<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	>

<channel>
	<title>Blog Polskiego Instytutu NLP</title>
	<atom:link href="http://www.econlp.com/blog/index.php/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.econlp.com/blog</link>
	<description></description>
	<pubDate>Thu, 29 Jul 2010 08:42:11 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.7</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Szybka zmiana perspektywy - vivat przeformułowanie</title>
		<link>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/szybka-zmiana-perspektywy-vivat-przeformulowanie/</link>
		<comments>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/szybka-zmiana-perspektywy-vivat-przeformulowanie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Jul 2010 04:05:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Magda Mastalerz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Ogólne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.econlp.com/blog/?p=293</guid>
		<description><![CDATA[Czy Wy też choć raz bawiliście się  - przynajmniej jako dzieci- w wymyślanie czym tak naprawdę mogą być, barwne plamy, sęki w deskach lub przepływające chmury?  Mnie do tej pory  zajmuje „dokańczanie” tego co w przyrodzie niedopowiedziane. Mrużę oczy i pozwalam sobie na ciekawość : co tym razem zobaczę. I zjawiają się całe hordy postaci, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czy Wy też choć raz bawiliście się  - przynajmniej jako dzieci- w wymyślanie czym tak naprawdę mogą być, barwne plamy, sęki w deskach lub przepływające chmury?  Mnie do tej pory  zajmuje „dokańczanie” tego co w przyrodzie niedopowiedziane. Mrużę oczy i pozwalam sobie na ciekawość : co tym razem zobaczę. I zjawiają się całe hordy postaci, a to ludzie , a to zwierzęta, a to symbole.  Zrobiła się z tego całkiem pasjonująca dyscyplina rodzinna. Ostatnio nad chorwackim morzem mój synek  wykrzyknął: mamo, spójrz jaki monstrualny krab! Spojrzałam odruchowo w dół, ale po chwili córka uświadomiła mi,  że mam patrzeć na obłoki, gdzie  - jej zdaniem – zaraz obok kraba  przepływał wypisz wymaluj, płetwonurek.  Wszystko się zgadzało, filtry percepcji pozwoliły moim dzieciom widzieć w kształtach na niebie całkiem bliską im rzeczywistość. Synek przecież całymi dniami „pasie” nad morzem krabiki a ruda robi kurs płetwonurka.  Im kto ma większe pole doświadczenia tym więcej też może „zobaczyć”.  Nie dojrzysz niczego czego byś nie przeczuwał, że dojrzeć możesz.<br />
Podobnie rzecz się ma z przeformułowaniami, czyli z możliwością obejrzenia dowolnego zjawiska z różnych stron. Artyści wiedzą, że z każdej z trzech klasycznych perspektyw (żaby, człowieka i z lotu ptaka) widać zupełnie inaczej. Każda perspektywa daje widok trochę inny, z jednej strony trochę dodaje, z innej ujmuje szczegółów. Żadna z perspektyw nie jest bardziej lub mniej prawdziwa. Przecież wszystkie istnieją jednocześnie. Oczywiście my jako ludzie, na co dzień  bardziej znamy tę „naszą” i to ona będzie podpowiadała nam rozwiązania. Ale już na przykład w architekturze przyjęło się od setek lat, projektowanie przestrzeni  z lotu ptaka (stąd przecież mamy makiety), podobnie przy opracowywaniu strategii bitew wodzowie już od wieków korzystają z perspektywy przestrzennej. Specjaliści z różnych dziedzin z dawien dawna wiedzą, że rzeczy mogą różnie wyglądać z różnych stron i to, co wydaje się z jednego punktu widzenia wadą, może okazać się atutem innej.<br />
Zawsze, kiedy wydaje nam się , że jesteśmy w impasie warto pomyśleć: a co może dla mnie wynikać z tej sytuacji pozytywnego? Jak mogę i z tego zdarzenia nauczyć się czegoś nowego, jak mogę je wykorzystać i przekuć na swój zysk, tak by nie złapać się w pułapkę bycia ofiarą okoliczności.<br />
Czasem taka postawa każdemu z nas przychodzi z łątwością i założę się, że każdy ma na swoim koncie całkiem niezłą ilość wspierających przeformułowań.<br />
A czasem jest to niezłe wyzwanie. Dla mnie takim wyzwaniem były ubiegłe wakacje, a epilog dopisalismy sami. Otóż dwa lata temu byliśmy (ja, mąż i dwójka dzieci) w Chorwacji pod namiotem. Zakochaliśmy się , rzecz jasna, w jej klimacie, kolorach morza, skał, i nawet w tym paskudnym rwetesie jaki robią cykady.  Z wielką radością przygotowywaliśmy się do odwiedzenia tego kraju ponownie. Planowaliśmy, snuliśmy marzenia, ogólnie trwała atmosfera przygotowań do cudnych wakacji.  Na cztery dni przed wyjazdem jakiś komar albo inne paskudztwo ukąsiło męża w łokieć. Kto by się tym przejmował. Na dzień przed wyjazdem mąż trafił do szpitala w stanie ciężkim, przedseptycznym. Ręka sfioletowiała i spuchła. Zakażenie z zatrważającą prędkością obejmowało kolejne centymetry ciała.  Lekarz tłumaczył mi: wie Pani, z zakażeniami to nigdy nie wiadomo jak się skończy, w medycynie nic nie ma na pewno.<br />
Walić wakację -myślałam,- żeby tylko mój mąż wyzdrowiał. Wracałam do domu, gdzie patrzyły na mnie dwie pary dziecięcych oczu.  Wiedziałam, że boją się o ukochanego tatę.  Wiedziałam, że wszyscy potrzebujemy zająć czymś głowy i ręce. Przypomniałam sobie, że synek po wakacjach idzie do zerówki i dobrze byłoby przekształcić jego żółty, kaczuszkowy pokój na chłopięcą dźunglę. Kochani – zarządziłam – bierzemy się za remont pokoju, liczę na waszą pomoc.  I przez dziesięć następnych dni we trójkę wyżywaliśmy się na  dwunastometrowej przestrzeni. Zdzieraliśmy tapety, szpachlowaliśmy, szlifowaliśmy, malowaliśmy, wierciliśmy  w betonie, żeby powiesić karnisze, aż w końcu  wytapetowaliśmy połowę pokoju na zielono. Rodzina skanalizowała swój niepokój w najbardziej praktyczny ze sposobów, który przyszedł mi wtedy do głowy. Tata wyzdrowiał i wrócił do domu z zakazem oddalania się od szpitala, bo „róża przyranna lubi nawracać”. Zanim wrócił, zdążyliśmy jeszcze rozśmieszyć go przynosząc co chwila do szpitala inny ze sprzętów kupionych „do Chorwacji”.  A to ręcznik, a to kubek termiczny, a to krzesło turystyczne.  Powiedzieliśmy mu, że może spokojnie chorować, bo na pewno niczego mu nie zabraknie.<br />
W tym roku jesteśmy już „po”  cudownych wakacjach. Byliśmy wszędzie tam gdzie podpowiadały nam nasze marzenia. Mąż i córka zdobyli licencje płetwonurków w Chorwacji. Ja zobaczyłam Genuę, synek szalał  we włoskim miasteczku zabaw w Mirabilandii.<br />
Pewnego wieczoru nad jeziorem Bodeńskim, pełni wrażeń po przejeździe przez Alpy Szwajcarskie i przez Lichtenstein, sedząc przed namiotem powiedzieliśmy sobie na głos: dzięki temu, że w zeszłym roku plany wakacyjne spełzły na niczym, teraz mieliśmy więcej zaoszczędzonych pieniędzy i aż trzy tygodnie urlopu.<br />
Właśnie w to, że tak będzie wierzyliśmy rok temu walcząc o przetrwanie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/szybka-zmiana-perspektywy-vivat-przeformulowanie/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>POLITYKA, MEDIA I „RZECZYWISTOŚĆ” cz. 3</title>
		<link>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/polityka-media-i-%e2%80%9erzeczywistosc%e2%80%9d-cz-3/</link>
		<comments>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/polityka-media-i-%e2%80%9erzeczywistosc%e2%80%9d-cz-3/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 18 Jul 2010 17:15:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Benedykt Peczko</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Ogólne]]></category>

		<category><![CDATA[hipnoza w mediach]]></category>

		<category><![CDATA[meta-model]]></category>

		<category><![CDATA[metafory]]></category>

		<category><![CDATA[model miltona]]></category>

		<category><![CDATA[POLITYKA MEDIA I „RZECZYWISTOŚĆ”]]></category>

		<category><![CDATA[spór jako wojna]]></category>

		<category><![CDATA[struktura języka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.econlp.com/blog/?p=287</guid>
		<description><![CDATA[
 
Język wpływu i agresywne metafory
 
Nasza praca polega na dawaniu ludziom nie tego, czego chcą, ale tego, co my uważamy, że powinni dostać  - Richard Salant, były prezes CBS News

