Naukowe podstawy zmiany wspomnień

08 marca, 2010 przez Przemek

Nawiązując tematycznie do wpisu Benka W sprawie naukowych podstaw NLP i wywiązując się z wcześniejszych moich zobowiązań (patrz PostScriptum#3 z postu  O pożytkach z systemów reprezentacji, odniosę się, podobnie jak Łukasz w swoim wpisie o przekonaniach, do artykułu z Rzeczpospolitej, tym razem zeszłorocznego ale wciąż aktualnego.
Tym razem w dziale “Nauka/Psychologia zachowania” Piotr Kościelniak w artykule, o wiele mówiącym tytule Zapomnieć o strachu (Rzeczpospolita 11.12.2009) przybliża badania prowadzone przez tak utytułowanych neuropsychologów, jak prof. Joseph LeDoux czy prof. Elizabeth Phelps nad możliwością zmieniania wspomnień. Dodajmy przykrych wspomnień. Na przykład strachu. A szczególnie strachu przed  niebieskimi kwadratami. Ale po kolei. Na początek krótki cytat z artykułu Piotra Kościelniaka:

– Z naszych badań wynika, że podczas tworzenia się wspomnień jest krótki okres, podczas którego można wybiórczo zmienić pamięć – mówi Daniela Schiller z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Nowego Jorku, gdzie prowadzono eksperymenty z udziałem ochotników. – To otwiera możliwości leczenia stresu pourazowego.
– Wcześniejsze próby wymazywania czy zmieniania nieprzyjemnych wspomnień bazowały na stosowaniu farmaceutyków. Takie inwazyjne techniki są naszym zdaniem niepotrzebne. Używając naturalnych metod i wykorzystując wiedzę o procesie zapamiętywania, możemy zapobiec pojawieniu się strachu – tłumaczy prof. Elizabeth Phelps kierująca zespołem.

Dodajmy gwoli wyjaśnienia, że autorkom wypowiedzi nie chodzi tu o zmianę treści wspomnień, ale o zmianę związanych ze wspomnieniem emocji… Jak zatem światowe autorytety neuropsychologiczne proponują pracować z przykrymi wspomnieniami.
LeDoux zaczynał od szczurów. Okazało się, że można zmieniać u nich nawet stare utrwalone wspomnienia ale… trzeba najpierw je odświeżyć. Wtedy pojawiało się coś co naukowcy nazwali “okienkiem czasowym, w trakcie którego można było modyfikować pamięć o konkretnym nieprzyjemnym bodźcu. U szczurów okres ten trwał od około 10 minut do 6 godzin. Prof. Phelps zaczęła więc eksperymentować z ludźmi. Dość neutralny bodziec - niebieski kwadrat - skojarzono z przykrym doznaniem - lekkim wstrząsem elektrycznym. Jak się można było spodziewać bardzo szybko pojawiła się reakcja lękowa na sam niebieski kwadrat (badano ją mierząc m.in. przewodnictwo skórne, co zapobiegało oszukiwaniu przez uczestników eksperymentu). Co dalej…

Następnego dnia ponownie pokazywano im „przerażający niebieski kwadrat“. Zgodnie z oczekiwaniami wszyscy czuli obawę przed elektrowstrząsami. Przypomnienie tej nieprzyjemności otworzyło jednak okienko czasowe – do ok. sześciu godzin – na manipulację wspomnieniami. W grupie, której pokazywano w tym czasie kwadrat, ale nie rażono prądem, strach ustąpił. W grupie, której nic nie pokazywano, strach pozostał.

Co najciekawsze, efekt neutralizacji nieprzyjemnego wspomnienia był trwały. Gdy tych samych ludzi zbadano po roku, część nadal bała się widoku niebieskich kwadratów, a na części nie robiły one najmniejszego wrażenia.

No dobrze. A co to ma do NLP i technik interwencyjnych? Otóż niektóre metody “enelpowskie” wykorzystują technikę wędrówki na tzw. linii czasu do “odświeżenia wspomnień” związanych z traumatycznym doznaniem. Gdy klient doświadczy znów wspomnienia tej trudnej sytuacji przechodzimy do etapu “zmiany wspomnienia” czyli tak naprawdę zmiany ładunku emocjonalnego z nim związanego. Absolwenci kursu Praktyk NLP i Mistrz Praktyk NLP zapewne przypomną sobie techniki takie jak neutralizacja fobii, zmiana historii osobistej, reimprinting i inne.
W konkluzji artykułu autor cytuje prof.Phelps:

Podczas tego krótkiego okresu, gdy można zamazać nieprzyjemne wspomnienia, następuje tzw. rekonsolidacja pamięci. W tym czasie wspomnienia są niestabilne i dość łatwo można je zmodyfikować – na przykład wymazać tę ich część, która jest związana z bólem czy nieprzyjemnym wrażeniem.

Nasza pamięć jest odbiciem tego, co się działo podczas ostatniego przypominania sobie konkretnych rzeczy, a nie tego pierwszego, oryginalnego wydarzenia – tłumaczy prof. Phelps. – Jak sądzimy(w przypadku eksperymentu z niebieskim kwadratem - komentarz PT), udało się zapisać to samo wspomnienie, ale tym razem jako bezpieczne.

Jakbym słyszał tłumaczenie tego jak działa choćby wspomniany przeze mnie powyżej reimprinting czy metoda neutralizowania fobii.

Wspaniale! Tu jest zatem moment, gdy znający podstawowe założenia NLP (np. na temat tworzenia dostępu do zasobów, “mapa-nie-jest-terytorium”, przeformułowania, itp.) mogą przejść od słów do czynów.
Dziwi tylko, że w ostatnim zdaniu prof.Phelps twierdzi:

Jednak do praktycznego zastosowania tej techniki u osób cierpiących np. na zespół stresu pourazuowego droga na razie daleka.

Może warto zaprosić na kurs Praktyka/Mistrza NLP? A tak na serio, jedna z najkrótszych odpowiedzi na pytanie “co to jest NLP?” jaką słyszałem, brzmi: “NLP to praktyczna psychologia”, tym bardziej warto prowadzić badania, które wytłumaczą naukowe podstawy tej “praktyczności”.

