Archiwum kategorii ‘Blog NLP’

“STEREO-TYPY” DLA PRACUJĄCYCH KOBIET

Niedziela, kwiecień 25th, 2010

W trakcie swobodnej rozmowy z kolegą z pracy usłyszałam kilka dni temu, że w czasie studiów spotykał się niekiedy z opiniami w stylu: „Ty tego nie zrozumiesz, bo nie jesteś kobietą!”, na co odpowiadał ze zdziwieniem: „A cóż to za argument?”
No właśnie! Czy to rzeczowy argument, czy ograniczające przekonanie?
Wczoraj, z kolei, dowiedziałam się z relacji w TV, że „kobiety w USA są coraz lepiej wykształcone, a mimo to wciąż ich zarobki stanowią równowartość ok. 80% zarobków mężczyzn na tych samych stanowiskach i z podobnymi kwalifikacjami i wykształceniem.”
Przypomniałam też sobie, że chyba niezupełnie przypadkowo (kolejne przekonanie?) zostałam jakiś czas temu poproszona o odpowiedź na pytanie: „Czy kobietom jest trudniej w świecie biznesu?”
Jak odpowiedzieć rzeczowo? Unikając posądzenia o wyznawanie poglądów feministycznych, lub patriarchalnych, albo – jeszcze „lepiej” seksistowskich…

To, że przekonania wpływają na nasze życie, wybory, preferencje jest ogólnie znane i nie ma co z tym dyskutować. Jednak trudniej się robi – i co tu dużo mówić – bardziej nerwowo, kiedy mamy świadomość, że niektóre przekonania, czy stereotypy będą wpływać na to czy dostaniemy pracę, czy też nie, a powodem tego będzie… nasza płeć, rola matki, czy stan cywilny. W końcu nie dostajemy zniżek na płatnych studiach, czy szkoleniach podnoszących nasze kwalifikacje z tego tylko względu, że jako kobiety mamy mniejsze szanse na zatrudnienie, gdzie wykorzystamy zdobyte – nawet na „piątkę” – umiejętności i wiedzę.

Zanim więc pozwolimy, by przekonania – właściwe dla prezentowanej płci i stanowiska – zapanowały nad naszymi umysłami, możemy spojrzeć Z TRZECH POZYCJI PERCEPCJI, na wyniki badań przeprowadzonych w ramach projektu „Mama w pracy – społeczne uwarunkowania powrotu kobiet na rynek pracy po przerwie związanej z wychowywaniem dzieci”, zrealizowanych przez firmę HRP i socjologów Uniwersytetu Łódzkiego.

Perspektywa własna – PIERWSZA POZYCJA:

Ogólnie mówiąc, praca zawodowa ma istotne znaczenie w życiu kobiet z powodów: ekonomicznych, społecznych i psychologicznych.

Wymiar ekonomiczny

- praca zawodowa jest źródłem utrzymania i podstawą niezależności materialnej, co daje np. poczucie bezpieczeństwa i pozytywne nastawienie do przyszłości;
- pieniądze zarabiane przez kobiety są niezbędnym i istotnym wkładem w utrzymanie rodziny.

Wymiar społeczny

- praca zawodowa i związana z nią aktywność mają pozytywny wpływ na zachowanie tak zwanego komfortu psychicznego i równowagi emocjonalnej;
- dla niektórych uczestniczek badania to forma odpoczynku i możliwości oderwania się od obowiązków domowych czy rodzinnych problemów;
- kobiety pracujące przyznają, że dzięki pracy zawodowej lepiej organizują swój czas, ucząc się łączyć obowiązki rodzinne z zawodowymi, a ponadto czują się bardziej doceniane przez otoczenie i partnerów życiowych;
- kobiety zwracają też uwagę na to, że sytuacja, gdy oboje partnerzy są aktywni zawodowo, sprzyja podziałowi obowiązków domowych.
- ponadto część badanych uważa, że praca zawodowa bardzo motywuje do codziennego dbania o siebie, co dodatkowo wpływa na poczucie społecznej akceptacji.

Wymiar psychologiczny

- praca zawodowa ma pozytywny wpływ na samopoczucie;
- zapewnia m.in. możliwość rozwoju osobistego, awansu zawodowego, odczuwanie przyjemności z pracy czy naukę nowych umiejętności;
- umożliwia sprawdzenie się w nowych rolach, wykazywania się wiedzą i umiejętnościami, których nie wykorzystują w domu i podczas opieki nad dzieckiem;
- praca poza domem pomaga w zachowaniu dystansu do siebie i drobnych zdarzeń, oraz rozwoju intelektualnego;
- jest nie tylko źródłem nowej wiedzy, ale, jak się okazuje, źródłem osobistej satysfakcji.