 Na początek chciałbym pokrótce przypomnieć, jaką rolę odgrywa struktura języka w funkcjonowaniu jednostek i grup. W konsekwencji łatwiej będzie pojąć rolę języka w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[if gte mso 9]&gt;  Normal 0 21       MicrosoftInternetExplorer4  &lt;![endif]--></p>
<p><!--[if gte mso 10]&gt; &lt;!   /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman";} --> <!--[endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: center;" align="center"><span style="font-size: 14pt;">Język wpływu i agresywne metafory</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: center;" align="center"><span style="font-size: 14pt;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left: 54pt; text-align: justify;"><em>Nasza praca polega na dawaniu ludziom nie tego, czego chcą, ale tego, co my uważamy, że powinni dostać </em><span> </span>- Richard Salant, były prezes CBS News</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: center;" align="center">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;"><span> </span>Na początek chciałbym pokrótce przypomnieć, jaką rolę odgrywa struktura języka w funkcjonowaniu jednostek i grup. W konsekwencji łatwiej będzie pojąć rolę języka w sprawowaniu władzy, także tej medialnej.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">W NLP wiele miejsca poświęca się wzorcom komunikowania się, werbalnego i niewerbalnego, które usprawniają porozumiewanie między ludźmi, zwiększanie jego precyzji i jednoznaczności. Zbiór tych wzorców opracowany przez Grindera i Bandlera nosi nazwę meta-modelu językowego. Jego odkrycie było wynikiem długotrwałego procesu analizy sposobu komunikowania się Perlsa i Virginii Satir z pacjentami. Twórcy NLP wykorzystali do tego celu pojęcia i narzędzia semantyki ogólnej Alfreda Korzybskiego, gramatyki transformacyjno – generatywnej Noama Chomsky’ego oraz odkryć grupy z Palo Alto (Bateson, Watzlawick i inni). Każdy wzorzec meta-modelu był praktycznie testowany i doskonalony w grupie seminaryjnej prowadzonej przez Bandlera i Grindera, która spotykała się regularnie w latach 1972 – 1976. Po opublikowaniu <em>Struktury magii</em>, pierwszej książki z dziedziny NLP, meta-model przeniknął do różnych szkół psychoterapii, poradnictwa, a niebawem do edukacji, biznesu (w tym coachingu) i innych dziedzin, których istotnym elementem jest komunikacja. Wzorce meta-modelu upowszechniły się tak bardzo, że dziś wielu, którzy się go uczą poza kontekstem NLP, nie wie nawet, jakie są korzenie tego, czego się uczą.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Zwykle meta-model kojarzy się z zestawem specjalnych pytań, które mają na celu dotarcie do kluczowych informacji, do sedna problemu. Rzeczywiście jest to bardzo istotna funkcja meta-modelu, która stanowi nieocenioną pomoc w terapii, poradnictwie, coachingu itd. A także w każdym innym kontekście, w którym ważna jest precyzja komunikacji. Jednak meta-model to coś wiele więcej, niż pytania. Jego nazwa wskazuje, że jest to model wyjaśniający, w jaki sposób ludzie konstruują i podtrzymują swoje modele świata, wyobrażenia na jego temat (także przy pomocy języka). Struktura tej mapy znajduje swoje odzwierciedlenie w strukturze ich języka i – zwrotnie – sposób formułowania zdań, stosowane pojęcia i metafory wpływają na sposób myślenia, własny i innych ludzi.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;"><span> </span>Z kolei tzw. „odwrócony meta-model” to język hipnozy. W odróżnieniu od meta-modelu jego celem nie jest precyzja komunikacji, lecz odwrotnie – posługiwanie się wysoce ogólnymi i wieloznacznymi sformułowaniami. W hipnoterapii jest to użyteczne narzędzie wprowadzania w trans pacjentów, dzięki czemu łatwiej jest aktywizować u nich nieświadome zasoby i proces zmiany. Mimo swej nieprecyzyjności „odwrócony meta-model” także posiada strukturę, która pozwala ukierunkować np. wspomnienia, skojarzenia i odczucia pacjenta w stronę pozytywnych zmian i rozwiązań. Równocześnie pozostawia pacjentowi znaczny stopień swobody w tym procesie, bez autorytarnego narzucania mu takich czy innych treści. Dlatego podawane przez hipnoterapeutę instrukcje i sugestie nazywa się „procesualnymi”. Mają one stymulować i kierować proces zmiany na właściwe tory, lecz to pacjent wypełnia go własnymi treściami oraz reguluje jego zakres, głębokość itd. - w sposób dostosowany do swoich potrzeb i indywidualności.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Grinder i Bandler opisali zestaw wzorców tego rodzaju języka, w oparciu o studia nad stylem pracy Miltona H. Ericksona, uchodzącego za mistrza tej metody. W latach 70. XX w. Erickson słynął z siły hipnotycznego wpływu, co czasem budziło nawet kontrowersje i obawy. Jeden z jego uczniów, Jay Haley wyjaśniał:</p>
<blockquote>
<p class="MsoNormal" style="margin-left: 27pt; text-align: justify; text-indent: 27pt;"><em>Erickson był naprawdę odpowiedzialny w stosowaniu swojej siły oddziaływania. W pewnym okresie ludzie zaczęli uważać tego rodzaju siłę za coś złego, ale punkt widzenia Ericksona był inny. (…) Myślę, że to szczęście, że przy jego gotowości do stosowania siły swego wpływu był człowiekiem dobrotliwym. Gdyby takie możliwości wywierania wpływu na innych, jakie on posiadał, zostały wykorzystane w celach destruktywnych, efekty mogłyby być w najwyższym stopniu szkodliwe. Erickson był jednak nie tylko życzliwie nastawiony do innych, lecz zawsze służył pomocą zarówno w swoim gabinecie, jak poza nim… Nigdy nie wątpiłem w jego wysoki poziom moralności i dobre intencje oraz nigdy nie musiałem się martwić o to, że mógłby wykorzystać kogokolwiek do swoich osobistych celów. </em>(Rosen S., 1997. <em>Mój głos podąży za tobą. Terapeutyczne przypowieści Miltona H. Ericksona.</em> Poznań: Zysk i S-ka, s. 171).</p>
</blockquote>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Związek języka z funkcjami poznawczymi jest dziś oczywistością. NLP i inne dziedziny psychologii stosowanej z założenia czynią z tej współzależności użyteczne narzędzie, które zwiększa samodzielność, samokontrolę i samo-odpowiedzialność w myśleniu i działaniu. Tu nasuwa się pytanie, jaki rodzaj wpływu na innych, np. przez stosowanie meta-modelu, także w jego „odwróconej wersji” (tzw. modelu Miltona) jest etyczny? Odpowiedź wydaje się prosta: taki, który ma za zadanie wsparcie jednostek i grup w realizacji <strong>ich celów i wartości</strong>, <strong>z poszanowaniem celów i wartości innych</strong> (szerszego systemu). W NLP nazywa się to „ekologią” wpływu czy zmiany.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Tej samej wiedzy i metod można jednak używać bez respektowania owej „złotej zasady”. Jak więc ta sprawa wygląda w przypadku polityki i mediów? Otóż politycy i media posługują się językiem, którego celem nie jest ani precyzja, ani jednoznaczność komunikacji, ani budzenie zasobów ludzi czy poszerzanie ich świadomości, lecz kształtowanie myśli, emocji i decyzji odbiorców oraz ukierunkowywanie ich tam, gdzie życzą sobie  np. sprawujący władzę (lub się o nią ubiegający). Chodzi tu więc o osiągnięcie pewnego efektu politycznego, np. wygranej w wyborach, uspokojenie opinii publicznej, zapobieżenie protestom itd. Znajomość wzorców lingwistycznych, dzięki którym można to zrobić, jest nieoceniona.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;"><span> </span>Niestety, obawy Haleya już dawno się spełniły. Tajniki języka hipnozy właściwie nie są obecnie żadnymi „tajnikami”. Uczą się ich sprzedawcy, politycy, pracownicy mediów i wszelkiej maści specjaliści od reklamy i propagandy. Erickson oddziaływał zarówno poprzez precyzję obserwacji, mistrzowskie wykorzystanie języka, jak i personalną relację z pacjentami, studentami itd. W przekazie medialnym brak jest tego osobistego kontaktu z obywatelami. Za to siła komunikacji hipnotycznej jest wykorzystywana w skali masowej i ze zwielokrotnioną siłą poprzez towarzyszące obrazy, dźwięki, cyfrowe retusze, inscenizacje, wielokrotne powtarzanie tych samych treści, odwoływanie się do autorytetów (a nawet ich narzucanie) itp. Tak więc jesteśmy hipnotyzowani w sposób „produkcyjny”. I wcale nie w takich celach, jakim przyświecała praca Ericksona oraz jego kontynuatorów. I nie w oparciu o te same wartości oraz zasady etyczne.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Jedną z podstawowych cech języka polityki, jak i języka w ogóle są metafory. Nie chodzi przy tym o opowiadanie bajek, przypowieści, baśni itp., tylko o to, że nasz język bazuje na doświadczeniach zmysłowych, relacjach przestrzennych, ruchu i innych formach działania, na uniwersalnych doświadczeniach zmysłowych, które następnie przenosimy do sfery mentalnej. Tak więc opisując cokolwiek, komunikując się itd., nieświadomie odzwierciedlamy w naszym języku właśnie tego rodzaju doświadczenia, często w postaci zwięzłych porównań lub równoważników znaczeń. Weźmy dla przykładu wyrażenie „wspinać się po szczeblach kariery”, lub pokrewne - „wysoko zaszedłeś”, albo „osiągnąłeś szczyt”. To ostatnie występuje także w formie „na szczytach władzy”. Wszystkie te określenia, gdy są komunikowane lub przyjmowane, automatycznie wywołują szereg nieświadomych skojarzeń związanych ze wspinaczką, ruchem wzwyż, wysiłkiem i horyzontami, jakie widać ze szczytu. Kolejne skojarzenie, to to, że wielu innych jest niżej, a my jesteśmy „ponad”. Jak już wiemy, takie obrazy i skojarzenia, nawet jeśli nieświadome, wpływają nie tylko na treść myśli, zarówno nadawcy jak i odbiorcy, ale także na emocje i inne elementy stanu wewnętrznego (np. mikro-reakcje fizjologiczne, jak choćby minimalne ruchy mięśni, zmiany sposobu oddychania itp.). To m.in. dlatego przyjmowane przekazy „robią na nas wrażenie”, a nie są tylko „suchą treścią”.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Język polityki i mediów jest wręcz najeżony metaforami, które wzbudzają uczucia i nadają określone znaczenia sytuacjom. Oczywiście w sposób zamierzony. Pisałem już wcześniej, że media preferują agresywne formy językowe, bo to bardziej elektryzuje odbiorców i przyciąga ich do przekazu. Zwróćmy teraz uwagę bardziej konkretnie np. na metafory militarne stosowane przez dziennikarzy, a również i przez samych polityków. Oto przykłady: „wojna domowa”, „wojna polsko – polska”, „obecna kampania wyborcza przebiega spokojnie, ciekawe kto uderzy pierwszy”, „huraganowy atak X-a na Y-ka”, „podczas debaty dojdzie do starcia dwóch kandydatów”, „do ostatniej chwili trwa zaciekła walka o głosy wyborców”, „bitwa wygrana (lub przegrana), lecz wojna trwa nadal” itp. itd. Samo pojęcie „sztab wyborczy” także nawiązuje do armii. Czasem pojawiają się metafory myśliwskie, jak „dorzynanie watahy”, „patroszenie” kandydata, „wystawianie jego skóry na sprzedaż”, itd. Dziennikarze z dużym upodobaniem stosują także metafory sadystyczno – kulinarne, np. „rżnięcie tępym nożem” (Jacek Żakowski), albo jak w zdaniu „senatorowie USA grilują szefa BP” (gdy to czytam, to widzę dym, słyszę skwierczenie i czuję swąd, a żołądek mi się ściska – pewnie o to chodzi medialnym słowotwórcom; tak tworzy się nie tylko „rząd dusz”, ale wręcz kształtuje się sposób fizycznego przeżywania). Do najłagodniejszych metafor należą sportowe, np. „grać w jednej drużynie”, „po debacie 1 : 0 dla X-a”, „i znowu remis”, „w czołówce peletonu zostało już tylko dwóch kandydatów”, itp.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Najwięcej jednak używa się w kontekście polityki metafor militarnych i ew. łowieckich. Wszystkie one opierają się na przyjęciu (świadomie lub nie) i następnie upowszechnianiu podstawowego równoważnika znaczenia: spór polityczny = wojna. Następnie na nim jest budowany nie tylko tzw. „dyskurs polityczny”, ale też ogólne nastawienie, oceny i emocje w stosunku do oponenta, opozycji, jej sympatyków lub choćby osób czy instytucji, które nie okazują wrogości opozycji. Panuje przy tym zasada: „przyjaciel mojego wroga jest moim wrogiem” oraz „kto nie jest z nami, jest przeciwko nam”. Tak więc przyjęcie jednej krótkiej metafory, pociąga za sobą daleko idące konsekwencje, polegające na tym, że nie tylko powielane są określone nawyki językowe, ale dana metafora wrasta w mentalność polityków i społeczeństwa tak, że większość nie potrafi już myśleć inaczej.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">George Lakoff i Mark Johnson reprezentujący językoznawstwo kognitywne, opisując ten mechanizm (1988. <em>Metafory w naszym życiu</em>. Warszawa: PIW), zwracają uwagę, że</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left: 27pt; text-align: justify; text-indent: 27pt;"><span> </span>[jeśli spór czy argumentacja jest pojmowana w kategoriach wojny, to]<em> „istnieją pozycje, które należy zająć i ich bronić, i wówczas można wygrać lub przegrać, istnieje też przeciwnik, którego pozycje atakuje się i próbuje zniszczyć… W przypadku całkowitego sukcesu można przeciwnika zmieść z powierzchni ziemi.</em></p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left: 27pt; text-align: justify; text-indent: 27pt;"><em>Chodzi tu nie tylko o nasze pojmowanie tego, czym jest spór, ale też o to, że sposób, w jaki go prowadzimy, ma za podłoże naszą wiedzę i doświadczenie dotyczące walki fizycznej. (s. 88-89)</em></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Następnie autorzy podkreślają, że wcale nie trzeba do tego mieć osobistego doświadczenia w walce fizycznej, ponieważ ta metafora i tak jest wbudowana w naszą kulturę. Jest niejako spuścizną przekazywaną przez przodków, którzy od zarania dziejów uczestniczyli w działaniach obronnych, zaczepnych itd. Przemoc fizyczna jest też obecnie jednym z dominujących elementów kina, telewizji, książek itp. To dodatkowo utrwala i wzmacnia w naszej mentalności omawiany rodzaj metafory. Takie powielane przez nas bezwiednie, metafory wpływają nadal na nasze doświadczenie i działanie, szczególnie gdy pojawiają się rozbieżności zdań.</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left: 27pt; text-align: justify; text-indent: 27pt;"><em>Poczucie konfliktu wynika z odczucia sytuacji jako sytuacji wojennej, chociaż nie jest to prawdziwa walka, gdyż nadal utrzymywane są grzecznościowe konwencje rozmowy. Jednakże drugi uczestnik jawi się jako przeciwnik, atakujemy jego pozycję, staramy się bronić własnej i robimy co tylko można, by zmusić go do ustąpienia. Struktura rozmowy przyjmuje postać struktury wojny i zaczynamy stosownie do tego postępować. Nasze spostrzeżenia i działania częściowo zaczynają odpowiadać spostrzeżeniom i działaniom właściwym stronie uczestniczącej w wojnie. </em>(Lakoff G. i Johnson M. … s. 105)</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Wynika z tego wniosek, że wówczas, gdy kierujemy się metaforą wojny w odniesieniu do sporu, skupiając się na obronie własnej pozycji i ew. kontrataku, możemy nie dopuszczać do siebie ważnych informacji, propozycji czy argumentów drugiej strony. Jak już wspomniałem, logika formalna elegancko wygląda w podręcznikach, lecz w relacjach międzyludzkich często zajmuje daleką pozycję. Górę biorą emocje, nieświadome nastawienia, uprzedzenia i… generujące je metafory. Politycy patrzący na opozycję przez filtr metafory wojennej, pozostają w ciągłej mobilizacji do walki. W takiej sytuacji nawet pojednawcze wypowiedzi i gesty drugiej strony łatwo są odbierane jako podstęp, pułapka, potencjalne zagrożenie, co zmusza do jeszcze większej gotowości. Chamstwo, wulgaryzmy i „ciosy poniżej pasa” stosowane przez swoich „żołnierzy” pod adresem przeciwników może i są publicznie krytykowane przez „dowódców”, ale w istocie są one tolerowane, a nawet popierane, boć przecie cel służą nadrzędnemu celowi, jakim jest pokonanie wroga.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Efektem ubocznym jest to, że gdy polityczni wojownicy wymachują przeciwko sobie maczugami, to nie bardzo mogą rozglądać się w tym czasie na boki i zawracać sobie głowy innymi sprawami. Przez to znika im z pola widzenia i schodzi na dalszy plan dobro państwa, obywatele i ich potrzeby, co z definicji jest nadrzędnym zadaniem i obowiązkiem władzy. Przynajmniej w krajach demokratycznych. Tymczasem, jak to określa niemiecki dziennikarz:</p>