Wizualizacja, asocjacja, start!

02 marca, 2010 przez Magda Mastalerz

Już po niej. Zaczęła się tragicznie, skończyła dziką radością. To jej wina, że mam sińce pod oczami i chodzę niewyspana. Toż to czyste szaleństwo, żeby po całym dniu pracy siedzieć do rana przed telewizorem.

Na początku pretekstem były jak zwykle skoki narciarskie i jazda figurowa na łyżwach, a dalej wszystko potoczyło się w myśl powiedzenia: w miarę jedzenia apetyt rośnie. Przypomniałam sobie, że przecież jestem fanką (no proszę to już poziom TOŻSAMOŚCI) narciarstwa alpejskiego, fascynuje mnie saneczkarstwo, slalom gigant, bobsleje. Ale do rzeczy…

Olimpiada Zimowa

Odkładam na bok moje osobiste zachwyty i biegnę podzielić się kilkoma spostrzeżeniami dokonanymi zimnym (hehe;)) okiem profesjonalistki:

Po pierwsze: Narciarze alpejscy na chwilę przed zjazdem. Na ekranie telewizora widać skupioną, rozkołysaną sylwetkę sportowca, alpejki, która z zamkniętymi oczami przemierza w wyobraźni trasę zjazdu. Co robi? Wizualizuje. Zaprasza swoje ciało, żeby zechciało współpracować w idealnej harmonii. Wizualizuje na oczach tysiąca gapiów. Nic nie szkodzi. Dziewczyna jest w tak silnej asocjacji, jak po starcie:  widzi, słyszy i czuje jedynie własne myśli, ciało i trasę.

Obserwuję narciarzy zjazdowych. Na podium stają ci, których sylwetka jest w trakcie jazdy sprężysta, aerodynamiczna, tak jakby tworzyli jedność z otaczającą ich trasą. Tak jakby ciało wiedziało na co się przygotować, jakby ufało sobie i swoim możliwościom. Jakby przewidywało co się za chwilę stanie i godziło się na to. Ostry skręt, długi zjazd, skok…

A potem saneczkarka zapytana jak przygotowuje się do zjazdu odpowiada, że wiele czasu zajmuje jej chodzenie wzdłuż toru i modelowanie w wyobraźni trasy przejazdu i niezbędnego ułożenia ciała, odpowiednie „wchodzenie” w zakręty.

I jeszcze snowboardziści. Kiedy w half-pipe (rynnie?) trwają zawody akrobacji na desce podziwiam ile znajomości własnego ciała trzeba, żeby zechciało tak współpracować. Ale tym razem moja uwaga skupia się jeszcze na czym innym. Na niezwykłej radości, która aż promienieje z zawodników. Przez chwilę zastanawiam się co mi tu nie pasuje (acha, metaprogram na różnice). I już wiem. Patrzę na snowboardzistów i widzę ludzi, którzy przede wszystkim cieszą się po wariacku z tego co robią, a dopiero potem konkurują. Przyglądam się kolejnemu przegrywającemu i widzę jego radość. Ciekawe.

Lubię pracować ze sportowcami, tak jak lubię pracować z muzykami. I jedni i drudzy  dążą do doskonałej harmonii z własnym ciałem. Używają do tego wyobraźni. Nie pytają czy coś się da zrobić, tylko jak to osiągnąć.

Magda Mastalerz

Przekonania fantomowe

22 lutego, 2010 przez Benedykt Peczko

Chciałbym nawiązać do tekstu Łukasza Dąbrówki pt. „Przekonania - ograniczenia czy potencjał dla naszej tożsamości?”, a szczególnie do przykładu zaczerpniętego z artykułu w Rzeczpospolitej dn. 11/01/2010 “Wyspa niewolników nie chce autonomii”:

– Ciągle boję się psów, choć nigdy żaden nie zrobił mi krzywdy – opowiada dozorca w hotelu w Sainte Luce, miejscowości na południowo- zachodnim wybrzeżu Martyniki. Strach przed uwielbianymi przez białych czworonogami zaszczepili w nim rodzice, którzy dostali go w spadku od swoich rodziców i dziadków. Tych, którzy jeszcze pamiętali czasy niewolnictwa, gdy pies był pomocnikiem białych panów, szukającym zbiegłych z plantacji niewolników.