Perspektywa pracodawcy - POZYCJA DRUGA:

Pracodawcy i specjaliści ds. rekrutacji, eksperci rynku pracy wymieniali różne pozytywne, jak również negatywne cechy kobiet jako pracowników oraz zalety i wady pracownic, które są matkami.

Zalety pracownic matek

- większa odpowiedzialność za wykonywaną pracę, sumienność i lojalność wobec firmy; matkom zależy, by utrzymać rodzinę, dlatego najważniejsza jest dla nich stabilność i pewność zatrudnienia oraz stały dochód;
- szanują i dbają o swoje miejsce pracy, aby udowodnić pracodawcy, że macierzyństwo nie jest przeszkodą w wykonywaniu obowiązków zawodowych;
- potrafią być bardzo pomysłowe i twórczo rozwiązywać problemy;
- staranniej rozplanowują pracę, by nie zostawać po godzinach, wyjść punktualnie, by odebrać dziecko ze żłobka lub przedszkola.
- pojawiają się też opinie, że pracujące matki lepiej radzą sobie ze stresem, w trudnych sytuacjach wykazują się opanowaniem, są spokojne i cierpliwe;
- nabierają dystansu do spraw zawodowych, co jest związane z umiejętnością łączenia wielu obowiązków, a także oddzielania od siebie życia rodzinnego i zawodowego;
- pracujące matki są bardziej wyrozumiałe i skłonne do empatii oraz lepiej radzą sobie na stanowiskach kierowniczych.

Mankamenty kobiet matek

- sprawy zawodowe przestają być dla nich priorytetem, bo najważniejsze jest dobro dziecka i rodziny. To zdaniem pracodawców może prowadzić do gorszego wykonywania przez nie obowiązków zawodowych, mniejszego zaangażowania w pracę i częstej absencji.

Perspektywa obserwatora i wyniki badania - POZYCJA TRZECIA:

Wyniki badań pokazują, że praca zawodowa odgrywa bardzo ważną rolę w życiu badanych kobiet. Niewiele z nich jest w stanie wyobrazić sobie życie bez aktywności zawodowej, nawet gdy zawiesiły ją na dłuższy czas na rzecz opieki nad dziećmi. Obok oczywistego znaczenia aspektu finansowego i materialnego, istotny jest kontakt z innymi ludźmi, nawiązywanie znajomości oraz rozwój osobisty, komfort psychiczny, lepsze samopoczucie, wyższa samoocena, pewność siebie.
Jak się okazuje, pracodawcy wskazują wiele pozytywnych cech kobiet mających znaczenie w pracy zawodowej. W wielu przypadkach sprawdzają się one, ich zdaniem, lepiej niż mężczyźni. Mimo że w opinii i ekspertów, i badanych kobiet macierzyństwo może być traktowane jako atut w pracy zawodowej, to rzeczywistość pokazuje, że bycie matką nie tylko nie poprawia, lecz pogarsza pozycję kobiet na rynku pracy. Silnie zakorzeniony, niekorzystny i stereotypowy wizerunek kobiet mających dzieci, które są często nieobecne w pracy i gorzej pracują, jest największym dla nich obciążeniem. Okazuje się, że bycie matką nadal uniemożliwia znacznej części z nich zatrudnienie lub utrzymanie dotychczasowego stanowiska pracy.

A teraz, podsumowując – możemy rozpoznać niektóre przekonania, odnoszące się do tego dlaczego kobietom bywa trudniej odnaleźć się w świecie biznesu. Jeśli tak jest, to dlatego, że nad ich karierą nadal krąży widmo kilku stereotypów.