<p class="MsoNormal" style="margin-left: 27pt; text-align: justify; text-indent: 27pt;"><em>Politycy interesują się przede wszystkim innymi politykami, konkurentami i sprzymierzeńcami, członkami partii i innymi wrogami [oraz]<span> </span>sojuszami… Taki polityk nie zna swojego narodu. Wcale nie chce go znać, co najwyżej jego skondensowaną formę zawartą w badaniach opinii publicznej. Na co dzień go nie dostrzega, ponieważ nic i nikt go do tego nie zobowiązuje, chyba że w czasie spotkań z wyborcami podczas kampanii wyborczej. W demokratycznym teatrze da się w końcu grać i przy pustej widowni. Tyle, że brakuje wzajemnej zależności, orzeźwienia, wymiany zdań, stąpania po ziemi, długofalowości i poczucia społecznej rzeczywistości. </em>(Precht R. D., <em>Kto szkodzi demokracji.</em> Forum 5-11.07.2010 s. 11. Źródło oryginalne: Der Spiegel 28.06.2010)</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Dlatego chciałoby się powiedzieć: panie i panowie politycy, z prawa, lewa czy ze środka, jeśli po wyborach wykonujecie swój taniec zwycięstwa i wznosicie okrzyk „wygraliśmy!”, to w tym momencie właśnie przegraliście. Upajacie się sami sobą, podczas gdy w istocie zostaliście powołani do służby. Zapominacie, że państwo i naród nie są dla was, tylko odwrotnie. Nie startujecie w wyborach, żeby wygrywać, lecz by uzyskać od obywateli przywilej szczególnego trudu dla dobra kraju i jego mieszkańców. To nie jest teleturniej ani konkurs piękności, tylko poświęcenie dla najwyższych wartości. Czy wygraliście, okaże się gdy spełnicie swoje obietnice oraz podołacie zadaniom i odpowiedzialności, które wzięliście na swoje barki. Spektakl, który przedstawiacie nie ma przy tym żadnego znaczenia., nawet jeśli uwodzi tłumy. Jeśli o tym zapomnicie, wasza „gloria” zgaśnie jak fajerwerki podczas fetowania „zwycięstwa”, a w historii zapiszecie się tylko jako skuteczni blagierzy, zareklamowani obywatelom przez speców od atrakcyjnych opakowań.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">O ile w dyskusjach opartych na argumentacji atakowana jest pozycja oponenta, jego opinie itd., to gdy emocje biorą górę, albo brakuje rzeczowych argumentów a „walka toczy się o wysoką stawkę”, atakowane są także same <strong>osoby, </strong>nierzadko w sposób obraźliwy. A wtedy zaczyna to być „wojna na śmierć i życie”, ponieważ zostaje przeniesiona z poziomu krytyki zachowań i przekonań na poziom tożsamości. Kiedy zaatakowana jest czyjaś tożsamość, większość osób, niezależnie od stopnia wykształcenia, statusu społecznego itp. odruchowo odpłaca „pięknym za nadobne”. Aby uniknąć wtedy reakcji typu „klik – wrrrrr”, jak ją określa Robert Cialdini (chodzi o mechanizm: wyzwalacz – automatyczna reakcja), potrzebna jest sprawność w osiąganiu stanu dysocjacji i przyjmowaniu metapozycji oraz koncentrowaniu się na meritum sprawy. A stosunkowo niewielu to potrafi, zwłaszcza w obszarze polityki. Zatem na tym etapie kończy się jakakolwiek argumentacja, bo można polemizować z czyimiś poglądami, ale nie z tożsamością tej osoby, ponieważ ze swojej natury jest ona niedefiniowalna w kategoriach logicznego opisu. Zatem kończą się możliwości rzeczowej dyskusji, lecz pozostają zranione uczucia i jeszcze większa niechęć i wrogość. Żałosne to i smutne, zwłaszcza jeśli chodzi o przedstawicieli władzy, którzy nie potrafią władać samymi sobą, a biorą się do „władania państwem”. Których zadaniem jest podejmować decyzje merytoryczne, a nie na zasadzie „na złość mamie odmrożę sobie uszy” (np. odrzucanie korzystnych projektów dlatego, że ich autorami są oponenci). I którzy mają nas reprezentować w świecie, gdzie przecież spotykają zwykle wytrenowanych, „zaprawionych w boju” i nie przebierających w środkach przeciwników (nawet jeśli oficjalnie nazywa się ich, i oni sami siebie – przyjaciółmi, sprzymierzeńcami itp.). Bo przecież wg Lakoffa i Johnsona podczas argumentacji, negocjacji itd. i tak najczęściej uruchamia się u nich automatycznie metafora wojny czy walki.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;"><span> </span><span> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Media wykorzystują ten mechanizm perfekcyjnie i rozniecają konflikty „zbrojne” w polityce w skali masowej.  Czynią to celowo, dla „podgrzania” atmosfery i przyciągnięcia odbiorców. Interes się kręci, ale w efekcie takiego procederu rynsztok polityczny wlewa się do naszych domów, do pracy i życia towarzyskiego. „Wojna”, jaką toczy ze sobą paru facetów „na górze” (ciekawe, czy parytety coś by zmieniły), których większość z nas osobiście nigdy nawet nie spotka, otoczonych swoimi „giermkami”, „harcownikami”, „kardynałami Richelieu”, „paniami dworu&#8221; etc. budzi także emocje u widzów. Jak podczas oglądania filmów. I podobnie jak w przypadku filmu, wcześniej czy później dany widz zaczyna odruchowo darzyć większą sympatią tę czy inną postać dramatu, a inna budzi u niego np. niechęć. Oprócz względów merytorycznych, światopoglądowych itp. wynika to m.in. z naszych minionych doświadczeń, relacji, traum, niezaspokojonych potrzeb rozwojowych, a także z archetypowych wzorców, które aktualnie zajmują w naszym nieświadomym życiu szczególną pozycję („dobry/zły ojciec”, „wojownik”, „mędrzec”, „kochanek”, „potwór” itd.). A także z preferowanych wartości, które wydają się podzielać ulubieni politycy. Mogą także wchodzić w rachubę reakcje przeniesieniowe, pozytywne i negatywne. A później możemy sobie racjonalizować nasze preferencje i decyzje jak chcemy. Najważniejsze już się stało – na poziomie nieświadomym. Dzieje się to tym łatwiej, że przeciętny obywatel nie ma ani czasu, ani możliwości uzyskania pełnych informacji o politykach, sytuacji politycznej i tzw. „mechanizmach władzy”. Więc polega na fantasmagoriach (jak to określiła jedna z dziennikarek), dostarczanych taśmowo przez fabryki „faktów medialnych” (a brakujące dane uzupełnia zgodnie ze swoim myśleniem życzeniowym). To jak w przypadku fast food, gdy coraz mniej osób ma czas na samodzielne gotowanie, czy choćby czekanie na realizację zamówienia w „porządnej” restauracji. Szybkie dania równie szybko zapychają żołądek, są do tego kolorowo opakowane, serwowane przez ładne dziewczyny i młodzieńców i w dodatku są „trendy”. A poza tym wszędzie są dostępne. Fast food medialny nie pozostawia odbiorcom wyboru. Większość „karmi się” tym, co podają, bo nie ma skąd dostać coś innego. Albo już się przyzwyczaiła do tego rodzaju „kuchni”. „Co dzisiaj państwo polecają?” – „Zestawy obiadowe są te same, ale dziś frytki w kształcie gwiazdek…” Znacząca różnica, mamy „wybór” i poczucie, że „coś się jednak zmienia”. <span> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Niestety „wojny na górze” za pośrednictwem mediów rozszerzają się także na animozje wśród odbiorców, między sąsiadami, nawet w rodzinach. Często można odnieść wrażenie, że treści sączone z ekranu, radia czy prasy szczelnie wypełniają umysły, a niekiedy wręcz zastępują własne życie i sprawy. Witajcie w matrixie! A przecież możemy powiedzieć – „Jak nie potraficie inaczej, to bijcie się, ale sami. To nie nasza wojna (i nie nasza metafora), a nasze życie jest zbyt krótkie i cenne, byśmy dawali się wciągać w tę farsę. Czeka nas wiele fascynujących rzeczy w naszym własnym świecie. Przykro nam, ale nie będziemy w nieskończoność zwiększać waszej oglądalności poprzez siedzenie jak przyklejeni przed ekranem i nie będziemy chłonąć waszej hipnotycznej papki. Na wybory poszlibyśmy i tak (albo i nie) – w zgodzie ze sobą i niezależnie od waszej agitacji. Reszta życia należy do nas.” Kto wie, może kiedyś społeczeństwo będzie miało dość „wojen”, o jakich tu mowa, i weźmie sprawy w swoje ręce, gdy powszechna frustracja sięgnie zenitu. Historia zna wiele takich przypadków…</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;"><span> </span>Metafory wojenne są używane nie tylko w polityce. Np. nie raz słyszałem wypowiedzi typu „małżeństwo to walka”, „biznes to bój o przetrwanie, w którym wszystkie chwyty są dozwolone” itp. Tym bardziej zachęcam do kolejnej gimnastyki umysłu: poszukania własnych, alternatywnych metafor w odniesieniu do sporu, oraz do sprawdzenia, jak się wtedy zmieniają nasze odczucia z tym związane. Oraz jak zmienia się nasz sposób patrzenia na oponenta, relację z nim itd. Mnie przyszły na myśl następujące: „spór = poszukiwanie wspólnego rytmu w tańcu”, „spór = gra w karty”, „argumentowanie = wymiana prezentów”, „dyskusja = wspólne malowanie obrazu”. Wyobraźnia nie zna granic, a my jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że sami możemy wybierać nasze metafory. Ten wybór przesądza też o jakości naszego funkcjonowania.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;"><span> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 27pt;">Benedykt Krzysztof Peczko</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: center; text-indent: 27pt;">C.d.n.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent: 27pt; text-align: left;">
<p class="MsoNormal" style="text-indent: 27pt; text-align: left;">Poprzednie części:</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent: 27pt; text-align: left;"><a href="http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/05/polityka-media-i-%E2%80%9Erzeczywistosc%E2%80%9D-cz-1-wprowadzenie/" target="_self">POLITYKA, MEDIA I „RZECZYWISTOŚĆ” cz. 1</a>;</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent: 27pt; text-align: left;"><a href="http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/polityka-media-i-%E2%80%9Erzeczywistosc%E2%80%9D-cz-2/" target="_self">POLITYKA, MEDIA I „RZECZYWISTOŚĆ” cz. 2</a>;</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent: 27pt; text-align: left;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/polityka-media-i-%e2%80%9erzeczywistosc%e2%80%9d-cz-3/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Ile wymagać od życia&#8230;?</title>
		<link>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/ile-wymagac-od-zycia/</link>
		<comments>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/ile-wymagac-od-zycia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Jul 2010 07:11:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemek</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Ogólne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.econlp.com/blog/?p=282</guid>
		<description><![CDATA[Dziś chciałbym podzielić się krótko swoją refleksją na temat funkcjonowania przekonań na poziomie wspólnoty, społeczeństwa, narodu, populacji&#8230; Skłoniła mnie do niej lektura książki &#8220;Mój Żyrardów&#8221; Pawła Hulki-Laskowskiego. Jest to, jak sam tytuł wskazuje, próba  opisu wzrostu i upadku tego skądinąd bardzo interesującego miasta, które wyrosło ze śmiałej wizji polskich ziemian (Łubieńscy), francuskiego wynalazcy (Filipa de [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dziś chciałbym podzielić się krótko swoją refleksją na temat funkcjonowania przekonań na poziomie wspólnoty, społeczeństwa, narodu, populacji&#8230; Skłoniła mnie do niej lektura książki &#8220;Mój Żyrardów&#8221; <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Paweł_Hulka-Laskowski" onclick="urchinTracker('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Pawe_Hulka-Laskowski?referer=');">Pawła Hulki-Laskowskiego</a>. Jest to, jak sam tytuł wskazuje, próba  opisu wzrostu i upadku tego skądinąd bardzo interesującego miasta, które wyrosło ze śmiałej wizji <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Żyrardów#Historia" onclick="urchinTracker('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/_yrard_w_Historia?referer=');">polskich ziemian (Łubieńscy), francuskiego wynalazcy (Filipa de Girarda, który też swego nazwiska użyczył miastu) i dwóch przemysłowców z Kolonii - Karola Hiellego i Karola Dittricha</a>. Jest to także subiektywny wizerunek stosunków społecznych. Chłopi przywiązani do ziemi, robotnicy szczycący się fachowymi nazwami swoich stanowisk (o ile szpularka brzmi dla nas dziś zrozumiale i swojsko, co można powiedzieć o gremplach, repasjerach, szpinmajstrach, webrach), panowie fabrykanci i właściciele ziemscy, podupadła szlachta, Żydzi, Niemcy, Polacy, Rosjanie.</p>
<p>Hulka-Laskowski co jakiś czas pokazuje w swej książce przekonania funkcjonujące w ówczesnym świecie na poziomie społecznym. Np. chłop:</p>
<blockquote><p>&#8220;Zazdrościł fabrycznym ludziom jak wszyscy wieśniacy, ale cóż miał robić? Sprzedać grunt? Za nic w świecie! Kto nie ma gruntu, może sobie pozwolić, ale kto ma grunt, musi siedzieć na wsi i biedować. Wola boska.&#8221;</p></blockquote>
<p>Przekonanie o swoim losie nad wyraz czytelne.</p>
<p>Ale oczywiście i &#8220;piętro wyżej&#8221; czyli na poziomie robotniczej braci istniały takowe przekonania. W ówczesnym Żyrardowie była zarówno diaspora żydowska, byli prawosławni, katolicy i ewangelicy.  Do tych ostatnich zaliczał się Paweł Hulka-Laskowski. W jednym z fragmentów książki opisuje on, jak ludność robotnicza, szczególnie wychowana w regułach moralnych ewangelickich czy katolickich, radziła sobie z wytłumaczeniem faktu, że &#8220;panowie&#8221; prowadzą życie uznawane za niemoralne, a jednak za pan brat są z &#8220;plebanem&#8221;.  Prosta sprawa: wystarczy, żeby funkcjonowało powiedzenie:</p>
<blockquote><p>&#8220;Co Pan to Pan, to nie grzeszny człowiek.&#8221;</p></blockquote>
<p>No i spójność zachowana. Mamy przekonanie, że co &#8220;wolno wojewodzie&#8230;&#8221; itp.</p>
<p>Tamten świat, wielokulturowy, ciekawy, a zarazem niesprawiedliwy i okrutny, świat, w którym kobiety rodziły dzieci niemalże przy warsztacie tkackim i było to normą, został naruszony przez Pierwszą a potem doszczętnie wymieciony przez Drugą Wojnę Światową.  A ciekawe ile przekonań w tej lub innej postaci przetrwało?</p>
<p>No właśnie. Gdy słyszę hasło: &#8220;Od życia nie można chcieć za wiele&#8221;, to sobie myślę, że nie, dlaczego, właśnie trzeba chcieć wiele. No i pewnie, teraz w XXI w. może i tak. Ale gdy zważę, że mówi to osoba, która za pół roku obchodzić będzie setne urodziny, przeżyła dwie wojny (ile razy front przechodził przez gospodarstwo jej rodziców trudno zliczyć), okupację, komunizm&#8230; No właśnie, to wtedy staje się dla mnie jasne, że ta miara ma swój sens. Gdy wydarzenia nas przerastają swoim ogromem, warto pewnie chcieć tyle, ile się kryje w &#8220;nie za wiele&#8221;, żeby czuć się spójnym i spełnionym.</p>
<p>Zachęcam do odrobiny zadumy w ten upalny wakacyjny czas nad przekonaniami, które funkcjonują w Waszych rodzinach, społecznościach, miejscach pracy. Jakie jest ich historyczne tło? Czy nadal są wspierające? A jaką funkcję mogły pełnić onegdaj? Więcej rozumieć, móc szanować, oto zyski z przyglądania się takim przekonaniom w perspektywie historycznej. W końcu dobra komunikacja to wejście w mapę drugiego człowieka, czasem ta mapa ukształtowała się na podstawie wydarzeń, które dla nas są już tylko zakurzoną kartą historii, a dla innych bliskim i wciąż żywym doświadczeniem&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/ile-wymagac-od-zycia/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Dobrze sformułowany biznesplan to &#8230;.</title>
		<link>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/dobrze-sformulowany-biznesplan-to/</link>
		<comments>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/dobrze-sformulowany-biznesplan-to/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Jul 2010 07:25:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łukasz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Ogólne]]></category>