Do wyjaśnień Łukasza chciałbym jeszcze dodać parę moich skojarzeń. Otóż opisywany przykład świetnie ilustruje zjawisko, które niektórzy badacze nazywają „przekonaniami fantomowymi”. Dowiedziałem się o tym przed kilku laty podczas warsztatu, jaki Robert Dilts prowadził w Austrian NLP Training Center w Wiedniu. Robert przedstawił wówczas wyniki jednego z eksperymentów, jaki został przeprowadzony na szympansach. Nie znam niestety bliższych danych na temat tego kto i gdzie dokładnie go realizował, więc nie mogłem dotrzeć do bliższych danych bibliograficznych. Dlatego poniżej przedstawiam opis tego eksperymentu tak (mniej więcej), jak przekazał go Robert.
Grupę małp umieszczono w zamkniętym, lecz przestronnym pomieszczeniu. W jednym miejscu pod sufitem wisiały podwieszone banany – przysmak szympansów. Aby się do nich dostać musiały one wejść po schodach i po prostu po nie sięgnąć. Tak też robiły, w miarę swoich potrzeb. Jednak po pewnym czasie zerwanie banana zaczynało uruchamiać zimne prysznice, które polewały całe pomieszczenie i znajdujące się w nim małpy. Woda szybko spływała przez kratki w podłodze, ale wszystkie osobniki doznawały przykrego szoku termicznego.
Po kilku powtórzeniach tej sekwencji: zerwanie banana – zimny prysznic dla wszystkich, małpy przestały sięgać po banany. Jeśli jednak któraś z nich „się zapomniała”, była powstrzymywana (a jeśli zdążyła zerwać, to karana) przez pozostałe. Wkrótce normą społeczną tej grupy stała się zasada, że nie wolno zrywać bananów, a jeśli któryś z nich zaczynał wchodzić na schody wiodące do podwieszonych pod sufitem owoców, był ostrzegany przez pozostałe osobniki. Wiedział, co go czeka, jeśli się nie podporządkuje.
Wkrótce zaczęto stopniowo zabierać z pomieszczenia po jednym szympansie, a na jego miejsce wpuszczano nowego osobnika, który nie znał wspomnianego zakazu. Szybko się jednak o nim dowiadywał, gdy tylko zaczynał kierować się w stronę bananów. „Edukacja społeczna” przebiegała szybko i skutecznie. Nowe osobniki sprawnie przyswajały sobie tę regułę panującą w grupie, po czym same stawały się jej egzekutorami w stosunku do kolejnych nowych małp wpuszczanych na miejsce „starych”.
W końcu następował moment, kiedy w pomieszczeniu nie było już ani jednej małpy, która fizycznie doświadczyła związku przyczynowo – skutkowego w postaci zerwania banana i następnie zimnego prysznica. To oznacza, że pozostałe w pomieszczeniu małpy nauczyły się zasady społecznej (zakaz sięgania po banany pod groźbą surowej kary) bez powiązania jej z „doświadczeniem referencyjnym”, jak je określa Dilts. Doświadczenie referencyjne to takie, dzięki któremu rozumiemy dane pojęcie czy ideę nie tylko na poziomie powierzchniowym (gramatycznym, językowym czy na poziomie zewnętrznego tylko znaku), ale także na poziomie struktury głębokiej (czucia, akcji, pełnej zmysłowej reprezentacji, wglądu emocjonalnego, integracji poprzez działanie itp.).
W dalszym etapie eksperymentu odcięto dopływ wody do pryszniców. Małpy nadal jednak kierowały się zasadą, że nie wolno zrywać bananów. Mimo, że żadna z tej „generacji” uczestniczącej w końcowej fazie badania nie miała pojęcia, dlaczego istniał ten zakaz. Żadna nie doświadczyła na własnej skórze negatywnych skutków zrywania podwieszonych owoców (oczywiście oprócz sankcji społecznych) „Nie wolno, bo nie wolno”. Tak więc, prysznice były nieczynne, ulubione banany znajdowały się w zasięgu ręki, ale gniły pod sufitem, bo żadna małpa nie odważała się przekroczyć reguły, której nikt już i tak nie rozumiał.

Podsumowując, przekonania fantomowe to takie, które nie są zakorzenione w doświadczeniu danej jednostki czy grupy. Mogą być natomiast przejęte „w spadku” po przodkach, nauczycielach, systemie społecznym itd. Choć przekonania tego typu są przyswajane automatycznie i/lub pod wpływem presji społecznej (w tym rodzinnej), to w wielu przypadkach są one nieadekwatne dla młodszych generacji oraz dla aktualnych okoliczności. A to dlatego, że kształtowały się w innych warunkach historyczno-kulturowych lub w oparciu o specyficzną historię osobistą jakiejś jednostki czy grupy. Jej doświadczenia referencyjne mogą być zupełnie inne, niż np. u potomków, wychowanków itd.
Ile elementów tradycji, religii, nauki, gospodarki i innych dziedzin, a także Twojego własnego systemu przekonań, sposobów oceny, reguł postępowania itp. może być przekonaniami fantomowymi (lub się na nich opierać)? Odpowiedź na to pytanie wymaga uważnego przyjrzenia się sobie i otoczeniu – pod tym właśnie kątem. Jeśli nawet byłby to proces bardziej długotrwały, to i tak opłaca się to zrobić, żeby nasze „banany się nie marnowały”, gdy wystarczy po nie sięgnąć. Życzę smacznego.