Jedne odnoszą się do zwyczajowej roli kobiety, jako żony i matki zajmującej się domem. Sugerują, że sprawy zawodowe przestają być dla nich priorytetem, bo najważniejsze jest dobro dzieci i rodziny. Efektem takiego założenia są nierzadkie pytania ze strony przyszłego pracodawcy o stan cywilny, plany macierzyńskie, czy wiek dzieci ewentualnej pracownicy. Według obiegowej opinii, rola matki może prowadzić do gorszego wykonywania obowiązków zawodowych, mniejszego zaangażowania w pracę i częstej absencji. Mężczyzna szukający pracy raczej nie musi obawiać się tak osobistych pytań. A jednak – wyniki badań pokazują, że podejście do pracy i sposób jej wykonywania zależą wyłącznie od indywidualnych cech charakteru pracownicy.
Kobiety po powrocie do pracy pracują równie efektywnie i w podobnym wymiarze godzin, co przed okresem macierzyństwa. Jak widać jeśli pełnienie roli matki prowadzi do znaczących zmian w jakości pracy kobiety to jedynie na plus. Kobiety starają się pokazać, że są nadal profesjonalne i oddane swojej pracy. Według opinii specjalistów HR, fakt zmiany hierarchii wartości i stawiania rodziny na pierwszym miejscu przed pracą wcale nie musi oznaczać zmiany nastawienia do pracy zawodowej i gorszego jej wykonywania. A ponieważ łączenie obowiązków zawodowych i rodzinnych wymaga pewnych umiejętności organizacyjnych, oraz dbałości o szczegóły, często jakość ich pracy wzrasta. Są dobrze zorganizowane, przedsiębiorcze i … często zbyt upodabniające się do mężczyzn.
A to już inny stereotyp, głoszący, że kobieta może osiągać sukces w biznesie jedynie wtedy, kiedy upodabnia się do mężczyzn. Równouprawnienie i cały związany z tym medialny szum, wpływa mocno na wizerunek współczesnej polskiej businesswoman. Podczas firmowych imprez, szkoleń, czy konferencji często zauważyć można jak bardzo męski jest wizerunek kobiet biznesu. Są silne, zdecydowane, zdeterminowane, pozbawione słabości. Przyodziane w ciemne garnitury i białe bluzki niemalże ukrywają swoją kobiecość.
Mimo wszystko wydaje się, że panie, które przyjmują męski system wartości mogą czuć się w nim nieco… nieswojo.
Warto, żeby wykształcone, przedsiębiorcze kobiety planujące karierę w biznesie – i nie tylko - pamiętały o właściwych sobie, kobiecych atutach. Oprócz wspomnianej wcześniej zdolności do dobrej organizacji i dbałości o szczegóły, posiadają też nieco inny niż męski sposób naturalnego reagowania w sytuacjach stresowych i konfliktowych. Zamiast walczyć o utrzymanie swojej pozycji i rywalizować za wszelką cenę, dążą do porozumienia. Dzięki zdolnościom do empatii dbają o dobre relacje z klientami i współpracownikami. A to sprawia, że coraz lepiej radzą sobie na stanowiskach kierowniczych.

Ewa Osóbka-Zielińska

Naukowe podstawy zmiany wspomnień

Poniedziałek, marzec 8th, 2010

Nawiązując tematycznie do wpisu Benka W sprawie naukowych podstaw NLP i wywiązując się z wcześniejszych moich zobowiązań (patrz PostScriptum#3 z postu  O pożytkach z systemów reprezentacji, odniosę się, podobnie jak Łukasz w swoim wpisie o przekonaniach, do artykułu z Rzeczpospolitej, tym razem zeszłorocznego ale wciąż aktualnego.
Tym razem w dziale “Nauka/Psychologia zachowania” Piotr Kościelniak w artykule, o wiele mówiącym tytule Zapomnieć o strachu (Rzeczpospolita 11.12.2009) przybliża badania prowadzone przez tak utytułowanych neuropsychologów, jak prof. Joseph LeDoux czy prof. Elizabeth Phelps nad możliwością zmieniania wspomnień. Dodajmy przykrych wspomnień. Na przykład strachu. A szczególnie strachu przed  niebieskimi kwadratami. Ale po kolei. Na początek krótki cytat z artykułu Piotra Kościelniaka:

– Z naszych badań wynika, że podczas tworzenia się wspomnień jest krótki okres, podczas którego można wybiórczo zmienić pamięć – mówi Daniela Schiller z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Nowego Jorku, gdzie prowadzono eksperymenty z udziałem ochotników. – To otwiera możliwości leczenia stresu pourazowego.
– Wcześniejsze próby wymazywania czy zmieniania nieprzyjemnych wspomnień bazowały na stosowaniu farmaceutyków. Takie inwazyjne techniki są naszym zdaniem niepotrzebne. Używając naturalnych metod i wykorzystując wiedzę o procesie zapamiętywania, możemy zapobiec pojawieniu się strachu – tłumaczy prof. Elizabeth Phelps kierująca zespołem.

Dodajmy gwoli wyjaśnienia, że autorkom wypowiedzi nie chodzi tu o zmianę treści wspomnień, ale o zmianę związanych ze wspomnieniem emocji… Jak zatem światowe autorytety neuropsychologiczne proponują pracować z przykrymi wspomnieniami.
LeDoux zaczynał od szczurów. Okazało się, że można zmieniać u nich nawet stare utrwalone wspomnienia ale… trzeba najpierw je odświeżyć. Wtedy pojawiało się coś co naukowcy nazwali “okienkiem czasowym, w trakcie którego można było modyfikować pamięć o konkretnym nieprzyjemnym bodźcu. U szczurów okres ten trwał od około 10 minut do 6 godzin. Prof. Phelps zaczęła więc eksperymentować z ludźmi. Dość neutralny bodziec - niebieski kwadrat - skojarzono z przykrym doznaniem - lekkim wstrząsem elektrycznym. Jak się można było spodziewać bardzo szybko pojawiła się reakcja lękowa na sam niebieski kwadrat (badano ją mierząc m.in. przewodnictwo skórne, co zapobiegało oszukiwaniu przez uczestników eksperymentu). Co dalej…

Następnego dnia ponownie pokazywano im „przerażający niebieski kwadrat“. Zgodnie z oczekiwaniami wszyscy czuli obawę przed elektrowstrząsami. Przypomnienie tej nieprzyjemności otworzyło jednak okienko czasowe – do ok. sześciu godzin – na manipulację wspomnieniami. W grupie, której pokazywano w tym czasie kwadrat, ale nie rażono prądem, strach ustąpił. W grupie, której nic nie pokazywano, strach pozostał.