		<category><![CDATA[biznesplan]]></category>

		<category><![CDATA[dobrze sformułowany cel]]></category>

		<category><![CDATA[NLP w biznesie]]></category>

		<category><![CDATA[Praktyk NLP]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.econlp.com/blog/?p=263</guid>
		<description><![CDATA[&#8230; taki, który jest potem realizowany. Uczestnicy wakacyjnego kursu Praktyk NLP już poznali zasady dobrego formułowania celów (D.S.C.). Jest dużo analogii między zasadą dobrze określonego celu wg NLP a ogólną zasadą pisania biznesplanu. Wymieńmy kilka podstawowych podobieństw:

określenie pozytywnie celu, czyli jaki konkretnie chcemy osiągnąć wynik i rezultat naszych działań;
gdzie, kiedy, w jaki sposób?; czyli sprecyzowanie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8230; taki, który jest potem realizowany. Uczestnicy wakacyjnego <a title="kurs certyfikacyjny Praktyk NLP" href="http://www.econlp.com/content/view/35/11/">kursu Praktyk NLP</a> już poznali zasady dobrego formułowania celów (D.S.C.). Jest dużo analogii między zasadą dobrze określonego celu wg NLP a ogólną zasadą pisania biznesplanu. Wymieńmy kilka podstawowych podobieństw:</p>
<ul>
<li>określenie pozytywnie celu, czyli jaki konkretnie chcemy osiągnąć wynik i rezultat naszych działań;</li>
<li>gdzie, kiedy, w jaki sposób?; czyli sprecyzowanie czasu, miejsca, środków potrzebnych do realizacji celu;</li>
<li>koszty realizacji oraz potencjalny wpływ na nasze życie; w przypadku biznesplanu istotą jest zwrócenie uwagi na koszty jakie towarzyszą wytwarzaniu przychodu; w przypadku realizacji swojego celu takim kosztem mogą być nie tylko pieniądze, ale np. czas jaki poświęcamy na jego realizację (czas który moglibyśmy spędzić np. z rodziną);</li>
</ul>
<p>Każdy cel, który jest precyzyjnie określony potrzebuje tzw. wdrożenia w życie. Bardzo ciekawe badania przeprowadzili naukowcy z Bettany Centre for Entrepreneurial Performance &amp; Economics at Cranfield School of Management and the Centre for SMEs at Warwick Business School. Otóż  przebadali oni grupę 400 nowych firm (tzw. start-up&#8217;ów) w czasie ich działania przez 3 lata. Połowa z nich miała biznesplan a połowa nie. <strong>Badane firmy, posiadające i działające zgodnie z biznesplanem odnotowały szybszy wzrost oraz zwiększały znacząco zatrudnienie (o około 1/3).</strong> Tak, więc firmy odnoszące sukcesy były firmami działającymi zgodnie z dobrze sformułowanym celem biznesowym. Kolejnym ważnym wnioskiem jest stwierdzenie, że sam fakt napisania biznesplanu nie jest kluczowym elementem sukcesu. Można by powiedzieć, że jest niezbędnym czynnikiem. Podobnie jak w codziennym działaniu - planowanie i wiedza o kierunku działań nie zastąpi samego działania. Autorzy stwierdzają, że biznesplan i działanie zgodnie z nim może oznaczać być, albo nie być firmą odnoszącą sukces lub porażkę.</p>
<p>Powyższe badanie potwierdza jak bardzo istotnym elementem wprowadzania zmiany jest precyzyjne określenie celów do jakich dążymy, środków jakie będziemy potrzebowali, kosztów jakie poniesiemy. <strong>Do tej listy należy jeszcze dopisać systematyczne działanie zgodnie z naszym planem podczas wdrażania go w życie.</strong> Ten ostatni element jest często niedoceniany lub wręcz niedostrzegany. Warto o nim pamiętać tworząc swoje plany i udzielić odpowiedzi na pytanie: &#8220;Jak konkretnie każdego dnia będę realizował/a działania prowadzące mnie do mojego celu?&#8221;.</p>
<p>Rozpoczynając niniejszym wpisem okres &#8216;wakacyjny&#8217; życzę czytelnikom realizacji wszystkich zaplanowanych działań z maksymalną efektywnością. Również w realizacji wypoczynku. <img src='http://www.econlp.com/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><a title="To plan or not to plan - is not the right question" href="http://www.som.cranfield.ac.uk/som/som_applications/somapps/oepcontent.aspx?pageid=14249&amp;apptype=news&amp;id=479" onclick="urchinTracker('/outgoing/www.som.cranfield.ac.uk/som/som_applications/somapps/oepcontent.aspx?pageid=14249_amp_apptype=news_amp_id=479&amp;referer=');">Źródło</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/dobrze-sformulowany-biznesplan-to/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>POLITYKA, MEDIA I „RZECZYWISTOŚĆ” cz. 2</title>
		<link>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/polityka-media-i-%e2%80%9erzeczywistosc%e2%80%9d-cz-2/</link>
		<comments>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/polityka-media-i-%e2%80%9erzeczywistosc%e2%80%9d-cz-2/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Jun 2010 22:07:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Benedykt Peczko</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Ogólne]]></category>

		<category><![CDATA["dziennikarstwo agresywne"]]></category>

		<category><![CDATA[emocje]]></category>

		<category><![CDATA[emocje a decyzje i działania]]></category>

		<category><![CDATA[początki PR]]></category>

		<category><![CDATA[PR w biznesie i polityce]]></category>

		<category><![CDATA[wpływ PR na emocje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.econlp.com/blog/?p=255</guid>
		<description><![CDATA[ Public Relations i gra na emocjach