Benedykt Peczko

W sprawie naukowych podstaw NLP

12 lutego, 2010 przez Benedykt Peczko

Skuteczność metod NLP spowodowała, że od początku jego istnienia zarówno twórcy, jak i kontynuatorzy rozwoju tego systemu, bardziej byli skupieni na praktycznych aplikacjach modeli i metod, niż na poddawaniu ich naukowej weryfikacji. To zupełnie zrozumiałe, bo potrzebujących było i jest wielu, a efekty zastosowania narzędzi NLP obserwowane w bezpośrednim kontakcie z jednostkami, grupami, zespołami, a nawet całymi organizacjami – często bardzo spektakularne – mówiły same za siebie. Po co weryfikować, gdy pacjenci, klienci, współpracownicy czy przyjaciele korzystający z naszego wsparcia są zadowoleni? Czyż to właśnie nie jest weryfikacja? Można na to pytanie odpowiedzieć całkowicie twierdząco. Jest to potwierdzenie dla osoby stosującej NLP, zwłaszcza gdy takie pozytywne efekty powtarzają się w wielu różnych przypadkach.
Nie jest to natomiast wystarczający dowód dla społeczności świata nauki, który kieruje się w tym względzie własnymi kryteriami i procedurami. Jednym z nich jest zaprezentowanie spójnego, logicznego systemu teoretycznego, którym kierujemy się w naszej pracy. Drugim – badania ilościowe (statystyczne) dotyczące najczęściej skuteczności stosowanych metod. I jakkolwiek zróżnicowane badania tego rodzaju, dotyczące NLP były już przeprowadzane od lat 80., to wiele z nich zostało zrealizowanych w sposób nie w pełni poprawny metodologicznie. Dlatego wiele jest w tym względzie do zrobienia.
Osobne badania dotyczą neuro-lingwistycznej psychoterapii (NLPt) i tu rygory badawcze są szczególnie wysokie. Bo przecież chodzi w tym przypadku nie tylko o pomoc w rozwiązywaniu problemów i realizacji celów, ale także o leczenie cierpiących na różnego rodzaju zaburzenia. Ich głównym inspiratorem, inicjatorem i promotorem jest European Association for NLPt.
9 i 10.05.2009 r. odbyło się w Wiedniu kolejne spotkanie robocze EA NLPt, które tym razem było poświęcone w całości naukowym podstawom NLPt (jakkolwiek temat ten przewijał się często podczas tego typu spotkań). Oprócz reprezentanta Polskiego Stowarzyszenia NLPt, w spotkaniu wzięli udział przedstawiciele analogicznych organizacji z Austrii, Niemiec, Francji, Finlandii, Rumunii i Bułgarii. Głównym tematem tego spotkania było pytanie, jak możemy rozwijać koncepcję NLPt? A także określenie następujących zagadnień:
- “Czym dysponujemy obecnie?”
- “Czego brakuje i jak możemy to uzupełnić?”
- “Gdzie i w jaki sposób możemy znaleźć to, czego potrzebujemy dla rozwoju NLPt?”
- “Nowe spojrzenie na teoretyczne, filozoficzne, empiryczne i praktyczne korzenie NLPt”
- “Wzajemne powiązania (w teorii i praktyce) między NLPt i innymi podejściami psychoterapii”
Sformułowanie powyższych pytań miało na celu zainicjowanie dalszych poszukiwań teoretycznych i stymulowanie dalszych badań empirycznych, realizowanych zarówno pod auspicjami EANLPt, jak również w ramach organizacji lokalnych (poszczególnych krajów).
W Polsce prace tego rodzaju znajdują swój wyraz między innymi w postaci przygotowywanego do druku tekstu autorstwa Mirosławy Huflejt - Łukasik i Benedykta Peczko, omawiającego NLPt. Będzie to rozdział opublikowany w VI tomie podręcznika psychoterapii pod red. prof. Lidii Grzesiuk i dra Huberta Suszka, pt. “Szkoły i metody” (Wyd. Eneteia).
W tomie IV tego podręcznika pt. “Integracja” (Wyd. Eneteia) z kolei ukaże się rozdział autorstwa Krzysztofa Krawczyka nt. NLP, przedstawiający ten system jako jedną z pierwszych (o ile nie pierwszą) “szkołę” integracyjnego podejścia do człowieka i integracyjnej metody zmiany, łączącej odkrycia różnych dziedzin.
Z inicjatywy Mirosławy Huflejt - Łukasik przygotowywany jest również przegląd dotychczasowych badań naukowych nad NLP i NLPt oraz ich merytoryczna ocena. Wynik tego opracowania może być m.in. przydatny w procesie projektowania kolejnych programów badawczych dotyczących tych dziedzin. Następnym etapem będzie więc tworzenie i realizacja takich programów.
Działania tego rodzaju są potrzebne nie tylko dla „naukowej satysfakcji” i jako argumenty pozwalające innym systemom wsparcia, wywierania wpływu i wprowadzania zmian docenić NLP i NLPt. Ich wyniki wzbogacą bowiem samych adeptów tych podejść i umożliwią głębsze zrozumienie tego co i jak działa, a co się nie sprawdza w procesie pomagania, komunikacji itp. Wiedza tego typu jest bezcenna, bo jak stwierdził twórca psychosyntezy, Roberto Assagioli – „wszystko, co sobie uświadamiamy, możemy kontrolować; wszystko, czego sobie nie uświadamiamy, kontroluje nas”.

Benedykt Krzysztof Peczko

POTRZEBNA NIEUNIKNIONA ZMIENNOŚĆ

01 lutego, 2010 przez Ewa

„Jeśli chcesz coś, czego nie masz, musisz zrobić coś, czego jeszcze nie robiłeś.”

Zapytano kiedyś pensjonariuszy jednego z domów spokojnej starości w USA czego najbardziej żałują, kiedy patrzą wstecz na swoje życie. Większość odpowiedzi można podsumować jednym zdaniem: żałują, że w pewnym momencie zabrakło im siły i odwagi by zdecydować się na coś o czym marzyli. Zaryzykować zmianę.
W naszym życiu dokonujemy wiele zmian. Zmieniamy swój wygląd, kolor włosów, fryzurę, ubranie, umeblowanie, miejsce zamieszkania, pracę, znajomych a nawet partnerów.
Niekiedy zmieniamy przekonania na temat siebie i innych, światopogląd czy plany dotyczące naszej przyszłości.
Pamiętasz ile takich przemian przeszedłeś w życiu? Następowały szybko czy może pojawiały się powoli? Czy w ogóle je przeszedłeś?
Niektórzy obserwują zmiany bardziej subtelne, dotyczące naszego wnętrza, sposobu myślenia, wypowiadanych słow.
Które zmiany najmocniej wpływają na nasze życie?
To dosyć teoretyczne pytanie, bo ważność niektórych zmian doceniamy dopiero po latach. Z perspektywy jedne sprawy wydają się istotne, inne – chociaż kosztowały wiele wysiłku – były zupełnie niepotrzebne. Są też zmiany, które mało od nas zależą. Pojawiają się upływem lat, z powodu utraty zdrowia, albo inicjują je inni.
Dlatego ważne jest, by mieć wpływ na to co można zmienić w życiu. Samodzielnie wytyczać kierunek zmian i wyznaczać własne cele. Oczywiście licząc się z naszymi potrzebami, możliwościami i kosztami, które poniesiemy wraz z naszymi najbliższymi.
Każda osoba ma zasoby potrzebne do zmiany, rozwoju, realizacji celów w swoim życiu. To oznacza, że jeśli jest na tym świecie coś o czym marzysz, co chciałbyś osiągnąć – to z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że jest to dla ciebie osiągalne. Tu oczywiście należy zaznaczyć, że myślimy o rzeczach, które generalnie są w zasięgu możliwości człowieka przy użyciu normalnych „ludzkich” sposobów. Oraz w tej rzeczywistości, w ramach której funkcjonujemy. Nie mamy na myśli rzeczy nadprzyrodzonych.
Od czego można zacząć, żeby przeprowadzić jakąś zmianę?… Od myślenia. Myśl o tym, czego pragniesz tak często jak się da. Skoncentruj się na swoich pragnieniach i marzeniach. W wyobraźni wszystko jest możliwe. Wyobrażaj sobie możliwie najdokładniej jak będzie wyglądało twoje życie gdy zmiana się dokona. Co widzisz wokół siebie? Co i kto jest blisko ciebie? Jak się zachowują ludzie względem ciebie? Co mówią? Jak wyglądasz? Jakie masz odczucia? Czy coś słyszysz? Czujesz zapachy?
A teraz kolejny krok.
Przez 21 dni mów, myśl, rozmyślaj, marz o tym, czego chcesz od życia. Dlaczego przez 21 dni? Podobno mniej więcej tyle potrzebujemy, aby przyswoić sobie pozytywny nawyk. Gdy pojawi się coś negatywnego, pstryknij palcami i skup się na czymś innym, masz tylko dwie sekundy, aby wyrzucić pojawiającą się myśl.
Co osiągniesz dzięki temu zadaniu?
Spoglądanie w przyszłość i koncentrowanie się na wybranych celach pozwala zbudować pozytywne nastawienie i zmotywować do wprowadzenia zmian. W końcu im więcej myślimy o jakiejś sprawie, tym nasz umysł podsuwa więcej możliwych rozwiązań i podpowiada jak je wprowadzić w życie.