Co najciekawsze, efekt neutralizacji nieprzyjemnego wspomnienia był trwały. Gdy tych samych ludzi zbadano po roku, część nadal bała się widoku niebieskich kwadratów, a na części nie robiły one najmniejszego wrażenia.

No dobrze. A co to ma do NLP i technik interwencyjnych? Otóż niektóre metody “enelpowskie” wykorzystują technikę wędrówki na tzw. linii czasu do “odświeżenia wspomnień” związanych z traumatycznym doznaniem. Gdy klient doświadczy znów wspomnienia tej trudnej sytuacji przechodzimy do etapu “zmiany wspomnienia” czyli tak naprawdę zmiany ładunku emocjonalnego z nim związanego. Absolwenci kursu Praktyk NLP i Mistrz Praktyk NLP zapewne przypomną sobie techniki takie jak neutralizacja fobii, zmiana historii osobistej, reimprinting i inne.
W konkluzji artykułu autor cytuje prof.Phelps:

Podczas tego krótkiego okresu, gdy można zamazać nieprzyjemne wspomnienia, następuje tzw. rekonsolidacja pamięci. W tym czasie wspomnienia są niestabilne i dość łatwo można je zmodyfikować – na przykład wymazać tę ich część, która jest związana z bólem czy nieprzyjemnym wrażeniem.

Nasza pamięć jest odbiciem tego, co się działo podczas ostatniego przypominania sobie konkretnych rzeczy, a nie tego pierwszego, oryginalnego wydarzenia – tłumaczy prof. Phelps. – Jak sądzimy(w przypadku eksperymentu z niebieskim kwadratem - komentarz PT), udało się zapisać to samo wspomnienie, ale tym razem jako bezpieczne.

Jakbym słyszał tłumaczenie tego jak działa choćby wspomniany przeze mnie powyżej reimprinting czy metoda neutralizowania fobii.

Wspaniale! Tu jest zatem moment, gdy znający podstawowe założenia NLP (np. na temat tworzenia dostępu do zasobów, “mapa-nie-jest-terytorium”, przeformułowania, itp.) mogą przejść od słów do czynów.
Dziwi tylko, że w ostatnim zdaniu prof.Phelps twierdzi:

Jednak do praktycznego zastosowania tej techniki u osób cierpiących np. na zespół stresu pourazuowego droga na razie daleka.

Może warto zaprosić na kurs Praktyka/Mistrza NLP? A tak na serio, jedna z najkrótszych odpowiedzi na pytanie “co to jest NLP?” jaką słyszałem, brzmi: “NLP to praktyczna psychologia”, tym bardziej warto prowadzić badania, które wytłumaczą naukowe podstawy tej “praktyczności”.

POTRZEBNA NIEUNIKNIONA ZMIENNOŚĆ

Poniedziałek, luty 1st, 2010

„Jeśli chcesz coś, czego nie masz, musisz zrobić coś, czego jeszcze nie robiłeś.”