 Nie handlujemy obrazami, lecz rzeczywistością
– Edward L. Bernays, „ojciec” nowoczesnego PR i reklamy
Kilka dni przed I turą ostatnich wyborów prezydenckich, podczas wizyty w salonie prasowym usłyszałem taką oto wypowiedź sprzedawczyni do klientki, najwyraźniej znajomej osoby: „Belgijski komentator stwierdził, że u nich kampanie wyborcze są pełne akcji i atrakcji, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> Public Relations i gra na emocjach</strong></p>
<p><strong><br />
</strong></p>
<p><strong><em> Nie handlujemy obrazami, lecz rzeczywistością</em></strong><br />
– Edward L. Bernays, „ojciec” nowoczesnego PR i reklamy</p>
<p>Kilka dni przed I turą ostatnich wyborów prezydenckich, podczas wizyty w salonie prasowym usłyszałem taką oto wypowiedź sprzedawczyni do klientki, najwyraźniej znajomej osoby: „Belgijski komentator stwierdził, że u nich kampanie wyborcze są pełne akcji i atrakcji, coś się dzieje, a ta nasza debata niedzielna z udziałem głównych kandydatów była zbyt grzeczna, nudna, nijaka i mdła. Nic się nie działo. To ma być kampania?” Ton, jakim sprzedawczyni to mówiła mógł wskazywać, że zasadniczo zgadza się z tą opinią, a jej znajoma klientka odruchowo potakiwała. Zwykle nie angażuję się w tego typu rozmowy, ale tym razem stało się inaczej. Zareagowałem spontanicznie, a moja wypowiedź jakoś popłynęła sama. Wyjaśniłem więc paniom, że z racji zawodu (psycholog itd.) od ćwierć wieku zajmuję się tematyką komunikacji międzyludzkiej i wywierania wpływu. Oraz że wiem, także od samych dziennikarzy, że gdy „nic się nie dzieje”, „krew się nie leje” (oraz pot i sperma, jak by chciał jeden z czołowych krajowych harcowników politycznych), to jest to jeden z największych koszmarów dla mediów. A to dlatego, że obecnie „dziennikarstwo agresywne” sprzedaje się najlepiej. I jak tu dużo sprzedawać, przyciągać uwagę, zwiększać oglądalność i poczytność (nie mylić z poczytalnością), gdy jest… spokojnie, może trochę bardziej merytorycznie, a okrwawione topory wojenne zostają w większości zakopane, choćby nawet i płytko? I jak w tych staraniach o klientów (odbiorców) i rząd ich dusz prześcignąć konkurencję? Dramat!<br />
Kiedy to mówiłem, panie patrzyły na mnie szeroko otwartymi oczyma, jakby w lekkim transie (widać moja reakcja je zaskoczyła) i mimowolnie potakiwały. Więc wyraziłem jeszcze swoją opinię, że to fatalna sytuacja, gdy dziennikarze i media starają się tak bardzo dolewać benzyny do ognia konfliktów politycznych, często wchodząc w pozycję strony, i w istocie przestając pełnić swoją rolę informacyjną. Oraz tracąc umiejętność zachowania odpowiedniego dystansu i bezstronności. Wygląda bowiem na to, że dziennikarze sami stali się tak uzależnieni od adrenaliny i pobudzania jej u odbiorców, że już nie potrafią rzeczowo, rzetelnie i atrakcyjnie prezentować zdarzeń i sytuacji, niezależnie od ich klimatu emocjonalnego, dynamizmu itp. Co więcej, język i styl prasy tzw. „opiniotwórczej” (ale także różnych telewizyjnych talk show) znacznie zbliżył się do „sensacyjności” i wulgaryzmów w tabloidach. A to wszystko niestety przesądza o jakości programów i artykułów, i z kolei wywiera potężny wpływ na obywateli. Także na poziom kultury (a często jej braku).<br />
Cieszę się, że to powiedziałem i że w widoczny sposób te spostrzeżenia dały do myślenia obu paniom. Rozstaliśmy się z uśmiechami na ustach. To krótkie wydarzenie zainspirowało mnie jednak do dalszych refleksji i wzmożonych obserwacji, którymi chciałbym podzielić się w tym tekście i następnych.</p>
<p>Jako pierwsze rzuca się w oczy, jak ważnym elementem oddziaływań medialnych jest pobudzanie określonych emocji u odbiorców. W NLP traktujemy emocje jako informacje zwrotne, które organizm przekazuje nam w odniesieniu do stanu wewnętrznego, w jakim się znajdujemy (także stanu zdrowia), do poziomu zaspokojenia naszych potrzeb, realizacji naszych wartości itd. Wiemy również, że emocje są ważnym składnikiem motywacji (zarówno gdy do czegoś dążymy, jak i kiedy czegoś unikamy). Emocje odgrywają istotną rolę w procesach opisywanych przez model T.O.T.E. (Test → Operation → Test → Exit), a więc we wszelkiego rodzaju tzw. „strategiach neurologicznych”. Kiedy test wykazuje, że stan obecny jest różny od pożądanego, zwykle towarzyszy temu poczucie dyskomfortu. Może to być rozdrażnienie, niepokój, przygnębienie, albo inne uczucie. I to one pobudzają do działań (operacji) mających na celu np. zaspokojenie potrzeby. W efekcie  wspomniany dyskomfort zostaje wyeliminowany, a na jego miejsce pojawia się   poczucie dobrostanu.<br />
Z tego punktu widzenia strategie nie odnoszą się wyłącznie do procesów poznawczych. Ludzie na co dzień raczej nie podejmują decyzji i działań tylko w oparciu o formalne reguły wnioskowania logicznego (można wręcz odnieść wrażenie, że raczej rzadko to robią), opisane np. w książkach prof. Ajdukiewicza i innych. Nawet najbardziej poprawnie sformułowany cel nie zmotywuje do podjęcia kroków, aby go zrealizować, jeśli będzie neutralny emocjonalnie. To, co napędza ludzi do działania, to właśnie emocje towarzyszące dążeniom, planom czy wizji przyszłości. A także sprzężone z emocjami odczucia cielesne, typu „rozpiera mi pierś”, „nogi same mnie niosą”, „aż mnie ciarki przechodzą” itp.</p>
<p>Media oraz specjaliści od politycznego PR doskonale zdają sobie z tego sprawę. Znają siłę emocji i posługują się wszelkimi dostępnymi sposobami, aby je rozbudzać u odbiorców i ukierunkowywać zgodnie z interesem osób czy ugrupowań, które wspierają. Często zresztą są przy tym stroną zaangażowaną ideologicznie, jak w przypadku wspomnianego w poprzedniej części imperium medialnego Ruperta Murdocha. A wtedy robią to nie tylko dla pieniędzy, lecz także dla upowszechniania określonego światopoglądu, umacniania swojej pozycji poprzez związki z wpływowymi lobby, utrzymania swojego wizerunku jako poprawnych politycznie, uniknięcia ataków ze strony tzw. „mainstreamu” itd.<br />
Stwierdzenie, że współczesny PR jako odrębna gałąź biznesu wykorzystuje najnowszą wiedzę psychologiczną (a także inne nauki) opiera się na udokumentowanych podstawach. Okazuje się przy tym, że owa branża jest niewiele młodsza od nowożytnej psychologii. Za moment przełomowy w rozwoju nowoczesnej reklamy i PR uważa się pierwsze dekady XX w., kiedy w USA rozwijał swoją działalność Edward Louis Bernays, siostrzeniec Freuda. Bernays, choć z wykształcenia agronom, zajął się zawodowo dziennikarstwem i reklamą. Wykorzystywał przy tym nie tylko teorię „wujka Siggi”, jak określał Freuda, ale także psychologię Gustave’a Le Bona i Wilfreda Trottera. Le Bon jest znany także w Polsce z książki <em>Psychologia tłumu</em>, a Trotter napisał <em>Instincts of the Herd in Peace and War</em> (<em>Instynkt stadny na wojnie i w czasach pokoju</em>).<br />
Karierę na tym polu Bernays rozpoczął w propagandzie wojskowej, po przystąpieniu USA do I wojny światowej. Następnie był organizatorem kampanii wizerunkowych znanych polityków i biznesmenów. Do jego klientów należał nawet prezydent USA Calvin Coolidge, który miał wyjątkowo niskie notowania u obywateli. W 1924 r. zwrócił się do Bernaysa o pomoc w zmianie swojego wizerunku. Bernays potraktował go jak każdy inny produkt. Namówił 34 gwiazdy hollywoodzkie, by odwiedziły prezydenta w Białym Domu i po przedstawieniu mu każdej z nich odbyło się skromne przyjęcie. Prasa zapełniła się informacjami na ten temat, a prezydent zaczął być spostrzegany jako postać znacznie bardziej barwna, towarzyska i otwarta. Z punktu widzenia NLP mechanizm tego działania był prosty: Bernays „spiętrzył” pozytywne zakotwiczenia funkcjonujące u obywateli – w tym przypadku pozytywne skojarzenia z wieloma znanymi aktorami – z postacią prezydenta (negatywne zakotwiczenie). Tym samym dokonał połączenia kotwic (collapsing anchors), które zmieniło nie tylko percepcję prezydenckiego wizerunku, ale także związane z nim emocje. Był w tym także obecny element zmiany ram odniesienia (reframing) – „prezydent wśród gwiazd filmowych”, a nie odizolowany od społeczeństwa w swojej rządowej „twierdzy”. Generalnie środowisko najwyższej władzy kraju nabrało w oczach wyborców innego charakteru (sławy ekranu w Białym Domu). Rzecz jasna to nie spowodowało żadnych istotnych zmian w polityce rządu, ani tym bardziej w osobowości Coolidge’a. Ale założony efekt został osiągnięty (Dirk Schäfer <em>Sztuka wmawiania</em>, Forum 17-23.08.2009, s. 38-40; tekst oryginalny: Süddeutsche Zeitung, 2009).<br />
Od tamtej pory PR stał się wielomiliardowym biznesem i obecnie stanowi nieodłączny element wyborów (i polityki w ogóle), wojen, działalności koncernów, sportu, a nawet nauki, ochrony zdrowia, środowiska czy religii. Według danych szacunkowych zebranych przez niemieckich naukowców zajmujących się mediami, co najmniej 40 proc. informacji dostępnych w gazetach tego kraju ma swe źródła w agencjach PR i centralach marketingowych obsługujących przedsiębiorstwa, urzędy i inne organizacje. Często są one prezentowane jako wyniki badań, studiów, ekspertyz itp., i nie są identyfikowane jako PR, tylko jako „obiektywne dane”. W ten sposób jest realizowana najważniejsza zasada tej branży:</p>
<blockquote><p>„<em><strong>Najlepszy PR to taki, który nie jest rozpoznawany jako PR</strong></em>”.</p></blockquote>
<p>W 2006 r. w Niemczech na 30 tys. dziennikarzy politycznych przypadało już ok. 15 – 18 tys. specjalistów od PR, w USA natomiast – co nie dziwi – było ich wtedy już więcej, niż dziennikarzy (Nils Klawitter, <em>Psy propagandy zawsze do usług</em>, Forum 7-20.08.2006, s. 32-37; tekst oryginalny: Der Spiegel 31.07.2006). Niestety brak analogicznych oszacowań dotyczących np. prasy polskiej, nie mówiąc już o innych jej mediach.</p>
<p>Trzeba jednak odróżnić PR, który służy np. unikaniu niezręczności w kontaktach z mediami, należytemu uwypukleniu mocnych stron (produktu, projektu, programu politycznego, osoby itp.), zwiększeniu spójności wizerunku osoby czy organizacji, uprzystępnieniu rzetelnych informacji itd. od PR-u, który dąży do forsowania złudnego wizerunku za wszelką cenę i manipuluje uczuciami obywateli. Lub który służy dyskredytowaniu np. konkurencji lub rywala politycznego, niezależnie od faktycznej wartości ich oferty czy programu politycznego („czarny PR”). Ten pierwszy można by określić przymiotnikiem &#8220;etyczny&#8221;, podczas gdy drugi kieruje się zgoła innymi zasadami. Dadzą się one streścić w wypowiedzi Jamesa Harffa, dyrektora agencji Ruder Finn:</p>
<blockquote><p>„<em><strong>Naszym zadaniem nie jest sprawdzanie, czy informacje są prawdziwe, tylko szybkie dostarczanie ich wyborcom</strong></em>”. Oraz: „<em><strong>Nikt nam nie płaci, abyśmy przestrzegali zasad moralnych</strong></em>” (<em>Historia o dobrych i złych facetach</em>, fragmenty wywiadu, jakiego Ruder Finn udzielił w 1993 r. II programowi telewizji francuskiej, Forum 7-20.08.2009, s. 37).</p></blockquote>
<p>I nic dziwnego, bo celem tak rozumianego PR jest głównie wywoływanie pozytywnych uczuć w stosunku do własnej lub preferowanej oferty, osoby czy partii oraz negatywnych w stosunku do konkurencji lub oponentów. Często można mieć wrażenie, że wybory wygrywają właśnie firmy PR (tzw. &#8220;spin doktorzy&#8221;), a nie realni politycy. Jeśli już, to ich dalece przetworzone wizerunki. Natomiast programy polityczne i wartości, którym mają służyć… no cóż, w powodzi medialnego zgiełku zdają się one schodzić na plan dalszy i stanowić co najwyżej „przystawkę” do spektaklu, w który obywatele są „profesjonalnie” wciągani. To samo dotyczy kampanii promocyjnych w biznesie. W efekcie nie widzimy produktów czy kandydatów takimi, jakimi są, lecz takimi, jak mamy ich widzieć – zgodnie z interesami sprzedawców czy polityków.</p>
<p>Nawet wiedza psychologiczna, wytrenowane umiejętności komunikacyjne i rozwinięta samoświadomość nie są w stanie całkowicie nas chronić przed tego rodzaju wpływem. Możemy tego spektakularnie doświadczyć podczas oglądania poruszających filmów. Wiemy, że to tylko film, ale nasz organizm mimowolnie reaguje zmianami fizjologicznymi i jeszcze długo potem możemy być &#8220;pod wrażeniem emocji&#8221;. A reklama i PR wyjątkowo pieczołowicie dbają o wykorzystanie tego efektu i stosują w tym celu najbardziej zaawansowane technologie. Przy okazji, czy zauważyliście, że w momencie, gdy w telewizji zaczynają być pokazywane reklamy, to natężenie i wyrazistość dźwięku znacząco się zwiększa? Za każdym razem tak się dzieje i ja sam oraz większość znajomych ścisza wtedy odbiornik, bo jest za głośno (prawdę mówiąc najczęściej wyłączam wtedy dźwięk). Jest głośniej, niż w przypadku najnowszych filmów amerykańskich. Dlaczego? Wygląda na to, że do produkcji reklam, spotów wyborczych itp. użyta jest nowsza technologia i  lepszy sprzęt, niż do produkcji kopii filmów fabularnych. Tymczasem fonia w najnowszych polskich filmach nie różni się szczególnie od filmów z czasów PRL. Jak widać, „produkt nasz pan”, a kultura zwykle jest niedofinansowana. Dodatkowym skutkiem tak dużej głośności jest częste rozdrażnienie u widzów, a więc pobudzenie emocjonalne (czysto mechaniczne), które niezależnie od tego czy jest pozytywne czy negatywne bardziej przykuwa uwagę do reklamy. Gdy z kolei np. w kinie nie mamy możliwości zmniejszenia natężenia dźwięku, ludzie łatwiej wchodzą w swego rodzaju trans spowodowany szokiem akustycznym. To także jest znany efekt hipnotyczny. Gdy przed paru laty moja żona poprosiła operatora w kinie o to, żeby „ściszył”, odpowiedział, że chętnie by to zrobił, ale niestety wymogi producentów i dystrybutorów filmów określają minimalny poziom decybeli. Więc kina nie mogą „samowolnie” zmieniać tego ustalenia. Potrzeby widowni ani ich higiena psychiczna nie mają przy tym większego znaczenia. Można co najwyżej wyjść z kina. Ciekawostka! (Idąc teraz do kina na wszelki wypadek zabieramy ze sobą stopery do uszu.)</p>
<p>Jeden z ekspertów w omawianej tu dziedzinie, Richard Edelman, stwierdził, że</p>
<blockquote><p><em><strong>PR ma spore szanse stać się w nadchodzących latach liderem technik komunikacji, </strong>wyprzedzając reklamę, której proste slogany mające nakręcić sprzedaż zużywają się znacznie szybciej, niż<strong> strategiczna konspiracja speców od PR: przemycanie materiałów do mediów, inscenizacja wydarzeń, tworzenie pozytywnej sprawozdawczości</strong>…</em> ( Nils Klawitter…, s. 33, podkreślenia moje).</p></blockquote>
<p>Niestety, wobec tak rozbudowanych form kreowania „rzeczywistości”, połączonych z nowoczesnymi i masowymi środkami przekazu, większość obywateli jest właściwie bezbronna. Oraz nie ma pojęcia o tym, że niekiedy mapa świata, którą uważają za swoją, której gotowi są nieraz tak zaciekle bronić, i zgodnie z którą podejmują decyzje i działania, została dla nich starannie przygotowana i niejako dostarczona na tacy przez specjalistów od wywierania wpływu. Została im zaszczepiona w naukowy sposób. Oczywiście zgodny z naczelną regułą PR, który pozwala ludziom wierzyć, że to oni sami dochodzą do określonych wniosków i wyborów. W dodatku obywatele sowicie za to płacą, bo np. w Polsce kampanie wyborcze są finansowane z pieniędzy podatników. A koszty reklamy produktów i usług są przecież wliczone w ich cenę. Tak więc płacimy z własnej kieszeni za te sfabrykowane wersje „rzeczywistości”i manipulacje, które później zewsząd są nam wtłaczane, sterując naszymi myślami i emocjami. Bo „spece od PR to menedżerowie odczuć”, jak często sami siebie określają (Nils Klawitter…, s. 34). Zakulisowi menedżerowie, chciałoby się dodać.</p>
<p>W następnej części skupię się właśnie na ostatniej poruszonej tu kwestii, czyli jak dokładnie dokonuje się to „zarządzanie emocjami” i myślami u odbiorców. NLP i w ogóle współczesna psychologia dostarcza wielu narzędzi, które pozwalają dokonać takiej analizy. Choć w pełni nas to nie ochroni, to jednak większa świadomość w tym zakresie z pewnością się przyda, bo z każdą chwilą, w miarę rozwoju wiedzy o człowieku oraz nowych technologii, świat w którym żyjemy staje się coraz bardziej sztucznym tworem - wypadkową oddziaływań na nas różnych grup interesu. Dzisiaj &#8220;fabryka snów&#8221; to nie tylko Hollywood, któremu zwyczajowo przypisywano to określenie, ale także wszechobecny alians PR, marketingu, reklamy, mediów i korzystających z ich usług podmiotów.  Konsument i wyborca słodko śniący według dostarczonego mu scenariusza to z kolei &#8220;złoty sen&#8221; sprzedawców i decydentów. Ale czy my tego dla siebie chcemy?</p>
<p>Benedykt Krzysztof Peczko</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent: 27pt; text-align: left;">Pozostałe części cyklu:</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent: 27pt; text-align: left;"><a href="http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/05/polityka-media-i-%E2%80%9Erzeczywistosc%E2%80%9D-cz-1-wprowadzenie/" target="_self">POLITYKA, MEDIA I „RZECZYWISTOŚĆ” cz. 1</a>;</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent: 27pt; text-align: left;"><a href="http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/polityka-media-i-%E2%80%9Erzeczywistosc%E2%80%9D-cz-3/" target="_self">POLITYKA, MEDIA I „RZECZYWISTOŚĆ” cz. 3</a>;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/polityka-media-i-%e2%80%9erzeczywistosc%e2%80%9d-cz-2/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Haikowy konkurs rozstrzygnięty!</title>
		<link>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/haikowy-konkurs-rozstrzygniety/</link>
		<comments>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/haikowy-konkurs-rozstrzygniety/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Jun 2010 13:42:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemek</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Ogólne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.econlp.com/blog/?p=252</guid>
		<description><![CDATA[Miło nam poinformować, że spośród nadesłanych mailli wylosowaliśmy haiku Pani Agnieszki Maliszewskiej, która otrzymuje od nas książkę, &#8220;Psychoterpia XXI wieku. Więcej niż metoda&#8221; autorstwa Lawrence LeShan&#8217;a.
Poniżej zamieszczamy wylosowane haiku i gratulujemy zwycięzcy  

ciężar granatu
oczekiwanie bezruchu
prześwit nadziei
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Miło nam poinformować, że spośród nadesłanych mailli wylosowaliśmy haiku Pani Agnieszki Maliszewskiej, która otrzymuje od nas książkę, &#8220;<a href="http://pinlp.pl/index.php?page=shop.browse&amp;option=com_virtuemart&amp;Itemid=12&amp;vmcchk=1" onclick="urchinTracker('/outgoing/pinlp.pl/index.php?page=shop.browse_amp_option=com_virtuemart_amp_Itemid=12_amp_vmcchk=1&amp;referer=');">Psychoterpia XXI wieku. Więcej niż metoda&#8221; autorstwa Lawrence LeShan&#8217;a</a>.</p>
<p>Poniżej zamieszczamy wylosowane haiku i gratulujemy zwycięzcy <img src='http://www.econlp.com/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<blockquote>
<p style="text-align: center;">ciężar granatu<br />
oczekiwanie bezruchu<br />
prześwit nadziei</p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/haikowy-konkurs-rozstrzygniety/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Mapa naprawdę nie jest terytorium - refleksje okołomundialowe&#8230;</title>
		<link>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/mapa-naprawde-nie-jest-terytorium-refleksje-okolomundialowe/</link>
		<comments>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/mapa-naprawde-nie-jest-terytorium-refleksje-okolomundialowe/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Jun 2010 10:25:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemek</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Ogólne]]></category>