Ewa Osóbka-Zielińska

Przekonania - ograniczenia czy potencjał dla naszej tożsamości?

25 stycznia, 2010 przez Łukasz

Tydzień temu miałem przyjemność prowadzić kolejny moduł zajęć Mistrz NLP poświęcony pracy na poziomie ‘Tożsamości’.  Istotą koncepcji poziomów neurologicznych wg Diltsa  jest możliwość opisania i przyporządkowania różnych elementów doświadczenia jednostki. Model ten jest hierarchiczny, więc oddziaływanie i zmiana wprowadzona na poziomie wyższym powoduje zmianę na poziomach niższych*. Poziom ‘Tożsamości’ znajduje się ponad poziomem ‘Wartości’ oraz będącym jeszcze niżej poziomem ‘Przekonań’. O ile wartości są łatwo rozpoznawane przez każdego z nas. Wystarczy zadać sobie pytanie, co jest dla mnie ważne w życiu, pracy, itd.? Udzielone odpowiedzi będą zazwyczaj właśnie kluczowymi dla osoby wartościami. Ciekawiej ma się sytuacja w pracy z przekonaniami. Bez przekonań na temat otaczającego nas świata nie możemy funkcjonować (ciekawe przekonanie ;) ). Każdy z nas ma jakieś przekonania na temat świata, siebie, innych. Mimo tego, że poziom ‘Przekonań’ jest położony poniżej ‘Wartości’ i ‘Tożsamości’ to siła oddziaływań przekonań leży w tym, że w znacznej mierze determinują one nasze postrzeganie świata a co za tym idzie sposób naszego działania. Jeszcze ciekawsze jest to, jak można (a raczej jak często trudno) jest nam zmienić nasze przekonania. Stąd m.in. Richard Bandler stworzył jedną z technik zmiany przekonań. Tego wszystkiego uczą się i zmieniają swoje przekonania uczestnicy szkoleń. Są praktykami – doświadczają zmiany.

W takim razie co mają przekonania do naszych ograniczeń lub potencjału rozwoju tego kim jesteśmy?

Otóż w odpowiedzi chcę przytoczyć fragment pewnej wypowiedzi, jaką przeczytałem w artykule w Rzeczpospolitej dn. 11/01/2010 pt. “Wyspa niewolników nie chce autonomii” poświęconemu zupełnie innemu tematowi tj. sytuacji politycznej na Martynice. To co przykuło moją uwagę to następująca na początku wypowiedź rdzennego mieszkańca wyspy.

– Ciągle boję się psów, choć nigdy żaden nie zrobił mi krzywdy – opowiada dozorca w hotelu w Sainte Luce, miejscowości na południowo- zachodnim wybrzeżu Martyniki. Strach przed uwielbianymi przez białych czworonogami zaszczepili w nim rodzice, którzy dostali go w spadku od swoich rodziców i dziadków. Tych, którzy jeszcze pamiętali czasy niewolnictwa, gdy pies był pomocnikiem białych panów, szukającym zbiegłych z plantacji niewolników.

Jak to jest, że można  bać  się czegoś, czego się nigdy nie doświadczyło? Jak to się dzieje, że można  bać się  psa - przypomnijmy zwierzęcia udomowionego - który nigdy ‘nas’ nie pogryzł. Sceptycy odpowiedzą z pewnością, że przecież i w Polsce można znaleźć wiele osób, które boją się psów, choć nie zostały nigdy pogryzione a znają to jedynie  z opowieści. Ciekawszy aspekt tej wypowiedzi dotyczy dalszej jej części “Zaszczepili w nim rodzice, którzy dostali go w spadku od (…), którzy pamiętali czasy, gdy pies był (tym, który był bardzo niebezpieczny dla tej grupy ludzi)“.

Z punktu widzenia NLP mamy tutaj idealny opis tego jak powstają przekonania (tu: ograniczające) oraz jak język tworzy i kształtuje nasze subiektywne postrzeganie świata. Gdzieś na Martynice kiedyś w czasach niewolnictwa powszechne było używanie psów tak, że ludzie doznawali (dużo) bólu, strachu, przerażenia [negatywnych emocji]. Przekonanie o tym, że psy są niebezpieczne było opisem tamtejszej rzeczywistości. To nie ulega żadnej wątpliwości. Zostało to opisane w wielu przekazach i opowieściach, jakie rodzice przekazywali dzieciom. A te dzieci swoim dzieciom, itd. W międzyczasie otocznie się zmieniło. Niewolnictwa nie ma. Psy, pewnie podobnie jak w Polsce, chodzą po ulicach i czasami kogoś pogryzą a częściej uciekają. To co zostało z tamtych czasów to słowny/werbalny przekaz tych doświadczeń. Przekaz pełen opisów nieprzyjemnych i bolesnych emocji (np. strachu, zagrożenia). Widzimy proces uczenia dzieci przez rodziców nt. potencjalnego zagrożenia. Proces, który odbywa się już tylko za pomocą słów. Bez żadnego bezpośredniego doświadczenia. Nie ma niewolnictwa, nie ma ‘białych z psami’. A strach, emocje przekazane przez osoby ważne w tej opowieści docierają do ich słuchaczy. Stają się częścią ich doświadczenia. Stają się ich przekonaniami na temat otaczającego świata. Tak jak przekonania generalizują to wybrane zasłyszane i wyobrażone doświadczenie oraz towarzyszące mu emocje - być może jest to forma uogólnienia i przekonania “psy są groźne”. To jest ważny punkt.  Bo właśnie tutaj rozpoczyna się odpowiedź na pytanie tego wpisu. Czy takie przekonanie jest ‘ograniczające’? Wiele osób powie pewnie, że tak. Szczególnie jeśli jego posiadacz utrzymując je nie może być sobą. Może byłby świetnym weterynarzem, a mając takie przekonanie wybrał inny kierunek zawodowy.  Zapraszam Cię do przyjrzenia się temu jak powstały twoje własne przekonania? Skąd wiesz, że są one ‘realne’ a może tylko ‘zasłyszane’?