Zapytano kiedyś pensjonariuszy jednego z domów spokojnej starości w USA czego najbardziej żałują, kiedy patrzą wstecz na swoje życie. Większość odpowiedzi można podsumować jednym zdaniem: żałują, że w pewnym momencie zabrakło im siły i odwagi by zdecydować się na coś o czym marzyli. Zaryzykować zmianę.
W naszym życiu dokonujemy wiele zmian. Zmieniamy swój wygląd, kolor włosów, fryzurę, ubranie, umeblowanie, miejsce zamieszkania, pracę, znajomych a nawet partnerów.
Niekiedy zmieniamy przekonania na temat siebie i innych, światopogląd czy plany dotyczące naszej przyszłości.
Pamiętasz ile takich przemian przeszedłeś w życiu? Następowały szybko czy może pojawiały się powoli? Czy w ogóle je przeszedłeś?
Niektórzy obserwują zmiany bardziej subtelne, dotyczące naszego wnętrza, sposobu myślenia, wypowiadanych słow.
Które zmiany najmocniej wpływają na nasze życie?
To dosyć teoretyczne pytanie, bo ważność niektórych zmian doceniamy dopiero po latach. Z perspektywy jedne sprawy wydają się istotne, inne – chociaż kosztowały wiele wysiłku – były zupełnie niepotrzebne. Są też zmiany, które mało od nas zależą. Pojawiają się upływem lat, z powodu utraty zdrowia, albo inicjują je inni.
Dlatego ważne jest, by mieć wpływ na to co można zmienić w życiu. Samodzielnie wytyczać kierunek zmian i wyznaczać własne cele. Oczywiście licząc się z naszymi potrzebami, możliwościami i kosztami, które poniesiemy wraz z naszymi najbliższymi.
Każda osoba ma zasoby potrzebne do zmiany, rozwoju, realizacji celów w swoim życiu. To oznacza, że jeśli jest na tym świecie coś o czym marzysz, co chciałbyś osiągnąć – to z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że jest to dla ciebie osiągalne. Tu oczywiście należy zaznaczyć, że myślimy o rzeczach, które generalnie są w zasięgu możliwości człowieka przy użyciu normalnych „ludzkich” sposobów. Oraz w tej rzeczywistości, w ramach której funkcjonujemy. Nie mamy na myśli rzeczy nadprzyrodzonych.
Od czego można zacząć, żeby przeprowadzić jakąś zmianę?… Od myślenia. Myśl o tym, czego pragniesz tak często jak się da. Skoncentruj się na swoich pragnieniach i marzeniach. W wyobraźni wszystko jest możliwe. Wyobrażaj sobie możliwie najdokładniej jak będzie wyglądało twoje życie gdy zmiana się dokona. Co widzisz wokół siebie? Co i kto jest blisko ciebie? Jak się zachowują ludzie względem ciebie? Co mówią? Jak wyglądasz? Jakie masz odczucia? Czy coś słyszysz? Czujesz zapachy?
A teraz kolejny krok.
Przez 21 dni mów, myśl, rozmyślaj, marz o tym, czego chcesz od życia. Dlaczego przez 21 dni? Podobno mniej więcej tyle potrzebujemy, aby przyswoić sobie pozytywny nawyk. Gdy pojawi się coś negatywnego, pstryknij palcami i skup się na czymś innym, masz tylko dwie sekundy, aby wyrzucić pojawiającą się myśl.
Co osiągniesz dzięki temu zadaniu?
Spoglądanie w przyszłość i koncentrowanie się na wybranych celach pozwala zbudować pozytywne nastawienie i zmotywować do wprowadzenia zmian. W końcu im więcej myślimy o jakiejś sprawie, tym nasz umysł podsuwa więcej możliwych rozwiązań i podpowiada jak je wprowadzić w życie.

Ewa Osóbka-Zielińska

Kotwiczenie codziennych sukcesów (z pamiętnika ojca)

Wtorek, styczeń 19th, 2010

Było już o moim młodszym synu, czas na pierworodnego - pięciolatka. On też ma swój wkład w rozwój praktycznego NLP.

A było to tak:

dostaliśmy skierowanie na morfologię. Tzn. na pobranie krwi. To dobry moment żeby sobie przypomnieć własne doświadczenia z tego zakresu. A jak nie masz odpowiednio traumatycznych to może słyszałeś drogi czytelniku jakąś mrożącą krew_w_żyłach opowieść z cyklu “przychodzi pacjent na pobranie krwi a tam…”.

W każdym razie szliśmy tam (czyli do gabinetu zabiegowego) spokojnie aczkolwiek mój spokój był wg. mojego świadomego umysłu niczym nieuzasadniony (poza wrodzonym optymizmem co jest mało racjonalnym uzasadnieniem). Mimo tych logicznych podszeptów, że JEST się czego obawiać (a jak będzie się wyrywał, a jak pielęgniarka źle się “wkłuje”, a jak…) szliśmy tam jak na piknik naukowy Wiedzy i Życia.

Ja: Zobaczysz jak wygląda krew… pamiętasz jak oglądaliśmy atlas o ludzkim ciele i tam było narysowane….

Szymon: A tam są te pożeracze bakterii i wirusów? zobaczymy je?

Ja: One są mniejsze nie widać ich bez mikroskopu… itd itp.

Wchodzimy do gabinetu na luzie. Pielęgniarce nasz luz się nie udziela. Nerwowo przygryza usta i pyta czy “on” będzie siedział spokojnie. Odpowiadam z nonszalancją, że tak.

Siadam na fotelu, Szymon u mnie na kolanach. Pani pielęgniarka zakłada gumkę uciskową, nieco oszołomiona naszym (nie wiem czy bardziej Szymona czy moim) spokojem wkłuwa się. Szymon mówi: O jaka czerwona. Pani mało nie mdleje z wrażenia. Po czym chwali moją latorośl za dzielność i odwagę i w ogóle. Jeszcze tylko nalepka “dzielny pacjent” z logo międzynarodowego koncernu farmaceutycznego i wychodzimy.