		<category><![CDATA[Mapa nie jest terytorium]]></category>

		<category><![CDATA[Polski Instytut NLP]]></category>

		<category><![CDATA[przekonania]]></category>

		<category><![CDATA[psychologia sportu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.econlp.com/blog/?p=248</guid>
		<description><![CDATA[Wsród goooooli, czerwonych kartek, karnych, niewykorzystanych sytuacji i ogłuszających dźwięków wuwuzeli można rzeczywiście uwierzyć, że mieszkamy na Planecie Kibiców.  Socjo-, psycho-, antropo i inni -logowie wyjasniają Świat przez pryzmat PIŁKI. Nożnej oczywiście. Także numer Tygodnika Powszechnego z 13 czerwca został wydany pod hasłem przewodnim: Futbol wyjaśnia świat.
W nieco gorzkim artykule, pióra Marca Engelhardta, pod tytułem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wsród goooooli, czerwonych kartek, karnych, niewykorzystanych sytuacji i ogłuszających dźwięków wuwuzeli można rzeczywiście uwierzyć, że mieszkamy na Planecie Kibiców.  Socjo-, psycho-, antropo i inni -logowie wyjasniają Świat przez pryzmat PIŁKI. Nożnej oczywiście. Także numer Tygodnika Powszechnego z 13 czerwca został wydany pod hasłem przewodnim: <a href="http://tygodnik.onet.pl/15,472,nr_24_3179__13_czerwca_2010,temat.html" target="_blank" onclick="urchinTracker('/outgoing/tygodnik.onet.pl/15_472_nr_24_3179_13_czerwca_2010_temat.html?referer=');">Futbol wyjaśnia świat</a>.</p>
<p>W nieco gorzkim artykule, pióra Marca Engelhardta, pod tytułem <a href="http://tygodnik.onet.pl/31,0,47681,rpa_cudow_nie_bedzie,artykul.html" target="_blank" onclick="urchinTracker('/outgoing/tygodnik.onet.pl/31_0_47681_rpa_cudow_nie_bedzie_artykul.html?referer=');">RPA: cudów</a> nie będzie, przybliżającym ogląd Mundialu z perspektywy co biedniejszych obywateli kraju, znajdujemy też wypowiedź jedynego białoskórego (używam tego słowa celowo) piłkarza kadry narodowej RPA. Szerszy kontekst jest taki, że:</p>
<blockquote><p>
w ponad 48-milionowym kraju jest aż 1,8 miliona zarejestrowanych piłkarzy. A ściślej: tylu jest zapisanych do najróżniejszych drużyn i klubów. Bo w rzeczywistości nie ma chyba nikogo, kto nie pokopałby sobie piłki choćby od czasu do czasu – albo przynajmniej nie pokibicowałby, niechby i przed telewizorem.</p>
<p>Piłka nożna to w RPA coś więcej niż gra: to ludowy festyn.</p>
<p>– Kiedy wszyscy naraz zatrąbimy, faktycznie można ogłuchnąć – Bobby, kibic z Johannesburga, prezentuje swoją wuwuzelę. Ten powszechny na tutejszych stadionach instrument – plastikowa, zwykle kolorowa trąbka – wydaje w istocie piekielne dźwięki. Zaś na dźwięk setek, tysięcy wuwuzeli nakłada się jeszcze specyficzne kibicowanie: w RPA fani futbolu mają własny słownik. Np. okrzykiem „mszekeszeke” fetowany jest gracz, który dobrze podaje. Po golu cały stadion wrzeszczy: „laduuuuma”. A Matthew Booth, reprezentacyjny obrońca, jest po prostu „phashasha” – fantastyczny.</p></blockquote>
<p>Jak się okazuje pan Matthew Booth jest kimś więcej niż &#8220;dobrze kopiącym piłkę facetem&#8221;:</p>
<blockquote><p>(&#8230;) dla wielu Booth to nadzieja – symbol pojednania białych i czarnych kibiców. Gdy gra drużyna narodowa, najczęściej jest on jedynym „Bafana” o białym kolorze skóry. W RPA, jeszcze niedawno kraju apartheidu, piłka nożna była sportem czarnych. Booth nigdy się tym nie przejmował – i dlatego dziś jest szanowany.</p></blockquote>
<p>I tu trafiamy na wypowiedź rzeczonego symbolu, która zainspirowała mnie do wpisu. Ale zanim ją zacytuję proszę abyś szanowny czytelniku pomyślał co dla ciebie znaczy słowo kolorowy. Kolorowy piłkarz, nauczyciel, policjant, muzyk - człowiek oczywiście, bo nie o kolorowe ptaki w rodzaju kraski czy zimorodka mi chodzi. Masz już obraz owego &#8220;kolorowego&#8221;?<br />
No to teraz cytat z pana Booth&#8217;a:</p>
<blockquote><p>„Nasza liga to dobra mieszanka złożona z białych, czarnych i kolorowych. Nikt nie powinien zachowywać się tak, jakby moja osoba była czymś niezwykłym” – mówił Booth (pod pojęciem „kolorowi” rozumiejąc wszystkich poza białymi i czarnymi, np. Azjatów).</p></blockquote>
<p>No właśnie: mapa nie jest terytorium, w końcu biały i czarny to nie kolory - a przynajmniej w żadnej tęczy ich nie widziano&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/mapa-naprawde-nie-jest-terytorium-refleksje-okolomundialowe/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Chcesz lepiej zapamiętywać, dbaj o przerwy …</title>
		<link>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/chcesz-lepiej-zapamietywac-dbaj-o-przerwy-%e2%80%a6/</link>
		<comments>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/chcesz-lepiej-zapamietywac-dbaj-o-przerwy-%e2%80%a6/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Jun 2010 08:18:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Łukasz</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Ogólne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.econlp.com/blog/?p=238</guid>
		<description><![CDATA[Współczesne tempo życia, ilość zadań z jakimi mamy do czynienia czy wreszcie dostępność urządzeń do bezpośredniej komunikacji z całą pewnością przekłada się na intensywność i pośpiech w naszym codziennym trybie życia i pracy. Zazwyczaj nie zastanawiamy się ile informacji przetwarzamy np. prowadząc samochód i rozmawiając telefonicznie (przez zestaw słuchawkowy). Wiele osób pozostaje cały czas w kontakcie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal">Współczesne tempo życia, ilość zadań z jakimi mamy do czynienia czy wreszcie dostępność urządzeń do bezpośredniej komunikacji z całą pewnością przekłada się na intensywność i pośpiech w naszym codziennym trybie życia i pracy. Zazwyczaj nie zastanawiamy się ile informacji przetwarzamy np. prowadząc samochód i rozmawiając telefonicznie (przez zestaw słuchawkowy). Wiele osób pozostaje cały czas w kontakcie ze znajomymi, przyjaciółmi, rodziną. Będąc jednocześnie w pracy, na zajęciach, spotkaniach. Często te spotkania, czy bardziej ogólnie praca, dotyczy spraw znanych. Warto zwrócić uwagę na różnego rodzaju sposoby radzenia sobie z natłokiem informacji.</p>
<p class="MsoNormal">Często o NLP mówi się, że jest to swego rodzaju zestaw informacji, wiedzy czy po prostu instrukcji jak obsługiwać nasz umysł oraz bardziej fizjologicznie patrząc nasz mózg. Czytając różnego rodzaju wyniki badań prowadzonych przez naukowców, zwróciłem uwagę na ciekawe badania przeprowadzone przez zespół naukowców z New York University, o których na początku tego roku pisał miesięcznik Neuron. Naukowcy pod kierownictwem Arielle Tambini skoncentrowali się na obserwacji przebiegu procesu zapamiętywania i konsolidacji wspomnień nowo zakodowanej informacji. Istotą tego eksperymentu było sprawdzenie jak ten proces przebiega w czasie bycia świadomym „tu i teraz” z uwzględnieniem tzw. odpoczynku od czynności wykonywanej w stanie świadomości. Naukowcy używając funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fRMI) badali odpowiednie obszary mózgu podczas przerwy po zapamiętywaniu wybranych informacji.</p>
<p class="MsoNormal">Wnioski wskazały na ciekawą nieznaną dotychczas zależność. Otóż nasz mózg pracuje dla nas również wtedy, gdy my świadomie zajmujemy się czymś neutralnym i przyjemnym w czasie przerwy czy odpoczynku. Innymi słowy ważnym elementem wspomagania zapamiętywania jest tzw. oderwanie się od tematu. W różnych codziennych sytuacjach gdzie mamy do czynienia z przyswajaniem nowych informacji można zaobserwować, że osoby są niejako przesycone tymi nowymi informacjami. Zwykło wtedy się mówić, że potrzebują &#8220;zresetować się&#8221; przed kolejną porcją wiedzy. Do tej pory wiedziano o dobroczynnym wpływie snu na procesy utrwalania i zapamiętywania. Praktyka efektywnego prowadzenia spotkań, szkoleń, warsztatów potwierdza również powyższe obserwacje naukowców. Dobrze jest dbać o regularne przerwy dla uczestników szkoleń, spotkań czy prezentacji. Teraz już wiemy więcej na temat korzyści jakie przynoszą przerwy <img src='http://www.econlp.com/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> . Dbajmy o to, aby w czasie dostarczania wielu nowych informacji naszym słuchaczom, klientom, współpracownikom dać czas na przerwę. Mimo tego, że świadomie w czasie przerwy &#8216;nie pracują&#8217; to pamiętajmy, że w tym czasie ich mózgi wciąż pracują i przetwarzają dostarczone informacje.</p>
<p class="MsoNormal"><a href="http://www.nyu.edu/about/news-publications/news/2010/01/27/a_mind_at_rest_strengthens.html" target="_blank" onclick="urchinTracker('/outgoing/www.nyu.edu/about/news-publications/news/2010/01/27/a_mind_at_rest_strengthens.html?referer=');">Źródło</a></p>
<p class="MsoNormal"><span><span> </span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/chcesz-lepiej-zapamietywac-dbaj-o-przerwy-%e2%80%a6/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Emocje i haiku</title>
		<link>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/emocje-i-haiku/</link>
		<comments>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/emocje-i-haiku/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Jun 2010 08:46:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Przemek</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Ogólne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.econlp.com/blog/?p=230</guid>
		<description><![CDATA[Dziś zapraszam wszystkich zainteresowanych emocjami do wysiłku intelektualnego. W moim poprzednim wpisie Patrząc na burzę proponowałem metodę nieoceniającego obserwowania własnych emocji. Teraz proponuje pójść krok dalej. Wybierz sobie jedną z zauważonych emocji, zastanów się &#8220;O czym mi mówi ta obserwacja?&#8221; a następnie spróbuj streścić to co pojawia się w Twojej głowie w formie starojapońskiej formy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dziś zapraszam wszystkich zainteresowanych emocjami do wysiłku intelektualnego. W moim poprzednim wpisie <a href="http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/05/patrzac-na-burze/">Patrząc na burzę</a> proponowałem metodę nieoceniającego obserwowania własnych emocji. Teraz proponuje pójść krok dalej. Wybierz sobie jedną z zauważonych emocji, zastanów się<em> &#8220;O czym mi mówi ta obserwacja?&#8221;</em> a następnie spróbuj streścić to co pojawia się w Twojej głowie w formie starojapońskiej formy poetyckiej jaką jest HAIKU.</p>
<p>Dla przypomnienia podaję definicję haiku za <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Haiku" target="_blank" onclick="urchinTracker('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Haiku?referer=');">Wikipedią</a>.</p>
<p>No i na zachętę moja próbka. Obraz, który widziałem (jest to wbrew pozorom zachód słońca) i moja refleksja.</p>
<p style="text-align: center;"><img src="http://wd1.photoblog.pl/lvp1/201005/FE/67063990.jpg" alt="haiku" /></p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: center;"><em>punkt wobec nieba</em></p>
<p style="text-align: center;"><em>kreska na horyzoncie</em></p>
<p style="text-align: center;"><em>oddycha gwiazda</em></p>
<p style="text-align: center;">
<p style="text-align: center;"><em>&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230; </em></p>
<p style="text-align: left;">
<p style="text-align: left;"><strong>UWAGA! </strong>Wśród osób, które nadeślą na adres przemek[at]econlp.com swoje &#8220;haikowe&#8221; próby wylosujemy jedną, która otrzyma wybraną przez siebie książkę z pośród wydanych przez <a href="http://www.pinlp.pl/" onclick="urchinTracker('/outgoing/www.pinlp.pl/?referer=');">Wydawnictwo PINLP </a>. Czekamy do następnego poniedziałku <img src='http://www.econlp.com/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: left;">Na początek warto zacząć od uczuć, które są &#8220;milsze&#8221; w przeżywaniu - niemiłe, gwałtowne i &#8220;trudne&#8221; lepiej zostawić sobie na deser <img src='http://www.econlp.com/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p style="text-align: left;"><strong>Natchnienia życzę!</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/emocje-i-haiku/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>POLITYKA, MEDIA I „RZECZYWISTOŚĆ” cz. 1  Wprowadzenie</title>
		<link>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/05/polityka-media-i-%e2%80%9erzeczywistosc%e2%80%9d-cz-1-wprowadzenie/</link>
		<comments>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/05/polityka-media-i-%e2%80%9erzeczywistosc%e2%80%9d-cz-1-wprowadzenie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 31 May 2010 10:47:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Benedykt Peczko</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Ogólne]]></category>