Skąd wiemy, że w pracy:
“nic nie da się zmienić w tym/naszym dziale”; “…. że Iksiński (zawsze) jest złośliwy?”; ”…. zawsze realizuję swoje cele”; “… nigdy nie dogadam się z tym klientem?”;

Skąd wiemy, że:
“… kobiety są podstępne a mężczyźni to dranie”; “… zawsze … [się spóźniam, bałaganię, dobrze się bawię, zdążam na czas]“;

Dla naszego rozwoju i tego kim jesteśmy zawsze lepsze są przekonania związane z różnymi realnymi doświadczeniami. Bo przecież wiemy, że psy są i miłe (do głaskania) i groźne (do omijania). Tak, więc o wiele użyteczniejsze będzie przekonanie, iż są “psy, które gryzą i które są miłe”. Podobnie lepiej (efektywniej dla nas) mieć nawet takie proste przekonanie “często się spóźniam” a idealnie mieć “zdarza mi się spóźniać”. Bo właśnie to ostatnie będzie dawało nam największy potencjał do rozwoju naszej tożsamości, tego abyśmy byli szczęśliwi i realizowali sie w życiu. Czego Życzę wszystkich Czytelnikom w roku 2010.

* - Wielorakość zastosowania koncepcji poziomów neurologicznych wykracza oczywiście poza formułę bloga, więc zainteresowanych odsyłam do literatury oraz praktycznych zajęć (np. darmowy wstęp na comiesięczne spotkanie “Piątki z NLP” u nas w Instytucie).

Kotwiczenie codziennych sukcesów (z pamiętnika ojca)

19 stycznia, 2010 przez Przemek

Było już o moim młodszym synu, czas na pierworodnego - pięciolatka. On też ma swój wkład w rozwój praktycznego NLP.

A było to tak:

dostaliśmy skierowanie na morfologię. Tzn. na pobranie krwi. To dobry moment żeby sobie przypomnieć własne doświadczenia z tego zakresu. A jak nie masz odpowiednio traumatycznych to może słyszałeś drogi czytelniku jakąś mrożącą krew_w_żyłach opowieść z cyklu “przychodzi pacjent na pobranie krwi a tam…”.

W każdym razie szliśmy tam (czyli do gabinetu zabiegowego) spokojnie aczkolwiek mój spokój był wg. mojego świadomego umysłu niczym nieuzasadniony (poza wrodzonym optymizmem co jest mało racjonalnym uzasadnieniem). Mimo tych logicznych podszeptów, że JEST się czego obawiać (a jak będzie się wyrywał, a jak pielęgniarka źle się “wkłuje”, a jak…) szliśmy tam jak na piknik naukowy Wiedzy i Życia.

Ja: Zobaczysz jak wygląda krew… pamiętasz jak oglądaliśmy atlas o ludzkim ciele i tam było narysowane….

Szymon: A tam są te pożeracze bakterii i wirusów? zobaczymy je?

Ja: One są mniejsze nie widać ich bez mikroskopu… itd itp.

Wchodzimy do gabinetu na luzie. Pielęgniarce nasz luz się nie udziela. Nerwowo przygryza usta i pyta czy “on” będzie siedział spokojnie. Odpowiadam z nonszalancją, że tak.

Siadam na fotelu, Szymon u mnie na kolanach. Pani pielęgniarka zakłada gumkę uciskową, nieco oszołomiona naszym (nie wiem czy bardziej Szymona czy moim) spokojem wkłuwa się. Szymon mówi: O jaka czerwona. Pani mało nie mdleje z wrażenia. Po czym chwali moją latorośl za dzielność i odwagę i w ogóle. Jeszcze tylko nalepka “dzielny pacjent” z logo międzynarodowego koncernu farmaceutycznego i wychodzimy.

Chwalę. Wyrażam uznanie. Mówię, że niektórzy ludzie nie lubią, a ty sobie wspaniale poradziłeś itp. itd. Jesteś naprawdę dzielny!

Jakiś czas później…

Szymon się przewrócił. Reakcja od “dzielności” odległa jak północ od południa…

Mówię: A pamiętasz jaki byłeś dzielny jak ci pani pobierała krew? Pamiętasz jaka była czerwona a ty byłeś taki dzielny? Widzę zmieniającą się reakcję fizjologiczną. Koniec “mazgajenia się”. Okazało się, że jednak nic się nie stało. Można samodzielnie się podnieść i wcale nie boli. I ogólnie to jest OK. I można wrócić do zabawy. Proponuję, że możemy zrobić taki przycisk, dzięki któremu będziesz dzielny jak tylko będziesz chciał. OK. No to gdzie? Może na uchu? Dobra, no to przypomnij sobie jaki byłeś dzielny wtedy gdy pani pobierała ci krew. Zmiana fizjologiczna na twarzy i na ciele. Dotykam ucha. Za jakiś czas doładowujemy naszą kotwicę dzielności.

Jakiś czas później. Szymonowi coś się nie udało i płacze i użala się nad sobą…

Ja: Włączmy przycisk dzielności.

Szymon: Uhmmm…

Dotykam ucha… Szymon sie uspokaja.

Szymon: Możesz mi pomóc? Spróbuję jeszcze raz…

PS.

Po kilku dniach… W czasie kąpieli moi synowie naciskali sobie nawzajem nos i mówili przy tym “biiip” i rechotali. Bardzo inteligentna rozrywka, nieprawdaż? Przy okazji zlali całą łazienkę.

Gdy wszedłem po chwili nieobecności, a moja mina nie zdradzała zachwytu Szymon stwierdził, że naciśnie MÓJ nos bo tam jest “przycisk dobrego humoru”…

PS2.