Chwalę. Wyrażam uznanie. Mówię, że niektórzy ludzie nie lubią, a ty sobie wspaniale poradziłeś itp. itd. Jesteś naprawdę dzielny!

Jakiś czas później…

Szymon się przewrócił. Reakcja od “dzielności” odległa jak północ od południa…

Mówię: A pamiętasz jaki byłeś dzielny jak ci pani pobierała krew? Pamiętasz jaka była czerwona a ty byłeś taki dzielny? Widzę zmieniającą się reakcję fizjologiczną. Koniec “mazgajenia się”. Okazało się, że jednak nic się nie stało. Można samodzielnie się podnieść i wcale nie boli. I ogólnie to jest OK. I można wrócić do zabawy. Proponuję, że możemy zrobić taki przycisk, dzięki któremu będziesz dzielny jak tylko będziesz chciał. OK. No to gdzie? Może na uchu? Dobra, no to przypomnij sobie jaki byłeś dzielny wtedy gdy pani pobierała ci krew. Zmiana fizjologiczna na twarzy i na ciele. Dotykam ucha. Za jakiś czas doładowujemy naszą kotwicę dzielności.

Jakiś czas później. Szymonowi coś się nie udało i płacze i użala się nad sobą…

Ja: Włączmy przycisk dzielności.

Szymon: Uhmmm…

Dotykam ucha… Szymon sie uspokaja.

Szymon: Możesz mi pomóc? Spróbuję jeszcze raz…

PS.

Po kilku dniach… W czasie kąpieli moi synowie naciskali sobie nawzajem nos i mówili przy tym “biiip” i rechotali. Bardzo inteligentna rozrywka, nieprawdaż? Przy okazji zlali całą łazienkę.

Gdy wszedłem po chwili nieobecności, a moja mina nie zdradzała zachwytu Szymon stwierdził, że naciśnie MÓJ nos bo tam jest “przycisk dobrego humoru”…

PS2.

Przyciski działają. Zarówno starszy jak i młodszy syn sami korzystają z “przycisków” zwłaszcza dobrego humoru. Co prawda często uciekają się do obrzydliwego manipulanctwa i usiłują uruchomić przycisk dobrego humoru u swojego szanownego ojca lub matki w czysto partykularnych interesach…

PS3.
Czuję, że wystarczy tego pisania o dzieciach - w końcu ile można :-) ? Moj następny wpis będzie zatem na temat neurologicznych podstaw technik typu zmiana historii osobistej, reimprinting, praca z emocjami na linni czasu, itp.

O pożytkach z systemów reprezentacji

Poniedziałek, styczeń 11th, 2010

Mój młodszy syn ma 3 lata. 3 i pół. Głową to już dawno sięga ponad stół. Sięga też do lodówki kiedy jest głodny i sam wyjmuje sobie ulubione rzeczy do jedzenia. Potrafi sobie posmarować kanapkę tym czym akurat chce. Potrafi włączyć komputer i włożyć płytę do odtwarzacza. Taki ogólnie samodzielny jest. Z jednym małym wyjątkiem.

Nocnik.

Ten sprzęt nie budził w moim dziecku należytego zainteresowania. Należytego z punktu widzenia rodziców oczywiście. Mój syn miał na głowie ważniejsze rzeczy niż pamiętanie o, jakże prozaicznych w porównaniu z zabawą w piratów, albo układaniem wieży z 37 drewnianych klocków, albo bębnieniu, albo byciu nietoperzem który wisi głową w dół na piętrowym łóżku, albo… Zaraz, o czym to ja pisałem? A o tym, że nie pamiętał o jakże prozaicznej sprawie jaką jest załatwianie się w miejscu ogólnie do tego przyjętym. Przynajmniej w pewnym momencie zakładaliśmy z żoną, że “nie pamięta”.

Do przedszkola szliśmy z zapasem 3 par spodni + majteczki + bluza + skarpetki. Na spacer z plecakiem wypełnionym 1/5 zawartości szafy. Pralka chodziła na okrągło. My też. Zmieniając coraz bardziej nieskuteczne strategie: racjonalnego tłumaczenia na przebieranie bez komentarza, tę z kolei na nie reagowanie i czekanie aż sam zwróci uwagę, że mokro (wyjątkowo nieskuteczna i nieekologiczna dla otoczenia), następnie strategię “utrudniania” i “szukania rozwiązań” (widziśz mokro, co teraz możemy zrobić? - acha przebrać się… gdybyś był suchy już mógłbyś się bawić itd.) Ta ostatnia strategia również była nieekologiczna. Jako że nasze dziecię ma tendencje do samodzielności postanowiło pewnego pięknego dnia uporać się z problemem tzw. “grubszego kalibru” samodzielnie. Zwabiony odgłosami wody wypełniającej umywalkę wszedłem do łazienki i zastałem mego syna piorącego swoje ubranie. Fajnie się potem czyściło łazienkę, wierzcie mi…

Aż pewnego pięknego dnia (i jakże brzemiennego w skutkach), kiedy już prawie byłem w stanie uwierzyć, że to wszystko spisek i celowe działanie i rozpacz moja sięgała dna…

No ale, szanowny czytelniku czy już wiesz co łączyło wszystkie te nieskuteczne strategie?