		<category><![CDATA[Praktyk NLP]]></category>

		<category><![CDATA[Dodaj nowy tag]]></category>

		<category><![CDATA[dziennikarstwo]]></category>

		<category><![CDATA[konstruowanie rzeczywistości]]></category>

		<category><![CDATA[media]]></category>

		<category><![CDATA[meta-model]]></category>

		<category><![CDATA[modelowanie społeczne]]></category>

		<category><![CDATA[neuro-marketing]]></category>

		<category><![CDATA[polityka]]></category>

		<category><![CDATA[wolność myśli]]></category>

		<category><![CDATA[wywieranie wpływu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.econlp.com/blog/?p=218</guid>
		<description><![CDATA[Dysponując wiedzą i metodami NLP, potrafimy wystarczająco dużo, aby zachować dystans i niezależne myślenie w stosunku do "medialnej wersji rzeczywistości". Media coraz bardziej profesjonalnie kształtują opinie i emocje odbiorców, stosując techniki wpływu, o jakich przeciętny obywatel nie ma pojęcia. Analizując strukturę tego przekazu, odkrywamy tam mnóstwo narzędzi NLP, hipnozy i innych metod psychologii stosowanej, a nawet neurofizjologii. W efekcie odbiorcy otrzymują specjalnie przetworzony materiał, który wpływa na kierunek ich myślenia i emocji, a w konsekwencji na ich wybory i działania. "Orwell przewraca się w grobie", jak głosi tytuł jednego z filmów dokumentalnych wyemitowanych przez kanał Planette. Jako adepci NLP możemy nie tylko stosować je np. dla poprawy komunikacji, ale także w celu chronienia siebie przed propagandowym wpływem z zewnątrz.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy dysponujemy wiedzą NLP i rozwinęliśmy choćby podstawowe umiejętności, jakich ono dostarcza, to warto stosować je następnie we wszelkich dziedzinach naszego życia. Jedną z nich jest system społeczny, w jakim żyjemy, i który nieustannie wywiera na nas wpływ. Jesteśmy zanurzeni w tym środowisku i szybko się przyzwyczajamy do panujących w nim warunków. Mechanizm przystosowania powoduje, że nasze środowisko i działania składających się na nie osób, instytucji i organizacji, w tym środków masowego przekazu oraz sposobów, w jakie one na nas oddziałują, traktujemy jako zupełnie naturalne elementy życia codziennego. Wpływ tego środowiska jest przeogromny. Kształtuje ono naszą ogólną mapę świata, a także mapy poszczególnych sytuacji i zdarzeń. Często czyni to celowo i w sposób zaplanowany. Chciałoby się powiedzieć – profesjonalny. Ma to oczywiście służyć realizacji pozytywnych intencji autorów tego wpływu. Jest to zupełnie zrozumiałe z punktu widzenia NLP. Tylko, czy aby sposoby realizowania tych pozytywnych intencji zawsze są ekologiczne? Czy respektują odmienność, indywidualność, potrzeby, systemy wartości czy godność nas jako jednostek?</p>
<p>Już od dłuższego czasu przykuwa moją uwagę, w jaki sposób i w jak szerokim zakresie stosowane są przez media narzędzia komunikacji (w tym hipnotycznej), które kiedyś znane i dostępne były przede wszystkim profesjonalistom różnych dziedzin pomagania. Dzisiaj żadne standardy czy kodeksy obowiązujące psychologów, psychoterapeutów, a nawet neuropsychologów i innych specjalistów nie są w stanie powstrzymać powszechnego przejmowania przez  politykę i biznes zaawansowanej wiedzy i metodologii np. z zakresu komunikacji, motywacji, podejmowania decyzji, wspomnianej już hipnozy itd. Co więcej, niektóre badania z tych dziedzin są wręcz zlecane uczelniom (np. Uniwersytetowi Kalifornijskiemu w Los Angeles – UKLA) lub innym placówkom badawczym np. przez polityków czy biznes, jak ma to miejsce w przypadku tzw. „neuro-marketingu”. Jego głównym zadaniem jest – w uproszczeniu – poszukiwanie tego „guzika” w mózgu, którego „przyciśnięcie” będzie powodowało automatyczną reakcję w postaci dokonania zakupu danego produktu (także wtedy, gdy tym produktem jest kandydat w wyborach). Chodzi o określenie takich bodźców (opakowanie, zestaw kolorów, zapachów, kształtów, tło, itd.), wobec których klient nie może się oprzeć, a jego ręka sama wyciąga się po towar. Służą temu m.in. najnowsze odkrycia naukowe.<br />
Intensywne badania obejmują m.in. emisyjną tomografię pozytonową (PET) i funkcjonalny rezonans magnetyczny (fMRI). Obie metody sprawdzają aktywność poszczególnych ośrodków mózgu np. podczas emisji spotu przedwyborczego, albo reklamy komercyjnej. Zwróćmy uwagę na to, że speców od politycznego PR interesuje głównie „opakowanie”, zewnętrzny wizerunek i hasła, które powodują, że obywatele dokonują wyboru na poziomie starszych ewolucyjnie i niepodlegających bezpośredniej kontroli obszarów mózgu. W centrum zainteresowania jest m.in. ciało migdałowate, odpowiedzialne za reakcje na zagrożenie i uczucie lęku – bardzo pierwotne i ważne dla przetrwania. Chodzi o to, aby obywatele dokonywali mimowolnego wyboru, zanim uruchomi się ich szara kora mózgowa, odpowiedzialna za racjonalne myślenie (Tiertney J., „Prześwietlić mózg wyborcy”, Forum, 5-11.07.2004, s. 54-56). Potem oczywiście wyborcy mogą sobie dowolnie racjonalizować dokonany wybór. Tym samym programy polityczne, czy rzeczywiste wartości (lub ich brak), reprezentowane przez polityków i całe partie schodzą na dalszy plan lub są fasadowym dodatkiem do wizerunkowej siły wpływu. „Charyzma” zaczyna mieć wówczas charakter głównie zewnętrzny i jest dziełem pracy sztabu specjalistów zajmujących się psycho-fizjologią percepcji, podejmowania decyzji, emocji itd. Nic więc dziwnego, że nasz rodzimy „speed doctor”, Piotr Tymochowicz oznajmił kiedyś, że „wszystko jedno, czy sprzedaje się tabletki Corega Tabs do czyszczenia protez zębowych, czy wizerunek polityka, bo w gruncie rzeczy chodzi o opakowanie”. A jakie znaczenie w tym podejściu ma to, co faktycznie reprezentuje sobą dany kandydat? „Specjaliści” raczej nie tracą czasu na zadawanie takich uciążliwych pytań, bo „klient nasz pan, a czas to pieniądz”.<br />
A tak przy okazji, podobna walka toczy się o konsumentów, dlatego w USA powstały specjalistyczne ośrodki, zajmujące się neuromarketingiem. Do najstarszych w USA należą Brighthouse Institute of Thought Science i Mind Marketing Laboratory. Ich szczytne cele obejmują m.in. odpowiedź na pytanie, dlaczego konsumenci w większości przypadków wybierają coca-colę, a nie pepsi? W Wielkiej Brytanii technologię fMRS sprzedano m.in. koncernom Unilever i McDonald&#8217;s. Z kolei Lockheed Martin, zleceniobiorca resortu obrony USA ma badać zastosowanie skanowania mózgu na odległość, co pozwoli na zdalny wgląd w to, co dzieje się w głowach ludzi, bez ich wiedzy i zgody. Technologia tego rodzaju rozwija się w bardzo szybkim tempie (Chris   Gourlay, Psychic Computer Shows Your Thoughts on Screen,Global Research, 10.11.2009,   <a href="http://www.globalresearch.ca/index.php?context=va&amp;aid=16006" onclick="urchinTracker('/outgoing/www.globalresearch.ca/index.php?context=va_amp_aid=16006&amp;referer=');">http://www.globalresearch.ca/index.php?context=va&amp;aid=16006</a>).   Badania tego typu są dosyć kosztowne, bo drogie też jest wynajęcie PET i fMRS. Np. jedno badanie z udziałem 30 ochotników przeprowadzone przez Brighthouse kosztowało 250 000 $. Ale cóż to jest w porównaniu z ceną wiedzy nt. tego, jak przy pomocy odpowiedniej reklamy i designu produktu/usługi omijać świadomą kontrolę i racjonalną ocenę sytuacji u konsumentów. Skłonienie ich do tego, by odruchowo kupowali oraz aby w dodatku<strong> uwierzyli</strong>, że potrzebują tego, co kupili, niezależnie od tego, czy jest tak rzeczywiście, czy nie – to przecież marzenie większości producentów, usługodawców i handlowców. Więc będą gotowi zapłacić „specom” ile tamci zażądają (Burne J., „Pokaż kotku, co masz w środku”, Forum, 5-11.07.2004, s. 56-58).</p>
<p>Szczególną rolę w tworzeniu obrazu świata w ogóle, a także pojedynczych zdarzeń, sytuacji, stosunków społecznych czy osób odgrywają dziś media. Stanowią one wyjątkową siłę oddziaływania, na którą zwracał uwagę już Albert Bandura, od którego NLP przejęło, rozwinęło i zoperacjonalizowało ideę modelowania. Zdaniem Bandury wiele dawnych źródeł modelowania społecznego (rodzice, nauczyciele, autorytety plemienne, autentyczni bohaterowie itp.) zostało obecnie zastąpionych właśnie przez media, szczególnie przez telewizję. Tak więc, idąc za myślą Bandury, modelowanie bezpośrednie zostało w znacznym stopniu zastąpione przez modelowanie symboliczne. Widzowie, słuchacze i czytelnicy (zwłaszcza młodzi) dziś są skłonni w większym stopniu wzorować się np. na promowanych kreacjach uczestników tzw. „reality show” (choć z „reality&#8221; nie mają one wiele wspólnego; polecam doskonały film „Show” z C. Pazurą w roli głównej). A także na aktorach widzianych przez pryzmat ich medialnego wizerunku oraz innych idolach i celebrytach wszelkiej maści.</p>
<p>Obecnie często określa się media mianem „czwartej władzy”. Obok ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Są jednak i tacy, którzy uważają, że jest to „pierwsza władza”, od której zależą losy polityki i polityków, biznesu i biznesmenów, a często także innych osób. Z jednej strony media zależą od poparcia polityków, od zaangażowania biznesu, a z drugiej – same wywierają wpływ na te sfery, pozytywny lub negatywny („czarny PR” lub PR &#8220;idealizujący&#8221;). Z jednej strony, jak to się czasem określa, są propagandową „tubą” polityków, dominujących ideologów, wszelkiego rodzaju lobby itd. Z drugiej – same lansują preferowane przez siebie poglądy polityczne i wywierają naciski na sferę polityczną, kształtują ją także w opinii publicznej. Z jednej strony media czerpią niewyobrażalne dla przeciętnego obywatela profity od reklamodawców, z drugiej – same są dziedziną biznesu i kierują się jego regułami. W kapitalizmie to zupełnie zrozumiałe. Chodzi tylko o zachowanie odpowiednich proporcji, a niestety dbałość o zyski wydaje się nader często przeważać w mediach nad poziomem programów i tekstów oraz ich rzetelnością.  Chyba trudno znaleźć inną branżę, która byłaby tak jak media i w tak dużej skali uwikłana w konflikty interesów (może poza farmacją, biotechnologią, a ostatnio także klimatologią). W tym także konflikty pomiędzy misją społeczną, jaką media są z definicji zobowiązane pełnić wobec ich odbiorców (uczciwe i rzetelne informowanie społeczeństwa o różnorakich aspektach sytuacji w kraju i na świecie), a korzyściami materialnymi, „presją rynku”, przychylnością polityków, stopniem oglądalności, tzw. „poprawnością polityczną” itd.<br />
Kierując się „regułami rynku” i swoim programem ideologicznym, główne media praktycznie przestają pełnić funkcję kulturotwórczą i informacyjną. Często, niestety, tworzą antywzorce i antykulturę oraz służą dezinformacji. Oglądalność, a więc sprzedaż i zyski dominują nad zawartością merytoryczną tekstów i programów. Jak to określił jeden z dziennikarzy upadłego przed laty czasopisma „Ozon” w rozmowie prywatnej ze mną: „Lepiej sprzedają się teksty agresywne, więc redakcja preferuje je i taka jest jej polityka. Ja dostarczam materiały, ale redakcja opracowuje je tak, aby pasowały do przyjętej polityki”. Nasza rozmowa dotyczyła paszkwilu nt. NLP opublikowanego w tym piśmie, w którym niestety została także wykorzystana jedna moja wypowiedź wyjęta z kontekstu –w celu potwierdzenia założeń przyjętych przez redakcję. Drobny epizod. Jednak ten przykład (zresztą jeden z wielu w naszych kontaktach z mediami) dobrze streszcza ogólnie przyjęty styl uprawiania dziennikarstwa i funkcjonowania mediów. „Wszystko na sprzedaż”, jak głosi tytuł słynnego filmu. Także etyka, sumienie i odpowiedzialność, jeśli tylko przyciągnie się odbiorców, odpowiednio dużo się na tym zarobi i zyska poklask rządzących, sponsorów, reklamodawców i innych wpływowych środowisk. Tego rodzaju współzależności mediów z polityką i biznesem sprawiają, że hasło „niezależne media”, szczególnie w odniesieniu do ich głównego, prominentnego nurtu, nie ma obecnie żadnego pokrycia w realiach.</p>
<p>Dlaczego media nazywane są niekiedy „pierwszą władzą”? Bo<strong> po pierwsze</strong> w przeciwieństwie do rządu ich władze nie są wybierane demokratycznie. Są mianowane przez tych, którzy posiadają władzę (media publiczne) lub mianują się same (media prywatne) i w ten sposób zdobywają władzę.<br />