Przyciski działają. Zarówno starszy jak i młodszy syn sami korzystają z “przycisków” zwłaszcza dobrego humoru. Co prawda często uciekają się do obrzydliwego manipulanctwa i usiłują uruchomić przycisk dobrego humoru u swojego szanownego ojca lub matki w czysto partykularnych interesach…

PS3.
Czuję, że wystarczy tego pisania o dzieciach - w końcu ile można :-) ? Moj następny wpis będzie zatem na temat neurologicznych podstaw technik typu zmiana historii osobistej, reimprinting, praca z emocjami na linni czasu, itp.

O pożytkach z systemów reprezentacji

11 stycznia, 2010 przez Przemek

Mój młodszy syn ma 3 lata. 3 i pół. Głową to już dawno sięga ponad stół. Sięga też do lodówki kiedy jest głodny i sam wyjmuje sobie ulubione rzeczy do jedzenia. Potrafi sobie posmarować kanapkę tym czym akurat chce. Potrafi włączyć komputer i włożyć płytę do odtwarzacza. Taki ogólnie samodzielny jest. Z jednym małym wyjątkiem.

Nocnik.

Ten sprzęt nie budził w moim dziecku należytego zainteresowania. Należytego z punktu widzenia rodziców oczywiście. Mój syn miał na głowie ważniejsze rzeczy niż pamiętanie o, jakże prozaicznych w porównaniu z zabawą w piratów, albo układaniem wieży z 37 drewnianych klocków, albo bębnieniu, albo byciu nietoperzem który wisi głową w dół na piętrowym łóżku, albo… Zaraz, o czym to ja pisałem? A o tym, że nie pamiętał o jakże prozaicznej sprawie jaką jest załatwianie się w miejscu ogólnie do tego przyjętym. Przynajmniej w pewnym momencie zakładaliśmy z żoną, że “nie pamięta”.

Do przedszkola szliśmy z zapasem 3 par spodni + majteczki + bluza + skarpetki. Na spacer z plecakiem wypełnionym 1/5 zawartości szafy. Pralka chodziła na okrągło. My też. Zmieniając coraz bardziej nieskuteczne strategie: racjonalnego tłumaczenia na przebieranie bez komentarza, tę z kolei na nie reagowanie i czekanie aż sam zwróci uwagę, że mokro (wyjątkowo nieskuteczna i nieekologiczna dla otoczenia), następnie strategię “utrudniania” i “szukania rozwiązań” (widziśz mokro, co teraz możemy zrobić? - acha przebrać się… gdybyś był suchy już mógłbyś się bawić itd.) Ta ostatnia strategia również była nieekologiczna. Jako że nasze dziecię ma tendencje do samodzielności postanowiło pewnego pięknego dnia uporać się z problemem tzw. “grubszego kalibru” samodzielnie. Zwabiony odgłosami wody wypełniającej umywalkę wszedłem do łazienki i zastałem mego syna piorącego swoje ubranie. Fajnie się potem czyściło łazienkę, wierzcie mi…

Aż pewnego pięknego dnia (i jakże brzemiennego w skutkach), kiedy już prawie byłem w stanie uwierzyć, że to wszystko spisek i celowe działanie i rozpacz moja sięgała dna…

No ale, szanowny czytelniku czy już wiesz co łączyło wszystkie te nieskuteczne strategie?

Ple, ple, ple… I nie chodzi mi tu bynajmniej o wiedźmę Pleple.

Zatem tego pięknego dnia postanowiliśmy z żoną przejść na system słoneczkowy. Tzn. przy każdym pomyślnym załatwieniu się rysować na kartce przyklejonej w toalecie uśmiechnięte słoneczko. A przy “wpadce” słoneczko ze skrzywioną miną. Obrzydliwie proste. I takie obrzydliwie behawioralne. Nie bardziej behawioralne chyba niż gadanie. Albo pokazywanie konsekwencji (nie możesz się teraz bawić - kto jest mokry potrzebuje się przebrać).

I wyobraź sobie czytelniku zadziałało. Właściwie już drugiego dnia 100% sukces. Oczywiście drobne wpadki się zdarzały. Ale tendencja była typu jedna porażka na 5 sukcesów. A i skala porażki była mniejsza. I w przedszkolu też działa.

Czasem warto napisać. Narysować. A nie tylko gadać. Naprawdę są tacy co wolą zobaczyć niż usłyszeć.

PS.
Byłbym zapomniał. Pewnego dnia Karol zażądał żeby zamiast słoneczek rysować księżyce. “Wesołe” i “złe” jak to sam określił. A tym “złym” dorysował promienie. Co nie zmieniło funkcjonalności systemu.

Uważność i ruchy gałek ocznych - inspiracje warsztatem Myli i Jona Kabat-Zinn

04 listopada, 2009 przez Przemek

W czerwcu na zaproszenie Polskiego Towarzystwa Mindfulness gościł w Polsce prof. Jon Kabat-Zinn oraz jego żona Myla Kabat-Zinn. Miałem przyjemność uczestniczyć w prowadzonym przez nich warsztacie na temat uważnego rodzicielstwa. Zaiteresowanych tematem odsyłam do książki “Dary codzienności - poradnik uważnego rodzicielstwa”.

W trakcie warsztatu, Jon i Myla zaprosili uczestników do ćwiczenia uważności. Jedno z ćwiczeń polegało na uważnej rozmowie i uważnym słuchaniu. W jego trakcie mieliśmy po prostu słuchać tego, co ma do powiedzenia druga osoba, a ona miała opowiedzieć o czymś, z czym się zmaga we własnej rodzinie, w odniesieniu do dzieci, partnera, przyjaciół, rodziców. Chodziło o to, żeby to było coś istotnego i niebłahego. We wprowadzeniu do ćwiczenia Jon zapytał czy są na sali terapeuci, coachowie i inni “pomagacze”. Poprosił, żeby szczególnie te osoby zrezygnowały z “potakiwania, kiwania głową, <<yhm>>, szukania rozwiązań i tworzenia w głowie potencjalnych rozwiązań”. Każda z osób miała mówić przez 5 minut, potem chwila milczenia i zmiana. Mówiłem jako pierwszy.

