fartuch sanitariusza dla tej prostej kobiety był oznaką, że ma do czynienia z profesjonalistą, który może jej odpowiedzieć na nurtujące ją pytania. Cóż, sanitariusz zajrzał do dokumentacji i prosto z mostu powiedział, że na tyle na ile on się orientuje, po historii choroby, wypisie i skierowaniu do kliniki to ma ona nowotwór.
To był ogromny cios dla kobiety. Jakby całe jej życie się rozsypało… Jak myślisz, jaki mógł być powód…? Co się działo w tym momencie z tą kobietą? Daj sobie chwilę i pomyśl o tym…
Gdy sanitariusz dowiózł kobietę do kliniki, ta nie chciała wyjść z ambulansu. Dopiero psycholog (był nim ks.Krakowiak) zachęcił ją do tego, żeby przeszła na oddział. Kolejne kilka cennych dni minęło, zanim owa kobieta pozwoliła sobie podać leki. Przez pewien czas bowiem odmawiała w ogóle podjęcia jakichkolwiek czynności medycznych. Nie chciała też widzieć swoich dzieci…
Była na nie ogromnie zagniewana, zła, rozgoryczona i oburzona. Za to, że nie powiedziały jej prawdy. Mówiła nawet, że ona, prosta kobieta ze wsi, która z trudem znajdowała czas na czytanie czegokolwiek i rzadko pisała cokolwiek, była tak bardzo dumna, że dwójka jej dzieci wykształciła się, jest lekarzami służy ludziom. A teraz okazuje się, że jej dzieci kłamią!? Bo jeśli okłamują ją, to okłamują też innych ludzi.
Był to ogromny dramat dla niej i oczywiście dla dzieci, które działały powodowane pozytywnymi intencjami. Stopniowo dzięki interwencji psychologicznej kobieta zgodziła się podjąć leczenie. Nieco więcej czasu zajęło jej przebaczenie, przyjęcie dzieci i pozwolenie na to, żeby się z nią zobaczyły. I powiedziała, że przebaczy, jeśli jej obiecają, że nigdy nie będą okłamywać pacjentów.
Sprawdź teraz przez chwilę jakie myśli, emocje, wartości poruszyła w Tobie ta opowieść…? Jak myślisz, jakie były istotne dla tej kobiety wartości? A co było ważne dla jej dzieci?
Posłuchaj teraz innej opowieści. Moja znajoma, której ojciec zachorował na nowotwór, opowiadała mi, że gdy tylko lekarz zaczynał mówić coś o stanie jego zdrowia, ojciec wychodził z gabinetu zostawiając ją i jej matkę. Nie chciał wiedzieć szczegółów. Nie chciał wiedzieć, czy jest lepiej czy gorzej… Tyle, że wiedział iż cierpi na nowotwór, ale nic ponad to… Co ciekawe, gdy rokowania lekarzy były bardzo złe (praktycznie zrezygnowano z leczenia, a on o tym nie wiedział) pojawiła się spontaniczna remisja i stan zdrowia się poprawił. Nadal jest w procesie leczenia…
Jak myślisz co było dla niego istotne? Co mogło powodować, że wolał nie wiedzieć?
Otwarte i wykraczające poza ramy tego wpisu pozostaje pytanie o to JAK mówić i ILE mówić, żeby pacjenta i jego rodzinę wspierać a nie ponad siły obciążać…
Na koniec podsyłam link opisujący bardzo intymny aspekt życia rodziny zmarłego prezydenta i jego rodziny. W skrócie można powiedzieć: matka wciąż nie wie… W cytowanym artykule jest sugestia, że lekarze zasugerowali takie rozwiązanie.
Nie chciałbym oceniać członków rodziny… myślę o nich z różnych pozycji percepcji (ja, ty, obserwator, systemowo)… Mam jednak nieodparte skojarzenie z filmem “Goodbye Lenin”… I myślę sobie ile energii zabiera takie białe kłamstwo…
A otwarte pozostaje pytanie czy osoba, której dotyczy ta “zmowa milczenia” nie domyśla się, że COŚ jest nie tak… Pamiętajmy, że Milton Erickson swoich największych dotyczących “wskaźników niewerbalnych” odkryć dokonał, gdy leżał sparaliżowany i gdy jego siostry różne rzeczy przed nim ukrywały…
Pozostając w nieco refleksyjnym nastroju, pozdrawiam wszystkich czytelników bloga i zapraszam do dzielenia się swoimi odczuciami i doświadczeniami na powyższe tematy…