Ple, ple, ple… I nie chodzi mi tu bynajmniej o wiedźmę Pleple.

Zatem tego pięknego dnia postanowiliśmy z żoną przejść na system słoneczkowy. Tzn. przy każdym pomyślnym załatwieniu się rysować na kartce przyklejonej w toalecie uśmiechnięte słoneczko. A przy “wpadce” słoneczko ze skrzywioną miną. Obrzydliwie proste. I takie obrzydliwie behawioralne. Nie bardziej behawioralne chyba niż gadanie. Albo pokazywanie konsekwencji (nie możesz się teraz bawić - kto jest mokry potrzebuje się przebrać).

I wyobraź sobie czytelniku zadziałało. Właściwie już drugiego dnia 100% sukces. Oczywiście drobne wpadki się zdarzały. Ale tendencja była typu jedna porażka na 5 sukcesów. A i skala porażki była mniejsza. I w przedszkolu też działa.

Czasem warto napisać. Narysować. A nie tylko gadać. Naprawdę są tacy co wolą zobaczyć niż usłyszeć.

PS.
Byłbym zapomniał. Pewnego dnia Karol zażądał żeby zamiast słoneczek rysować księżyce. “Wesołe” i “złe” jak to sam określił. A tym “złym” dorysował promienie. Co nie zmieniło funkcjonalności systemu.

Uważność i ruchy gałek ocznych - inspiracje warsztatem Myli i Jona Kabat-Zinn

Środa, listopad 4th, 2009

W czerwcu na zaproszenie Polskiego Towarzystwa Mindfulness gościł w Polsce prof. Jon Kabat-Zinn oraz jego żona Myla Kabat-Zinn. Miałem przyjemność uczestniczyć w prowadzonym przez nich warsztacie na temat uważnego rodzicielstwa. Zaiteresowanych tematem odsyłam do książki “Dary codzienności - poradnik uważnego rodzicielstwa”.

W trakcie warsztatu, Jon i Myla zaprosili uczestników do ćwiczenia uważności. Jedno z ćwiczeń polegało na uważnej rozmowie i uważnym słuchaniu. W jego trakcie mieliśmy po prostu słuchać tego, co ma do powiedzenia druga osoba, a ona miała opowiedzieć o czymś, z czym się zmaga we własnej rodzinie, w odniesieniu do dzieci, partnera, przyjaciół, rodziców. Chodziło o to, żeby to było coś istotnego i niebłahego. We wprowadzeniu do ćwiczenia Jon zapytał czy są na sali terapeuci, coachowie i inni “pomagacze”. Poprosił, żeby szczególnie te osoby zrezygnowały z “potakiwania, kiwania głową, <<yhm>>, szukania rozwiązań i tworzenia w głowie potencjalnych rozwiązań”. Każda z osób miała mówić przez 5 minut, potem chwila milczenia i zmiana. Mówiłem jako pierwszy.

Odniosłem się do tego co odkryłem w czasie poprzedniego ćwiczenia z tego warsztatu - czułem, że było to coś ważnego, jakiś wgląd, który cały czas pozostawał poza słowami. Gdy o tym mówiłem, miałem świadomość że moje oczy wędrowały od lewej strony (wspomnienia wzrokowe, słuchowe, dialog) do prawego górnego rogu (twórcze tworzenie)i kończyły na prawym dolnym. Miałem świadomość przenoszenia od zapamiętanego doświadczenia do twórczego odkrycia a na koniec do sprawdzenia jak mi się te wnioski podobają, na ile mnie satysfakcjonują. Ok. Może nic nowego: schemat podobny do metody “jak gdyby”.

Chwila milczenia, znów skupiamy się na oddechu, odczuciach z ciała, tym co słyszymy wokół.

Po chwili zaczyna moja rozmówczyni. Pamiętam o słowach Jona “żadnego potakiwania, radzenia, ‘uhm’, dodawania: ‘o ja mam tak samo’ i porozumiewawczych uśmiechów, itp.”. Słucham. Moja rozmówczyni opowiada o swoich rozterkach w wychowaniu 11-letniego syna. Moje dzieci są młodsze, ale niektóre sytuacje i doświadczenia mamy wspólne. Jak to rodzice… Na niektore tematy mam jakieś zdanie, jakieś opinie, jakieś. Słucham i nagle czuję jak wzrok ucieka mi na lewo w dół i potem natychmiast wędruje w prawo górę. Łapię się na tym, że właśnie zadałem sobie pytanie i zacząłem szukać na nie odpowiedzi. Hmmm… co prawda nic nie powiedziałem… ale co ze słuchaniem?