Odniosłem się do tego co odkryłem w czasie poprzedniego ćwiczenia z tego warsztatu - czułem, że było to coś ważnego, jakiś wgląd, który cały czas pozostawał poza słowami. Gdy o tym mówiłem, miałem świadomość że moje oczy wędrowały od lewej strony (wspomnienia wzrokowe, słuchowe, dialog) do prawego górnego rogu (twórcze tworzenie)i kończyły na prawym dolnym. Miałem świadomość przenoszenia od zapamiętanego doświadczenia do twórczego odkrycia a na koniec do sprawdzenia jak mi się te wnioski podobają, na ile mnie satysfakcjonują. Ok. Może nic nowego: schemat podobny do metody “jak gdyby”.

Chwila milczenia, znów skupiamy się na oddechu, odczuciach z ciała, tym co słyszymy wokół.

Po chwili zaczyna moja rozmówczyni. Pamiętam o słowach Jona “żadnego potakiwania, radzenia, ‘uhm’, dodawania: ‘o ja mam tak samo’ i porozumiewawczych uśmiechów, itp.”. Słucham. Moja rozmówczyni opowiada o swoich rozterkach w wychowaniu 11-letniego syna. Moje dzieci są młodsze, ale niektóre sytuacje i doświadczenia mamy wspólne. Jak to rodzice… Na niektore tematy mam jakieś zdanie, jakieś opinie, jakieś. Słucham i nagle czuję jak wzrok ucieka mi na lewo w dół i potem natychmiast wędruje w prawo górę. Łapię się na tym, że właśnie zadałem sobie pytanie i zacząłem szukać na nie odpowiedzi. Hmmm… co prawda nic nie powiedziałem… ale co ze słuchaniem?

No więc wracam uwagą i słucham dalej. Teraz także zwracam uwagę na to co słyszę, jak to jest mówione, na ruchy gałek ocznych mojej rozmówczyni, na swoje ciało i oddech, ale także na swoje ruchy gałek. A właściwie to mam postanowienie, żeby po prostu patrzeć na osobę przede mną - mam wzbudzoną intencję widzenia jej i słyszenia. Ilekroć zaczynam czuć, że wzrok gdzieś mi leci (najczęściej schemat lewo dół - prawo góra, lub lewo góra - prawo góra, zapewne wiecie co to znaczy :-) ), odnotowuję to i kieruję moją uwagę na osobę przede mną. Po zakończeniu słuchania mam odczucie lekkości. Nie jestem zmęczony. Mam wrażenie zrozumienia tego zostało powiedziane w mojej obecności.

Zapewne rola “aktywnego słuchania” jest nie do przecenienia - dla mnie warto się było przyjrzeć na ile to co nazywam aktywnym sluchaniem oddala mnie od prawdziwego aktywnego słuchania…

Dzięki zwróceniu uwagi na to, że ruch gałkek ocznych minimalnie wyprzedza “wyprodukowanie” myśli, pytania, osądu, mam jak się wydaje, konkretną metodę ćwiczenia uważności w słuchaniu, w kazdym kontekście.

Dzięki Jon! Dzięki Myla!

cdn.

Nowy blog poświęcony Neuro-Lingwistycznemu Programowaniu (NLP)

10 października, 2009 przez Benedykt Peczko

Szanowni Państwo,

Witamy w nowym blogu poświęconym Neuro-Lingwistycznemu Programowaniu (NLP). Blog ten jest prowadzony przez członków zespołu Polskiego Instytutu NLP, którego liderzy są organizatorami pierwszego kursu certyfikacyjnego NLP w Polsce (od 1991 r.). Zespół ten tworzą obecnie trenerzy, superwizorzy, coachowie, konsultanci, psychoterapeuci, pracownicy akademiccy i publicyści z wieloletnim doświadczeniem zawodowym (często wielotorowym). Współtworzenie tego blogu traktujemy jako okazję do bardziej bezpośredniego i regularnego dzielenia się naszymi doświadczeniami, wiedzą i odkryciami, niż może to mieć miejsce np. w przypadku artykułów drukowanych.

Obecnie NLP burzliwie rozwija się także w naszym kraju. Nurt ten jest jednak tak zróżnicowany, uprawiany w tak różnych stylach oraz w oparciu o tak różne filozofie i systemy wartości, że powoduje to u odbiorców wiele zamieszania i niepewności. Reakcje są bardzo różne – od zachwytów (często bezkrytycznych) do potępienia (często wynikającego z ignorancji). Mamy nadzieję, że niniejszy blog przyczyni się do upowszechniania rzetelnych informacji o NLP oraz do zainspirowania jego Użytkowników do własnych przemyśleń, a także poszukiwań.

NLP jest wykorzystywane w wielu dziedzinach życia i pracy: w samorozwoju, w profesjonalnej pomocy, w edukacji, w sporcie, w polityce, a w biznesie nie ma praktycznie takiej jego dziedziny, w której NLP nie mogłoby znaleźć zastosowania. Dzieje się tak dlatego, że NLP dotyczy każdego człowieka – jego sposobów skutecznego rozwiązywania problemów, realizacji jego celów, rozwijania swojego potencjału. NLP opisuje to, jak myśli i co robi każdy, kto osiąga sukcesy i wiedzie satysfakcjonujące życie. Równocześnie wyjaśnia, dlaczego innym się to nie udaje oraz co mogą zrobić, aby to zmienić.

Chcielibyśmy dzielić się tutaj informacjami na temat różnych zastosowań NLP w różnych obszarach zawodowych i osobistych (zarówno jego możliwościami, jak i ograniczeniami), recenzjami książek i artykułów poświęconych tej tematyce, bieżącymi wiadomościami na temat sytuacji NLP w kraju i w świecie oraz na temat ważniejszych wydarzeń w tym obszarze. Zależy nam na tym, aby w ten sposób Użytkownicy mieli stały dostęp do zróżnicowanych i w miarę możliwości wszechstronnych danych, które pomogą im z jednej strony lepiej docenić możliwości, jakie daje znajomość NLP, a z drugiej – oddzielić „ziarno od plew”, dezinformujące opinie od wyników wieloletnich doświadczeń ekspertów NLP z całego świata.

Zapraszamy i życzymy owocnej inspiracji,

Benedykt Krzysztof Peczko

Dyrektor Polskiego Instytutu NLP