Kołczing czyli pomieszanie z poplątaniem.

Ostatnio podczas zajęć jeden z uczestników opowiedział mi sytuację z jaką miał do czynienia  w pracy. W swojej poprzedniej firmie spotkał się z coachingiem stanowiskowym prowadzonym przez kierownika organizacji ,w której pracował. Na czym polegał ten coaching? W krótkim opisie: była to metoda zwiększania sprzedaży poprzez spotkania z osobami bezpośrednio za nią odpowiedzialnymi.

Początkowo  brzmiało to normalnie, jednak dalszy opis tego, co kryło się pod pojęciem ‘coaching’ wzbudził moje przerażenie a potem oburzenie. Krótko mówiąc,  kołczing (niestety nie można nazwać tego poprawnym terminem) ten polegał na bardzo bezpośrednim, często dyrektywnym i agresywnym zwracaniu uwagi klientowi wewnętrznemu (coachee). Celem było zwiększenie sprzedaży poprzez bezpośrednią pracę z pracownikami stojącymi na pierwszej linii obsługi klienta. Celem było wsparcie ich umiejętności sprzedażowych. Uczestnik, opowiadał o tym z jakim  uprzedzeniem reagowali klienci wewnętrzni po kołczingu  na taką formę pracy. Nic dziwnego, bo to, co prowadzący zaserwował podwładnym nie miało nic wspólnego z coachingiem.

Załóżmy roboczo, że w tej jak w każdej historii jest źródło prawdy. Tutaj jest to szczególnie istotne, ponieważ rozmowa była luźna i  niezobowiązująca. Osoba opowiadająca historię nie miała żadnych profitów z podkoloryzowania historii lub w skrajnej wersji nawet jej ‘wymyślenia’.  Jeśli więc większość elementów tej opowieści to prawda?

Spójrzmy na to  z meta-pozycji.

W wybranej organizacji  jest osoba odpowiedzialna za zespół ludzi. Prowadzi dział sprzedażowy i w ramach swoich obowiązków ma za zadanie wspierać te osoby w rozwoju umiejętności. Sama jest osobą, która przeszła tę drogę. Posiada cenną wiedzę nt. tego co może być pomocne dla podwładnych. Tak, więc właściwszym określeniem jest nie ‘coach wewnętrzny’ tylko ‘mentor’. Mentor to osoba, która posiada praktyczną wiedzę oraz doświadczenie zawodowe nt. dziedziny,  w której wspiera klientów. Mentor jest praktykiem i w przeciwności do coacha musi posiadać  praktyczne doświadczenie w obszarze, w którym chce wspierać swoich klientów. Tak więc pierwszy błąd polega na niewłaściwym nazwaniu roli w jakiej występuje osoba.

Drugi element to odniesienie do kodeksu etycznego coacha. Otóż praktycznie każde podejście pracy coachingowej posiada zestaw zasad etycznych jakie obowiązują coacha.  W podejściu Multi-level coaching już w pierwszym punkcie czytamy:

Wspierać zdrowie i dobrostan moich klientów oraz zawsze przedkładać ich interesy i dobro publiczne ponad moje własne. Wykorzystywać metody i wiedzę na temat wywierania wpływu jedynie dla dobra klienta, do rozwiązywania jego problemów oraz realizacji jego celów

Punkt 5 głosi:

Szanować fizyczne granice klienta i tworzyć bezpieczne, pełne zaufania środowisko dla jego coachingu.

Słuchając tej historii od razu widać, że dbanie o dobrostan klientów było obecne w postawie osoby w stopniu minimalnym.  Warto pamiętać o tych zasadach jakimi kieruje się dana osoba w swojej praktyce zawodowej. Jeśli czyny wskazują, że kołcz (gdyż prawdziwy coach nie dopuszcza do takich sytuacji)  nie respektuje zasad jakie głosi jego podejście lub są one niejako zaprzeczeniem normalnych granic działania, to wtedy warto zadbać o sprawdzenie tych zasad przez klienta.

Trzeci element to postrzeganie i odbiór pojęcia coaching przez osoby pracujące w tej organizacji. Ile z nich posiada teraz po tej pracy błędny obraz i opinię nt. coachingu. Te osoby prawdopodobnie w ciągu jakiegoś czasu, zmienią pracę. Ich doświadczenie referencyjne, czyli takie, które jest bezpośrednim doświadczeniem związanym z danym pojęciem, ma mało wspólnego z prawdziwym coachingiem. Pozostaje jednak nierozstrzygnięta kwestia JAK tym osobom pokazać, czy w skrajnej sytuacji jak je zachęcić/przekonać do skorzystania z profesjonalnego coachingu w przyszłości. Przecież w ich mapie świata, z ich perspektywy coaching to kołcznig, którego należy unikać lub w najlepszym wypadku podchodzić ostrożnie może co najwyżej z neutralną obojętnością.

Warto o tym pamiętać, również podczas rozmowy z potencjalnym klientem. Być, może jego reakcje na naszą ofertę współpracy dotycząca ‘coachingu’  są powodowane takimi  doświadczeniami , w których udział brały osoby mało rzetelne lub nie przygotowane do pełnienia tej roli. Na szczęście zawsze możemy zastosować meta-model w celu uzyskania precyzyjnych informacji na temat doświadczenia referencyjnego naszego klienta. Wtedy wiemy już  jak poprowadzić spotkanie.

„Mapa nie jet terytorium” – to ważne założenie. Słowa i terminy używane podczas rozmów naturalnie nie zawierają informacji o rozumieniu danego terminu. Szczególnie, gdy jest to termin opisujący bardzo duży obszar aktywności. W podanej historii widać wyraźnie jak skrajne mogą być użycia terminu do czynności, które nie mają nic wspólnego z prawdziwą definicją terminu. Jednak to słowa i terminy zostają zapamiętane jako nazwy przeżywanych zjawisk. Stąd warto zawsze dopytać naszego rozmówcę o przykład i rozumienie takiego terminu, zanim przyjmiemy założenie, że nasze rozumienie danego pojęcia jest takie samo.

Dodaj odpowiedź