<strong>Po drugie</strong>, szczególnie media prywatne nie podlegają żadnej kontroli społecznej, lecz z kolei usiłują taką kontrolę narzucać społeczeństwu, a środki mają ogromne. Dla przykładu można przytoczyć „imperium” medialne Ruperta Murdocha, który skupia w swoim ręku tak wiele kanałów telewizyjnych, prasowych, wytwórni filmowych itd., że uchodzi wręcz za największego potentata tej branży. Co to oznacza dla merytoryki? Ano to, że wszystkie należące do niego media, w różnych krajach i na różnych kontynentach, realizują konsekwentnie ideologię narzuconą przez właściciela. Murdoch jest zatwardziałym republikaninem, reprezentującym najbardziej konserwatywną frakcję. Poprzez wszechstronne poparcie dla George’a W. Busha znacząco przyczynił się do umacniania pozycji tegoż prezydenta, w tym także do jego reelekcji. Media Murdocha intensywnie propagowały także wojnę przeciwko Afganistanowi i Irakowi, urabiając opinię publiczną. To olbrzymia władza. (Z łatwością możemy znaleźć analogie do polskich „magnatów” medialnych, którzy również dzięki rozległym i głębokim powiązaniom ze światem polityki i biznesu, w skali kraju mają gigantyczny wpływ na opinię społeczną, z czego obywatele najczęściej nie zdają sobie sprawy).<br />
Ale w kwestiach etyki biznesu Murdoch nie jest już tak konserwatywny. Wielokrotnie bowiem stosując nieuczciwe metody, z premedytacją i w sposób pozbawiony najmniejszych skrupułów doprowadzał do upadku i/lub do przejęcia mediów konkurencji, a nawet swoich partnerów. Poziom cenzury w jego mediach, jaki opisują pracujący dla niego w przeszłości dziennikarze jest podobny do najbardziej totalitarnych systemów. A konsekwencje dla odbiorców? Dla kraju? Dla świata? Każdy może sam sobie na to odpowiedzieć. I taki oto człowiek oraz armia starannie wyselekcjonowanych, poddańczo uległych dziennikarzy skupia w swoich rękach m.in. gazety The Sun, New York Post, The Times, Daily News, stacje telewizyjne British Sky, wytwórnie filmowe Metromedia, Sky Channel, Twentieth Century Fox Film Corporation i inne. Poprzez swoje imperium Murdoch kontroluje wiele znanych kanałów, jak Fox News, Fox Life, National Geografic i wiele innych.<br />
<strong>Po trzecie</strong> media dostarczają bardzo starannie przygotowanych konstruktów, map, które przeciętni ludzie traktują jak rzeczywistość. Np. każdy materiał filmowy dostarcza swego rodzaju synestezji, nakłada na siebie bodźce różnych zmysłów, które tworzą zlepki systemów reprezentacji, nieświadomie traktowane przez odbiorców jako rzeczywistość. Jak wiemy z NLP (i nie tylko), odbiorca tworzy wewnętrzne reprezentacje tego, co widzi, słyszy lub o czym choćby czyta. W przeciwnym razie nie mógłby rozumieć komunikatów. Z kolei organizm reaguje na te reprezentacje tak, jak reaguje na zdarzenia, których jest się faktycznym uczestnikiem lub obserwatorem, których doświadcza się fizycznie. Media dostarczają gotowych, wielozmysłowych, silnie absorbujących reprezentacji, które tworzą wybiórcze, zamierzone przez autorów skojarzenia i emocje. Dlatego media to „władcy umysłów”, którzy perfekcyjnie kreują własne wersje „faktów”. Jak wiemy, „fakty medialne” żyją swoim własnym życiem, niezależnie od późniejszych „twardych” weryfikacji. W ten sposób media sprawują „rząd dusz” do realizacji celów własnych i swoich popleczników. Czynią to w sposób bezwzględny, choć uznany za &#8220;naturalny&#8221; w tej branży.</p>
<p>Nic więc dziwnego, że słowu „media” tak często towarzyszy drugie – „manipulacja”. Nawiasem mówiąc, to absurdalna sytuacja, gdy np. manipulujące na lewo i prawo media oskarżają o manipulację NLP i oburzają się na nie „w imię dobra obywateli”.<br />
Wielu znajomych dziennikarzy zwraca uwagę na przemiany, jakie dokonały się w ich branży na przestrzeni lat. Stopniowo zaczęło zanikać dziennikarstwo „faktu”. Media dostarczają coraz mniej informacji bezstronnych, po prostu relacjonujących wydarzenia. Zamiast tego obywatele są karmieni <strong>opiniami</strong> nt. tych zdarzeń. Zamiast opisów dostajemy spreparowane po myśli decydentów medialnych interpretacje, komentarze, oceny, wszelkiego rodzaju przeróbki. Np. zamiast dosłownej wypowiedzi danego polityka, umieszczonej w stosownym kontekście tematycznym i sytuacyjnym, możemy znaleźć „wyjaśnienia” dziennikarza, co ten ktoś „powiedział”. Albo wypowiedź innego polityka na temat wypowiedzi tamtego, itd. Plus ocenę - &#8220;jaki wspaniały&#8221;, albo &#8220;jaki be&#8221;.  Plus &#8220;racjonalne&#8221; uzasadnienie, argumenty itd. Jakby odbiorca zupełnie nie był w stanie wyrobić sobie samodzielnej opinii na dany temat, jakby był niedorozwinięty umysłowo i trzeba mu było wykonać bezpośrednią kroplówkę z &#8220;odpowiednio&#8221; przetworzonych wiadomości.</p>
<p>Wygląda na to, że media dążą do tego, abyśmy rozumieli np. wypowiedź X tak, jak chcą one same (i ich poplecznicy). W NLP taki zabieg określa się mianem „przeformułowania znaczenia” (meaning reframing). Tylko, że w profesjonalnym NLP stosuje się tę metodę w celu uelastycznienia myślenia, oderwania się od fiksacji na problemie i skierowania uwagi na możliwe rozwiązania itd. Natomiast media służą swoim własnym celom. Jeśli odbiorcy dosłownie przyjmują taki przekaz – a tak się dzieje w wielu przypadkach – i na jego podstawie tworzą swoje reprezentacje zmysłowe, a także przekonania, to natychmiast dołączają do tego odpowiednio ukierunkowane emocje. W efekcie nie tylko pojedyncze opinie, ale także bardziej całościowe nastawienia są w ten sposób przez media sprawnie urabiane. W NLP wiemy, że raz ukształtowane przekonanie, ma tendencję do potwierdzania i podtrzymywania samego siebie. Zaczyna pełnić rolę filtru percepcyjnego, który określa charakter selektywności naszego spostrzegania i myślenia, a w efekcie także podejmowania decyzji i działań (jak np. podczas wyborów, referendów, zakupów itp.). Przekonania zapewniają m.in. poczucie orientacji w świecie, a przez to zwiększają także poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Dlatego weryfikacja swoich przekonań rodzi dyskomfort, a nawet poczucie zagrożenia. Dlatego tak trudno tego dokonać, także w przypadku przekonań ograniczających, bo również one - paradoksalnie - generują przeświadczenie o tym, że &#8220;wiemy, jak się sprawy mają, choćby miały się źle&#8221;. Specjaliści zatrudniani przez media doskonale o tym wiedzą i potrafią to wykorzystać.</p>
<p>Tu należy się hołd wszystkim dziennikarzom, którzy często mimo presji środowiska pełnią swoją misję sumiennie, często z narażeniem swojej kariery, a nawet życia. Tym, którzy nie ulegają politycznemu, biznesowemu i medialnemu lobby; którzy wbrew dziennikarskiemu owczemu pędowi i służalczości, pozostają wierni swoim wartościom i starają się informować społeczeństwo o tym, co przez ich kolegów po fachu jest traktowane jako temat tabu. Można przytoczyć choćby przykład polskich dziennikarzy śledczych, którzy ujawnili aferę „łowców skór” w pogotowiu łódzkim. Czy dziennikarzy amerykańskich i meksykańskich tropiących tajemnicę masowych mordów młodych kobiet w mieście Juarez (ok. 2 lata temu ich liczba była szacowana przez lokalne media na 5 000). I to wbrew represjom ze strony władz USA i Meksyku (polecam oparty na faktach film „Miasto śmierci” z J. Lopez i A. Banderasem w rolach głównych). Czy Annę Politkowską, która bezpardonowo odsłaniała kulisy wojny Rosji przeciw Czeczenii, co przypłaciła życiem (tylko za rządów W. Putina w Rosji „nieznani sprawcy” zamordowali już kilkudziesięciu „niepokornych” żurnalistów – zob. np. <a href="http://www.ithink.pl/artykuly/hyde-park/moim-zdaniem/media-i-demokracja-po-rosyjsku" onclick="urchinTracker('/outgoing/www.ithink.pl/artykuly/hyde-park/moim-zdaniem/media-i-demokracja-po-rosyjsku?referer=');">http://www.ithink.pl/artykuly/hyde-park/moim-zdaniem/media-i-demokracja-po-rosyjsku/</a>). Czy dziennikarzy, którzy po prostu na co dzień sumiennie wykonują swoją pracę, lecz to nie oni zazwyczaj są „w świetle reflektorów”, ponieważ tam miejsca zajęte są przez „dyżurne medialne ikony”. Takich przykładów jest wiele, lecz mimo to są one jak „rodzynki” w tym medialnym zakalcu, którym jesteśmy karmieni na co dzień.</p>
<p>Dlatego jest ważne, abyśmy pamiętali o tym wszystkim, gdy włączamy telewizor czy radio, albo gdy czytamy gazety. Oczywiście, jeśli zależy nam na zachowaniu wolności myśli i możliwie maksymalnej bezstronności. Korzystając z wiedzy i narzędzi NLP możemy np. zadbać wtedy o dysocjację, jeśli trzeba, to podwójną, a nawet wielokrotną. Nie jest to takie łatwe, bo media „grają” na emocjach i wartościach, a wykorzystując współczesną wiedzę o człowieku, potrafią multimedialnie „wciągać” widzów, słuchaczy i czytelników w serwowane przez siebie treści. Ale właśnie z tego powodu tak ważne jest utrzymanie metapozycji w stosunku do medialnego matrixu, w którym bezkrytycznie jest zanurzonych tak wielu obywateli.<br />
Pomocne jest także porównywanie ze sobą doniesień na ten sam temat w różnych stacjach lub gazetach, najlepiej opozycyjnych w stosunku do siebie. Pomocny jest w tym także Internet, w którym oprócz głównych mediów wypowiadają się także obszernie bardziej niezależne źródła. Dzięki temu widać wyraźnie, jak różnią się ich preferencje, sympatie i antypatie oraz jak łatwo i na jak różne sposoby konstruuje się „rzeczywistość”. Z tego punktu widzenia pluralizm medialny jest szczególnie cenny, włączając w to najbardziej wyśmiewane i deprecjonowane stacje i pisma. Ponieważ skutecznie zapobiega on powstaniu ujednoliconej „papki medialnej”, jak w przypadku wspomnianej korporacji Murdocha. Albo nie tak znowu odległych czasów PRL-u.<br />
Warto też analizować zakłócenia meta-modelu, wszechobecne w mediach. A jak wiemy, owe zakłócenia, to z kolei wzorce modelu Miltona, czyli komunikacji pogłębiającej trans hipnotyczny i przekazującej sugestie hipnotyczne. Ani na chwilę nie możemy o tym zapominać, jeśli chcemy utrzymać krytyczny, trzeźwy stosunek do zalewu tzw. „informacji” płynących z mediów.<br />
Warto też w takich sytuacjach za każdym razem tropić założenia – jawne i ukryte – które stoją za daną opinią, komentarzem, czy innym materiałem dziennikarskim. Pamiętajmy, że w większości przypadków dziennikarze i redakcje więcej przekazują informacji o sobie (swoich preferowanych mapach i dążeniach), niż o „relacjonowanych” zdarzeniach. Ale aby to widzieć, potrzebna jest właśnie metapozycja. Możemy też zadawać sobie pytania o cele przekazu, intencje, stan wewnętrzny nadawców itd. Oraz komu przynoszą one korzyści? A także, jakie znane nam techniki wykorzystywane są przez media? Przeformułowania i inne metody modyfikacji przekonań? Kotwiczenie? Technikę przerwanego wzorca? Przeciążanie świadomości? Operowanie submodalnościami? Tak, te oraz wiele więcej.</p>
<p>W następnych częściach zajmę się konkretnymi przykładami dokonywanej z punktu widzenia NLP analizy obecnych w polityce i mediach sposobów wywierania wpływu. Będę się starał przynajmniej częściowo odsłaniać to, co zwykle pozostaje przed odbiorcami zakryte. Przy okazji, to doskonałe ćwiczenie się w stosowaniu NLP. A ponieważ przekazy medialne są wszechobecne, to nieustannie też możemy trenować.</p>
<p>Benedykt Krzysztof Peczko</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent: 27pt; text-align: left;">Pozostałe części cyklu:</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent: 27pt; text-align: left;"><a href="http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/06/polityka-media-i-%E2%80%9Erzeczywistosc%E2%80%9D-cz-2/" target="_self">POLITYKA, MEDIA I „RZECZYWISTOŚĆ” cz. 2</a>;</p>
<p class="MsoNormal" style="text-indent: 27pt; text-align: left;"><a href="http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/07/polityka-media-i-%E2%80%9Erzeczywistosc%E2%80%9D-cz-3/" target="_self">POLITYKA, MEDIA I „RZECZYWISTOŚĆ” cz. 3</a>;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.econlp.com/blog/index.php/2010/05/polityka-media-i-%e2%80%9erzeczywistosc%e2%80%9d-cz-1-wprowadzenie/feed/</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>