No więc wracam uwagą i słucham dalej. Teraz także zwracam uwagę na to co słyszę, jak to jest mówione, na ruchy gałek ocznych mojej rozmówczyni, na swoje ciało i oddech, ale także na swoje ruchy gałek. A właściwie to mam postanowienie, żeby po prostu patrzeć na osobę przede mną - mam wzbudzoną intencję widzenia jej i słyszenia. Ilekroć zaczynam czuć, że wzrok gdzieś mi leci (najczęściej schemat lewo dół - prawo góra, lub lewo góra - prawo góra, zapewne wiecie co to znaczy :-) ), odnotowuję to i kieruję moją uwagę na osobę przede mną. Po zakończeniu słuchania mam odczucie lekkości. Nie jestem zmęczony. Mam wrażenie zrozumienia tego zostało powiedziane w mojej obecności.

Zapewne rola “aktywnego słuchania” jest nie do przecenienia - dla mnie warto się było przyjrzeć na ile to co nazywam aktywnym sluchaniem oddala mnie od prawdziwego aktywnego słuchania…

Dzięki zwróceniu uwagi na to, że ruch gałkek ocznych minimalnie wyprzedza “wyprodukowanie” myśli, pytania, osądu, mam jak się wydaje, konkretną metodę ćwiczenia uważności w słuchaniu, w kazdym kontekście.

Dzięki Jon! Dzięki Myla!

cdn.

Nowy blog poświęcony Neuro-Lingwistycznemu Programowaniu (NLP)

Sobota, październik 10th, 2009

Szanowni Państwo,

Witamy w nowym blogu poświęconym Neuro-Lingwistycznemu Programowaniu (NLP). Blog ten jest prowadzony przez członków zespołu Polskiego Instytutu NLP, którego liderzy są organizatorami pierwszego kursu certyfikacyjnego NLP w Polsce (od 1991 r.). Zespół ten tworzą obecnie trenerzy, superwizorzy, coachowie, konsultanci, psychoterapeuci, pracownicy akademiccy i publicyści z wieloletnim doświadczeniem zawodowym (często wielotorowym). Współtworzenie tego blogu traktujemy jako okazję do bardziej bezpośredniego i regularnego dzielenia się naszymi doświadczeniami, wiedzą i odkryciami, niż może to mieć miejsce np. w przypadku artykułów drukowanych.

Obecnie NLP burzliwie rozwija się także w naszym kraju. Nurt ten jest jednak tak zróżnicowany, uprawiany w tak różnych stylach oraz w oparciu o tak różne filozofie i systemy wartości, że powoduje to u odbiorców wiele zamieszania i niepewności. Reakcje są bardzo różne – od zachwytów (często bezkrytycznych) do potępienia (często wynikającego z ignorancji). Mamy nadzieję, że niniejszy blog przyczyni się do upowszechniania rzetelnych informacji o NLP oraz do zainspirowania jego Użytkowników do własnych przemyśleń, a także poszukiwań.

NLP jest wykorzystywane w wielu dziedzinach życia i pracy: w samorozwoju, w profesjonalnej pomocy, w edukacji, w sporcie, w polityce, a w biznesie nie ma praktycznie takiej jego dziedziny, w której NLP nie mogłoby znaleźć zastosowania. Dzieje się tak dlatego, że NLP dotyczy każdego człowieka – jego sposobów skutecznego rozwiązywania problemów, realizacji jego celów, rozwijania swojego potencjału. NLP opisuje to, jak myśli i co robi każdy, kto osiąga sukcesy i wiedzie satysfakcjonujące życie. Równocześnie wyjaśnia, dlaczego innym się to nie udaje oraz co mogą zrobić, aby to zmienić.

Chcielibyśmy dzielić się tutaj informacjami na temat różnych zastosowań NLP w różnych obszarach zawodowych i osobistych (zarówno jego możliwościami, jak i ograniczeniami), recenzjami książek i artykułów poświęconych tej tematyce, bieżącymi wiadomościami na temat sytuacji NLP w kraju i w świecie oraz na temat ważniejszych wydarzeń w tym obszarze. Zależy nam na tym, aby w ten sposób Użytkownicy mieli stały dostęp do zróżnicowanych i w miarę możliwości wszechstronnych danych, które pomogą im z jednej strony lepiej docenić możliwości, jakie daje znajomość NLP, a z drugiej – oddzielić „ziarno od plew”, dezinformujące opinie od wyników wieloletnich doświadczeń ekspertów NLP z całego świata.

Zapraszamy i życzymy owocnej inspiracji,

Benedykt Krzysztof Peczko

Dyrektor Polskiego Instytutu NLP